niedziela, 19 lipca 2026

misja Franciszka w Egipcie

 

Pokojowa misja Franciszka z Asyżu

Po doświadczeniu spotkania żywego Boga młody Franciszek Bernardone zdecydował się podążać śladami Chrystusa, choć początkowo nie wiedział, w jaki sposób urzeczywistnić to pragnienie. Zwyczajem świeckich pokutników wiódł życie pustelnicze i odbudowywał zniszczone kapliczki w okolicy Asyżu. Pewnego dnia usłyszał podczas nabożeństwa w Porcjunkuli, jak Chrystus wysyłając uczniów na głoszenie Ewangelii polecił im, by nie brali na drogę ani złota, ani srebra, ani torby, ani chleba, ani laski; aby nie mieli sandałów na nogach i nie posiadali dwóch tunik ”(3Soc 25,2). Wewnętrznie poruszony zwrócił się do kapłana z prośbą o wyjaśnienie Chrystusowego wezwania, po czym przepełniony niezwykłą radością wykrzyknął: „To właśnie jest to, co chcę ze wszystkich sił wypełniać!” (3Soc 25,3). Głęboko czuł, że misją, którą Pan mu powierzył jest pójście przez świat w postawie ubogiego pielgrzyma i głoszenie całemu stworzeniu Bożą dobroć oraz wezwanie do pokuty. Natychmiast przystąpił do realizacji ewangelicznego wezwania: zdjął obuwie, odłożył laskę i torbę oraz przepasał się powrozem. Zaczął głosić, a „Jego słowa nie były ani puste, ani śmieszne, lecz pełne mocy Ducha Świętego wnikały w głąb serca, tak że wprawiały słuchaczy w głęboki podziw” (3Soc 25,7). Szybko pojawili się pierwsi naśladowcy, którzy ubrani w podobne ubogie tuniki, zobowiązali się jak on żyć Ewangelią. Podczas spotkania z papieżem Innocentym III, który zatwierdził ich sposób życia, dając tym samym początek zakonowi braci mniejszych, cała grupa dwunastu braci otrzymała tonsurę- zewnętrzny znak upoważniający do publicznego przepowiadania, choć żaden z nich nie był kapłanem.

Początkowo głosili w Asyżu i okolicach, lecz bardzo szybko ich przepowiadanie objęło także dalsze strony, gdzie z żarliwością dawali świadectwo ewangelicznej radości i umiłowania Boga. Według relacji pierwszego biografa, już wcześniej, gdy braci było ośmiu, Franciszek podzielił ich po dwóch i posłał na cztery strony świata, sam wyruszając razem z nimi (por.VbF 29). Można więc powiedzieć, że misyjność to jeden z zasadniczych rysów duchowości brata Franciszka, od początku obecny w zakonie braci mniejszych. Pragnienie zaniesienia Dobrej Nowiny tym, którzy jej nie znają przynaglało Biedaczynę, by udać się na Bliski Wschód. Już dwa lata po zatwierdzeniu sposobu życia, w 1212 roku podjął pierwszą próbę, zakończoną niepowodzeniem, gdyż statek płynący do Ziemi Świętej na wskutek przeciwnych wiatrów dotarł do Dalmacji. Nie bez trudu Franciszek wraz z Piotrem Cattanim wrócili z powrotem do portu w Ankonie, po czym wędrując przez Marchię, w drodze powrotnej do Porcjunkuli, intensywnie głosili, co Tomasz z Celano potwierdził słowami: „Franciszek, sługa Boga najwyższego, opuściwszy morze, kroczył po lądzie. Krajał go pługiem słowa, zasiewał ziarno życia, przynosząc błogosławiony owoc”(VbF 56,1). Około roku później Franciszek próbował po raz kolejny, tym razem drogą lądową przez Włochy i Francję. Zapał z jakim wyruszył dobrze oddają słowa biografa: „tak go ponosiło to pragnienie, że raz kiedyś w czasie owej podróży zostawił socjusza i śpieszył jak pijany duchem do spełnienia swego zamiaru” (VbF56,5). Dotarł do Hiszpanii, tam zachorował i ponownie nie osiągnąwszy celu podróży, powrócił do ojczyzny. Jednak pragnienie wyjazdu do kraju muzułmanów wciąż tliło się w jego sercu. Św. Bonawentura podaje dwa motywy, jakie nim kierowały: spotkanie z sułtanem, by ogłosić mu Dobrą Nowinę o zbawieniu oraz pragnienie śmierci męczeńskiej, by uczestniczyć w losie Zbawiciela: „pragnął przez płomień męczeństwa, ofiarować się Panu na żywą ofiarę, by odwdzięczyć się umierającemu za nas Chrystusowi i aby innych pociągnąć do miłości Bożej” (LegM VIII,5,2). Dopiero trzecia próba dostania się do Syrii zakończyła się powodzeniem.

