poniedziałek, 12 stycznia 2026

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

 

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

W Pieśni Słonecznej św. Franciszek z Asyżu obok różnych stworzeń, które wzywa do uwielbiania Boga, wymienia także czas (por. PSł 6). To dowód jego dojrzałej postawy, polegającej na odpowiedzialności i docenieniu wartości czasu. Nie zawsze tak było, stąd młodość przeżyta na zaspokajaniu hedonistycznych przyjemności i hołdowaniu próżnym zachciankom, stała się dla niego motywem szczerego żalu i przyczynkiem pokuty. Według Tomasza z Celano, po spotkaniu Boga i odkryciu, że to On jest źródłem prawdziwego szczęścia, Franciszek „żałował, że tak ciężko grzeszył i obrażał oczy Majestatu”(VbF 7,11). Trud poszukiwania prawdy, zmiana dotychczasowego sposobu myślenia i wartościowania okupione duchowym cierpieniem i koniecznością porzucenia wszystkiego, co okazało się jedynie substytutami prawdziwego dobra, zaowocowały docenieniem daru czasu i nowym sposobem jego przeżywania, jak stwierdził pierwszy biograf: „nie dozwolił, by choćby drobna chwila czasu przeminęła mu na próżno” (Mem 159,1). Wejście w relację z żywym Bogiem pozwoliło Franciszkowi zakosztować szczęścia, o którego istnieniu nie miał dotąd pojęcia, słodyczy, dla której nie wahał się poświęcić długich godzin dnia i nocy, gdyż zgodnie z relacją św. Bonawentury: „modlił się bez przerwy i starał się żyć w duchowej obecności wobec Boga. Chodząc bowiem czy siedząc, będąc w mieszkaniu czy poza nim, pracując czy odpoczywając, z takim żarem ducha oddawał się modlitwie, że wydawało się, jakby jej poświęcał nie tylko serce i ciało, ale także wszystkie czynności i wszystek czas”(Legm IV,1,1-2). To szalone „marnotrawstwo” czasu jest dowodem miłości, która nie wahała się poświęcić Bogu samego siebie: możliwości, sił, pragnień. Gdy zrozumiał, że prawdziwym Panem czasu jest wiekuisty Bóg, od którego wszystko zależy, bez wiedzy którego nic się nie dzieje, zaczął postrzegać czas w kategoriach sacrum, jako szansę zbliżenia się do Boga i człowieka poprzez miłość, która ma wartość nieprzemijającą i zasługującą na życie wieczne. Powtarzał więc braciom: „otrzymaliśmy ten czas w celu zasługiwania” (Mem 145,9) i dzielił powierzony sobie czas na przeznaczony wyłącznie dla Boga i trawiony na kontemplacji w miejscach ustronnych oraz poświęcony służbie człowiekowi przez posługę trędowatym i ubogim, głoszenie pokuty i przebywanie wśród braci. Można więc powiedzieć, że cały jego czas był dla Boga poprzez czynienie dobra, dla Boga, którego uznawał za najwyższe Dobro, powtarzając: „Ty jesteś dobro, wszelkie dobro, najwyższe dobro" (por. KLUw 3).

Biedaczyna znał wartość czasu, więc starał się dobrze przeżyć każdy dzień, unikając lenistwa i postawy letniości wobec Bożej łaski. Chwalił tych, którzy umiejętnie dysponowali czasem, jak bracia w pewnej pustelni w Hiszpanii, którzy na zmianę, co tydzień oddawali się kontemplacji, bądź zajęciom domowym (Por. Bess 6,4), lecz surowo ganił marnotrawców czasu, lekceważących modlitwę, pracę i karność zakonną. Franciszek sam był dla braci przykładem gorliwości i pełnego zaangażowania we wszystko, czego się podejmował, jak napisano o nim: „Zawsze zaczynał od nowa, coraz gorliwszy w ćwiczeniach duchowych. Uważał, że kto nie czyni czegoś dobrego, zaciąga ciężką winę, a kto nie postępuje, ten się cofa” (Mem 159,2-3). W regule napomina braci: „ Niech starają się gorliwie przykładać do jakiejś dobrej pracy, bo napisane jest: Zawsze czyń coś dobrego, aby diabeł zastał cię zajętym. I także: Lenistwo jest nieprzyjacielem duszy. Dlatego słudzy Boży powinni zawsze oddawać się modlitwie lub jakiemuś dobremu zajęciu” (1Reg 7,10-12). Przypomina o tym w Testamencie: „I ja pracowałem własnymi rękami i pragnę pracować; i chcę stanowczo, aby wszyscy inni bracia oddawali się pracy, co jest wyrazem uczciwości. Ci, którzy nie umieją, niech się nauczą”(T 20-21). Sam uważny, by nie pobłądzić i nie ulec pokusom „czuwał każdej godziny”(VbF 42,8) i do takiej postawy uważnej gotowości wzywa braci: „Czyńcie pokutę, czyńcie godne owoce pokuty, bo wkrótce umrzemy!”(1Reg 21,3).