Na kapitule generalnej w czerwcu 1219 roku zdecydowano o zorganizowaniu misji do krajów Europy: Francji, Hiszpanii, Niemiec, Węgier, Czech oraz do tzw. niewiernych. Jedna, sześcioosobowa grupa, udała się do Maroka, druga natomiast, to znaczy sam Franciszek i Piotr Cattani, wyruszyli do Ziemi Świętej. Końcem czerwca 1219 roku wsiedli w Ankonie na statek importujący krzyżowców do Ziemi Świętej, jako, że od 1217 roku trwała V krucjata mająca na celu odzyskanie Jerozolimy i Ziemi Świętej z rąk muzułmanów. Trwająca około miesiąca żegluga morska zakończyła się w starożytnym porcie Akka, gdzie Franciszek spotkał się ze swoimi braćmi, którzy przybyli tu dwa lata wcześniej, decyzją kapituły w 1217 roku. Wówczas do Syrii udał się br. Eliasz i już wkrótce powstała tam prowincja Ziemi Świętej. Pod wpływem przepowiadania br. Eliasza do zakonu minorytów wstąpił Cezary ze Spiry, człowiek uczony, znawca Pisma Świętego. Z Akki, w towarzystwie braci, Franciszek rozpoczął kolejny etap podróży w kierunku delty Nilu, śladem floty krzyżowców, która jak się okazało, kilka miesięcy wcześniej ruszyła w kierunku Damietty. Gdy w sierpniu, po kilku tygodniach podróży, dotarli do obozu krzyżowców, Franciszek zdumiał się rozpustą, kłótliwością i chciwością chrześcijańskich rycerzy. Jednocześnie pod wpływem wizji zwiastującej klęskę wojsk chrześcijańskich stanął wobec dylematu: ostrzec krzyżowców i odciągnąć ich od planowanego ataku na Damiettę, czy przemilczeć unikając prawdopodobnej kpiny i wzgardy? Ciekawej rady udzielił mu brat Illuminat: „Ojcze, nic sobie nie rób z sądów ludzkich, ponieważ nie od teraz mają cię za głupiego. Uwolnij swe sumienie i bardziej bój się Boga, aniżeli ludzi”(Mem 30,6). Gdy 29 sierpnia, w dniu walki Franciszek odważnie nakłaniał kardynała Pelagiusza Galvaniego z Albano i żołnierzy chrześcijańskich do zaniechania ataku, ci wyśmiali go i zignorowali ostrzeżenie, skutkiem czego atak na Damiettę zakończył się wielką klęską krzyżowców. Zginęło wówczas bardzo wielu chrześcijańskich rycerzy, a Franciszek, który z przejęciem śledził przebieg walki, szczególnie żałował Hiszpanów, bowiem wykazali się wyjątkową walecznością. Po tym trudnym wydarzeniu podjął próbę dotarcia do sułtana, którym wówczas był Malik el Kamil. W tym celu zwrócił się do legata papieskiego kard. Pelagiusza z prośbą o pozwolenie na przekroczenie granicy wroga. Otrzymał je, choć nie bez trudu i z zastrzeżeniem, że robi to na własną odpowiedzialność. Być może miało to miejsce w czasie czterotygodniowego rozejmu walczących. Gdy bracia Franciszek i Illuminat zbliżali się do muzułmańskiego obozu, zobaczyli w oddali dwie owieczki (por. Mem 8), w czym brat Franciszek z radością dostrzegł analogię do ewangelicznego wezwania: „Oto ja was posyłam jak owce między wilki” (Mt 10,16). Niedługo później zostali zatrzymani przez muzułmański patrol i zgodnie z relacją doznali prześladowania: „zabiegli im drogę saraceńscy strażnicy, którzy jak wilki rzucające się na owce, bestialsko pojmali sługi Boże. Traktując ich z okrucieństwem i pogardą obrzucili ich obelgami, zbili i zakuli w kajdany. Przyprowadzili ich do sułtana, umęczonych i udręczonych za dopuszczeniem niebios i zgodnie z wolą Bożego męża”(Mem 8,3-4). Sułtan prawdopodobnie liczył na to, że dwaj przybysze to posłańcy z misją dyplomatyczną od krzyżowców, ewentualnie pragnący przyjąć islam. Franciszek natomiast przejęty swą misją ewangelizatora, przedstawił się jako posłany z ważną wiadomością od Jezusa i zaczął przemawiać w obecności muzułmańskich ekspertów religijnych. Jego odwaga i zapał zaniepokoiły doradców sułtana tak, że zasugerowali mu egzekucję przybyszów. Trudno odtworzyć rzeczywisty przebieg tego niecodziennego spotkania, gdyż hagiografowie opisują go barwnie i ze szczegółami, które raczej nie mogły mieć miejsca, np.: próba ognia, która de facto zakazana postanowieniem Soboru Laterańskiego IV, z pewnością nie była praktykowana przez zawsze posłusznego Kościołowi Franciszka[1]. Natomiast wydaje się, że jego głoszenie Dobrej Nowiny o zbawieniu, powtarzane przez wszystkich hagiografów, nie powinno być poddawane w wątpliwość, jako że dla Franciszka był to jeden z celów tej podróży . W życiorysie pierwszym Celano podkreśla niezwykłą żarliwość i pewność, z jakimi przemawiał Franciszek: „ Któż może opowiedzieć, jaką wykazał wobec niego stałość umysłu, z jaką mocą ducha do niego przemawiał, z jaką łatwością i z jaką wiernością prawu chrześcijańskiemu odpowiadał tym, co zeń szydzili?”(VbF 57,6), a reakcję sułtana podsumował w Vita brevior krótkim stwierdzeniem: „podziwiał go [Franciszka] jako kogoś innego niż wszyscy pozostali” (Vb 56). Sułtan będący pod wrażeniem radykalizmu i pokojowego nastawienia ubogiego brata z Asyżu, zachęcił go do pozostania dłużej i ofiarował mu wiele cennych darów. Franciszek odmówił przyjęcia bogactwa, a poprosił jedynie o jedzenie na jeden dzień, czym wzbudził jeszcze większy podziw saraceńskiego monarchy. Po wspólnym posiłku sułtan wydał rozkaz bezpiecznego deportowania braci do obozu krzyżowców.

Bezprecedensowe spotkanie prostego zakonnika z Asyżu z wielkim sułtanem Malik el Kamilem przeszło do historii jako spotkanie pokojowe zrelacjonowane nie tylko przez franciszkańskich biografów, lecz także wielu autorów świeckich kronik[2] oraz biskupa Akki Jakuba z Vitry, który zanotował: „ W ciągu wielu dni, kiedy to Franciszek głosił jemu oraz jego ludziom wiarę w Chrystusa, bardzo uważnie słuchał. Jednakże w końcu bał się, że mogliby niektórzy z muzułmańskich zastępów przez moc jego słów nawrócić się do Pana i przejść na stronę zastępu chrześcijańskiego. Dlatego nakazał, aby odprowadzić go z całą czcią, w towarzystwie bezpiecznej eskorty, do obozu chrześcijan. Przy pożegnaniu powiedział do niego: „Módl się za mnie, żeby Bóg mi łaskawie objawił to prawo i tę wiarę, które Mu się bardziej podobają”[3], ale także poświadczone przez muzułmanina Fakhra ad-Din al Farisi-ego egipskiego prawnika, który był doradcą i przewodnikiem duchowym sułtana, a wspomniał o mądrym chrześcijańskim mnichu, który życzliwie rozmawiał z sułtanem. Na jego nagrobku umieszczono napis: „to, co się mu wydarzyło z powodu mnicha”[4]