Franciszek aktywnie i świadomie przeżywał swoje życie. Choć nastawiony na wieczność, był w pełni zaangażowany w chwilę obecną. Pewnego razu podczas postu czterdziestodniowego, by wykorzystać najmniejsze okruchy czasu, robił jakieś małe naczynie. Gdy następnie w trakcie odmawiania brewiarza przypomniał sobie o naczyniu, skruszony faktem, że uległ rozproszeniu podczas modlitwy, wrzucił naczynie do ognia (por. Mem 97).

Brał odpowiedzialność za powierzony sobie czas i spotkanych ludzi. Gdy w 1209 roku przejeżdżał przez Asyż wspaniały orszak cesarza Ottona IV, udającego się na koronację do Rzymu, Franciszek nie wyszedł go oglądać i zabronił tego swym braciom, z wyjątkiem jednego, który miał stanowczo obwieścić cesarzowi, że jego panowanie będzie krótkie, jak też się stało (por. VbF 43). Była to nie tylko aluzja do przemijalności, ale też odważna przestroga, by nie przykładać zbyt dużej wagi do tego, co znikome i niepewne. W liście kierowanym do sprawujących władzę napomina: „Zastanówcie się i zobaczcie, ponieważ zbliża się dzień śmierci (LRz 2-3), zaś w Liście do wszystkich chrześcijan w formie krótkiej przypowieści przedstawia dramat tych, którzy zmarnowali czas życia na ziemi i zaniedbali pokutę. Tym wszystkim przypomina z mocą: „I niczego nie macie w tym świecie ani w przyszłym. I uważacie, że długo będziecie posiadać marności tego świata, lecz łudzicie się, bo przyjdzie dzień i godzina, o których nie myślicie, nie wiecie i których nie znacie; ciało choruje, śmierć się zbliża i tak umiera gorzką śmiercią” (1LW 13-14).

Dowodem na to, jak bardzo cenił sobie czas, było pragnienie powrotu do pierwotnego radykalizmu i zaangażowania w posługę trędowatym. Mimo, że sam schorowany i wyczerpany potrzebował pomocy, „nie dawał miejsca ani zmęczeniu, ani wyczerpaniu; miłość bowiem przynaglała go do coraz to większych rzeczy”(LegM XIV,1,7). Ten zapał nie osłabł nawet w obliczu zbliżającej się śmierci, gdy zachęcał braci słowami: „Zaczynajmy bracia służyć Bogu i postępujmy naprzód, bo do tej pory mało postąpiliśmy”(Jl 67,3). Jego zaangażowaniu w służbie człowiekowi towarzyszyła tęsknota za zjednoczeniem z Umiłowanym ponad wszystko Bogiem, czego echo wybrzmiewa w modlitwie zatytułowanej Wykład modlitwy Ojcze nasz: „ Przyjdź królestwo Twoje: abyś Ty królował w nas przez łaskę i doprowadził nas do Twego królestwa, gdzie będziemy oglądać Cię bez zasłon, miłować doskonale i w radosnym zjednoczeniu cieszyć się Tobą na wieki” (On 4), a Celańczyk potwierdza słowami: „przytomnym duchem pragnął wejść do nieba, od którego oddzielała go tylko ściana ciała, jako że stał się już obywatelem wśród aniołów”(Mem 94,1). Nie bał się śmierci, raczej wyglądał jej z nadzieją, jednocześnie nie marnując czasu, gdyż „Im bardziej zbliżał się do śmierci, tym bardziej starał się z całą doskonałością rozważać, jak mógłby żyć i umrzeć w całkowitej pokorze i ubóstwie”(CAss 11,15). Często rozmyślał o śmierci, a gdy otrzymał proroctwo odnośnie daty swego odejścia ze świata, według Zwierciadła doskonałości „ stał się w tej praktyce jeszcze staranniejszy”(por. SpPerf 121,8). Umierał w pokoju, świadomy dobrze przeżytego czasu i wypełnienia swej misji, pozostawiwszy braciom ostatnie pouczenie: „ Ja wykonałem co do mnie należało, a o tym, co do was należy, niech pouczy was Chrystus”(LegM XIV,3,4).

Franciszek postrzegał czas jako część stworzenia, a tym samym cenny dar od Boga. „Być może w tym tkwi sekret i św. Franciszek pomaga go odkryć: należy traktować czas jako dar, nie odczuwać go jako wroga, z którym trzeba walczyć, ale wykorzystywać go tylko dla dobra.”[1]



 

 



[1] Str. E. Kumka OFM Conv, Przemieniony w sercu, przemieniony w ciele. Stygmaty św. Franciszka w przekazie źródeł, wyd. Bratni Zew, Kraków 2024, str. 266.

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

  Dobry czas św. Franciszka z Asyżu W Pieśni Słonecznej św. Franciszek z Asyżu obok różnych stworzeń, które wzywa do uwielbiania Boga, ...