Dnia 05 listopada 1219 roku Damietta została zdobyta przez krzyżowców. Franciszek wracając od sułtana był prawdopodobnie świadkiem haniebnego zachowania rycerzy, którzy grabili podbitą twierdzę. Następnie być może odbył pielgrzymkę do miejsc świętych, po czym powrócił do Akki początkiem roku 1220. Na wiosnę odnalazł go tam br. Stefan, który przybył z Italii specjalnie, by zrelacjonować trudną sytuację, w jakiej znalazł się zakon pod nieobecność Franciszka i przynaglić go do powrotu. Początkiem lata 1220 roku Franciszek wraz z braćmi: Eliaszem, Cezarym ze Spiry, Illluminatem i Piotrem Cattanim wsiedli na statek zmierzający w kierunku Italii. Dopłynęli do Wenecji, a następnie udali się do Viterbo, na spotkanie z Ojcem świętym Honoriuszem III, który na prośbę Franciszka mianował kard. Hugolina protektorem zakonu braci mniejszych oraz anulował skutki decyzji podjętych wbrew woli założyciela, podczas jego nieobecności.

Misja Franciszka do Ziemi Świętej znalazła swe odzwierciedlenie w jego pismach. W Liście do rządców narodów zachęca zwierzchników: „I tak wielką cześć dla Pana rozszerzajcie wśród ludu wam powierzonego, aby każdego wieczoru na głos herolda lub na inny znak cały lud oddawał chwałę i dziękczynienie Panu Bogu wszechmogącemu” (LRz 7), podobnie w Liście do kustoszów: „I Jego chwałę tak głoście i opowiadajcie wszystkim narodom, aby o każdej godzinie i na głos dzwonu wszystek lud na całej ziemi zawsze oddawał chwałę i składał dzięki Bogu Wszechmogącemu” (1LK 8). Ta zachęta do modlitwy na dźwięk dzwonu zainspirowana była widokiem muezina, który pięć razy dziennie wzywał z wieży minaretu do oddawania czci Allahowi. Religijne zachowanie muzułmanów wpłynęło też na propagowanie postawy klękania na kolana, które brat Franciszek zaleca podczas konsekracji i przenoszenia Ciała Chrystusowego: „gdy kapłan je konsekruje na ołtarzu i na inne miejsce przenosi, niech wszyscy ludzie na klęczkach oddają chwałę, uwielbienie i cześć Panu Bogu żywemu i prawdziwemu”(1LK 7). Od muzułmanów, którzy nie palili, ani nie niszczyli papieru nauczył się także szacunku dla słowa pisanego, szczególnie słów konsekracji oraz pochodzących z Pisma Świętego: „Dlatego upominam wszystkich moich braci i zachęcam w Chrystusie, aby gdziekolwiek znajdą słowa Boże napisane, uszanowali je, jak tylko mogą, i jeśli nie są należycie przechowywane lub leżą bez szacunku w jakimś miejscu rozrzucone, o ile tylko od nich to zależy, niech je zbiorą i złożą, czcząc w tych słowach Pana, który je wypowiedział. Wiele rzeczy poświęca się bowiem przez słowa Boże i mocą słów Chrystusowych dokonuje się Sakrament Ołtarza” (LZ 15-17). Podobnie szacunek, którym muzułmanie otaczali grób Pański zainspirował Franciszka do tego, by zachęcić braci kapłanów: „jakżeż święty, sprawiedliwy i godny powinien być ten, który rękami dotyka, sercem i ustami przyjmuje i innym do spożywania podaje [Pana], który już nie podlega śmierci, lecz żyje w wiecznej chwale, na którego pragną patrzeć aniołowie” (LZ 22). Po powrocie z Ziemi Świętej powstał 16 rozdział 1Reg zatytułowany: Udający się do Saracenów i innych niewiernych. Prezentuje on dwa sposoby postępowania misjonarzy: „Jeden sposób: nie wdawać się w kłótnie ani w spory, lecz być poddanymi wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej”(1Reg 16,6). Te słowa doskonale oddają nastawienie Franciszka, który nie stanął przed sułtanem Egiptu z przewagą ewangelizatora i wyznawcy jedynej prawdziwej religii, lecz zajął miejsce u jego stóp, jako brat i wierny naśladowca Mistrza z Nazaretu, który z pokorą umył nogi uczniom. Kontynuacją i pogłębieniem tej postawy i myśli jest fragment Pozdrowienia cnót na temat cnoty posłuszeństwa: „[Święte Posłuszeństwo] utrzymuje ciało w umartwieniu, aby było posłuszne duchowi i aby słuchało swego brata, i czyni człowieka poddanym i uległym wszystkim ludziom, którzy są na świecie, i nie tylko samym ludziom, lecz także dzikim i okrutnym zwierzętom, aby mogły z nim czynić, co zechcą, na ile Pan z wysoka pozwoli” (Pcn 15-18). Rezygnacja z dominacji czy wywierania presji celem urzeczywistnienia własnych zamiarów, na rzecz uległego przyjęcia rzeczywistości, to wyraz posłuszeństwa woli Bożej i wiary w Jego potęgę i dobroć. Do takiej uległości prowadzi umartwienie ciała, czyli skażonej grzechem natury, przez wyrzeczenie się pychy i egoizmu. Tak rozumiane posłuszeństwo stawia chrześcijanina u stóp innych, czyni go ostatnim, prawdziwie „bratem mniejszym”. Drugi sposób postępowania misjonarzy, który zaleca Franciszek: „ gdyby widzieli, że tak się Panu podoba, niech głoszą sławo Boże, aby [ludzie] uwierzyli w Boga wszechmogącego, Ojca i Syna, i Ducha Świętego, Stworzyciela wszystkich rzeczy, w Syna Odkupiciela i Zbawiciela i aby przyjęli chrzest i zastali chrześcijanami” (1Reg 16,7). To pionierskie spojrzenie na misje Franciszka z Asyżu, mające swą genezę w postawie szacunku względem każdego człowieka i wyrażające się głoszeniem przez świadectwo życia, zostało następnie przyjęte powszechnie w Kościele, a szczególnie po Soborze Watykańskim II stało się symbolem pokoju między religiami i dialogu chrześcijańsko-muzułmańskiego. Dnia 27 października 1986 r. w Asyżu odbyła się bezprecedensowa liturgiczna modlitwa o pokój, do której papież Jan Paweł II zaprosił przedstawicieli różnych kościołów chrześcijańskich i religii świata. W spotkaniu tym uczestniczyło około 160 przedstawicieli religii świata: katolicy, prawosławni, protestanci, anglikanie, Żydzi, muzułmanie, buddyści, hinduiści i inni. Papież podkreślił, że nie chodzi o mieszanie religii, ale świadectwo, że pokój jest wartością, o którą wszyscy wierzący powinni prosić Boga. 10 lat później odbyło się podobne spotkanie w Rzymie. Pamiątką i symbolem międzyreligijnego spotkania w 1219 roku jest według XVI-wiecznej tradycji róg z kości słoniowej - wyraz sympatii sułtana względem Franciszka, który do dziś można oglądać w kaplicy relikwii w bazylice św. Franciszka w Asyżu. Owocem wyprawy misyjnej Franciszka do Egiptu jest istnienie od 1263 roku kustodii Ziemi Świętej, gdzie do dziś bracia mniejsi troszczą się o sanktuaria, pielgrzymów, prowadzą duszpasterstwo parafialne, działalność charytatywną, socjalną, oświatową i wydawniczą, prowadzą wykopaliska archeologiczne i rozwijają studia biblijne.

 s.Chrystiana Anna Koba CMBB

 



[1] Por. A. Hejnowicz OFM Conv, Franciszek z Asyżu. Prawda i legendy, wyd. Bratni Zew, Kraków 2012, s.104.

[2] Por. A. Thompson OP, Franciszek z Asyżu. Nowa biografia, wyd. Bratni Zew, Kraków 2013, s.249.

[3] Jakub z Vitry, Historia occidentalis, rozdział 32-w L. Lehmann, Franciszek z Asyżu. Gdy życie staje się modlitwą, wyd. Serafin, Kraków 2020, s.71.

[4] Praca zbiorowa: Leksykon duchowości franciszkańskiej, wyd. m, Warszawa, 2006, s.947.

poniedziałek, 12 stycznia 2026

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

 

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

W Pieśni Słonecznej św. Franciszek z Asyżu obok różnych stworzeń, które wzywa do uwielbiania Boga, wymienia także czas (por. PSł 6). To dowód jego dojrzałej postawy, polegającej na odpowiedzialności i docenieniu wartości czasu. Nie zawsze tak było, stąd młodość przeżyta na zaspokajaniu hedonistycznych przyjemności i hołdowaniu próżnym zachciankom, stała się dla niego motywem szczerego żalu i przyczynkiem pokuty. Według Tomasza z Celano, po spotkaniu Boga i odkryciu, że to On jest źródłem prawdziwego szczęścia, Franciszek „żałował, że tak ciężko grzeszył i obrażał oczy Majestatu”(VbF 7,11). Trud poszukiwania prawdy, zmiana dotychczasowego sposobu myślenia i wartościowania okupione duchowym cierpieniem i koniecznością porzucenia wszystkiego, co okazało się jedynie substytutami prawdziwego dobra, zaowocowały docenieniem daru czasu i nowym sposobem jego przeżywania, jak stwierdził pierwszy biograf: „nie dozwolił, by choćby drobna chwila czasu przeminęła mu na próżno” (Mem 159,1). Wejście w relację z żywym Bogiem pozwoliło Franciszkowi zakosztować szczęścia, o którego istnieniu nie miał dotąd pojęcia, słodyczy, dla której nie wahał się poświęcić długich godzin dnia i nocy, gdyż zgodnie z relacją św. Bonawentury: „modlił się bez przerwy i starał się żyć w duchowej obecności wobec Boga. Chodząc bowiem czy siedząc, będąc w mieszkaniu czy poza nim, pracując czy odpoczywając, z takim żarem ducha oddawał się modlitwie, że wydawało się, jakby jej poświęcał nie tylko serce i ciało, ale także wszystkie czynności i wszystek czas”(Legm IV,1,1-2). To szalone „marnotrawstwo” czasu jest dowodem miłości, która nie wahała się poświęcić Bogu samego siebie: możliwości, sił, pragnień. Gdy zrozumiał, że prawdziwym Panem czasu jest wiekuisty Bóg, od którego wszystko zależy, bez wiedzy którego nic się nie dzieje, zaczął postrzegać czas w kategoriach sacrum, jako szansę zbliżenia się do Boga i człowieka poprzez miłość, która ma wartość nieprzemijającą i zasługującą na życie wieczne. Powtarzał więc braciom: „otrzymaliśmy ten czas w celu zasługiwania” (Mem 145,9) i dzielił powierzony sobie czas na przeznaczony wyłącznie dla Boga i trawiony na kontemplacji w miejscach ustronnych oraz poświęcony służbie człowiekowi przez posługę trędowatym i ubogim, głoszenie pokuty i przebywanie wśród braci. Można więc powiedzieć, że cały jego czas był dla Boga poprzez czynienie dobra, dla Boga, którego uznawał za najwyższe Dobro, powtarzając: „Ty jesteś dobro, wszelkie dobro, najwyższe dobro" (por. KLUw 3).

Biedaczyna znał wartość czasu, więc starał się dobrze przeżyć każdy dzień, unikając lenistwa i postawy letniości wobec Bożej łaski. Chwalił tych, którzy umiejętnie dysponowali czasem, jak bracia w pewnej pustelni w Hiszpanii, którzy na zmianę, co tydzień oddawali się kontemplacji, bądź zajęciom domowym (Por. Bess 6,4), lecz surowo ganił marnotrawców czasu, lekceważących modlitwę, pracę i karność zakonną. Franciszek sam był dla braci przykładem gorliwości i pełnego zaangażowania we wszystko, czego się podejmował, jak napisano o nim: „Zawsze zaczynał od nowa, coraz gorliwszy w ćwiczeniach duchowych. Uważał, że kto nie czyni czegoś dobrego, zaciąga ciężką winę, a kto nie postępuje, ten się cofa” (Mem 159,2-3). W regule napomina braci: „ Niech starają się gorliwie przykładać do jakiejś dobrej pracy, bo napisane jest: Zawsze czyń coś dobrego, aby diabeł zastał cię zajętym. I także: Lenistwo jest nieprzyjacielem duszy. Dlatego słudzy Boży powinni zawsze oddawać się modlitwie lub jakiemuś dobremu zajęciu” (1Reg 7,10-12). Przypomina o tym w Testamencie: „I ja pracowałem własnymi rękami i pragnę pracować; i chcę stanowczo, aby wszyscy inni bracia oddawali się pracy, co jest wyrazem uczciwości. Ci, którzy nie umieją, niech się nauczą”(T 20-21). Sam uważny, by nie pobłądzić i nie ulec pokusom „czuwał każdej godziny”(VbF 42,8) i do takiej postawy uważnej gotowości wzywa braci: „Czyńcie pokutę, czyńcie godne owoce pokuty, bo wkrótce umrzemy!”(1Reg 21,3).

Franciszek aktywnie i świadomie przeżywał swoje życie. Choć nastawiony na wieczność, był w pełni zaangażowany w chwilę obecną. Pewnego razu podczas postu czterdziestodniowego, by wykorzystać najmniejsze okruchy czasu, robił jakieś małe naczynie. Gdy następnie w trakcie odmawiania brewiarza przypomniał sobie o naczyniu, skruszony faktem, że uległ rozproszeniu podczas modlitwy, wrzucił naczynie do ognia (por. Mem 97).

Brał odpowiedzialność za powierzony sobie czas i spotkanych ludzi. Gdy w 1209 roku przejeżdżał przez Asyż wspaniały orszak cesarza Ottona IV, udającego się na koronację do Rzymu, Franciszek nie wyszedł go oglądać i zabronił tego swym braciom, z wyjątkiem jednego, który miał stanowczo obwieścić cesarzowi, że jego panowanie będzie krótkie, jak też się stało (por. VbF 43). Była to nie tylko aluzja do przemijalności, ale też odważna przestroga, by nie przykładać zbyt dużej wagi do tego, co znikome i niepewne. W liście kierowanym do sprawujących władzę napomina: „Zastanówcie się i zobaczcie, ponieważ zbliża się dzień śmierci (LRz 2-3), zaś w Liście do wszystkich chrześcijan w formie krótkiej przypowieści przedstawia dramat tych, którzy zmarnowali czas życia na ziemi i zaniedbali pokutę. Tym wszystkim przypomina z mocą: „I niczego nie macie w tym świecie ani w przyszłym. I uważacie, że długo będziecie posiadać marności tego świata, lecz łudzicie się, bo przyjdzie dzień i godzina, o których nie myślicie, nie wiecie i których nie znacie; ciało choruje, śmierć się zbliża i tak umiera gorzką śmiercią” (1LW 13-14).

Dowodem na to, jak bardzo cenił sobie czas, było pragnienie powrotu do pierwotnego radykalizmu i zaangażowania w posługę trędowatym. Mimo, że sam schorowany i wyczerpany potrzebował pomocy, „nie dawał miejsca ani zmęczeniu, ani wyczerpaniu; miłość bowiem przynaglała go do coraz to większych rzeczy”(LegM XIV,1,7). Ten zapał nie osłabł nawet w obliczu zbliżającej się śmierci, gdy zachęcał braci słowami: „Zaczynajmy bracia służyć Bogu i postępujmy naprzód, bo do tej pory mało postąpiliśmy”(Jl 67,3). Jego zaangażowaniu w służbie człowiekowi towarzyszyła tęsknota za zjednoczeniem z Umiłowanym ponad wszystko Bogiem, czego echo wybrzmiewa w modlitwie zatytułowanej Wykład modlitwy Ojcze nasz: „ Przyjdź królestwo Twoje: abyś Ty królował w nas przez łaskę i doprowadził nas do Twego królestwa, gdzie będziemy oglądać Cię bez zasłon, miłować doskonale i w radosnym zjednoczeniu cieszyć się Tobą na wieki” (On 4), a Celańczyk potwierdza słowami: „przytomnym duchem pragnął wejść do nieba, od którego oddzielała go tylko ściana ciała, jako że stał się już obywatelem wśród aniołów”(Mem 94,1). Nie bał się śmierci, raczej wyglądał jej z nadzieją, jednocześnie nie marnując czasu, gdyż „Im bardziej zbliżał się do śmierci, tym bardziej starał się z całą doskonałością rozważać, jak mógłby żyć i umrzeć w całkowitej pokorze i ubóstwie”(CAss 11,15). Często rozmyślał o śmierci, a gdy otrzymał proroctwo odnośnie daty swego odejścia ze świata, według Zwierciadła doskonałości „ stał się w tej praktyce jeszcze staranniejszy”(por. SpPerf 121,8). Umierał w pokoju, świadomy dobrze przeżytego czasu i wypełnienia swej misji, pozostawiwszy braciom ostatnie pouczenie: „ Ja wykonałem co do mnie należało, a o tym, co do was należy, niech pouczy was Chrystus”(LegM XIV,3,4).

Franciszek postrzegał czas jako część stworzenia, a tym samym cenny dar od Boga. „Być może w tym tkwi sekret i św. Franciszek pomaga go odkryć: należy traktować czas jako dar, nie odczuwać go jako wroga, z którym trzeba walczyć, ale wykorzystywać go tylko dla dobra.”[1]



 

 



[1] Str. E. Kumka OFM Conv, Przemieniony w sercu, przemieniony w ciele. Stygmaty św. Franciszka w przekazie źródeł, wyd. Bratni Zew, Kraków 2024, str. 266.

sobota, 27 grudnia 2025

Błogosławiony, który cierpi prześladowanie...Franciszek z Asyżu

 

Błogosławiony, który cierpi prześladowanie Franciszek z Asyżu

Błogosławieństwo prześladowanych występuje zarówno w ewangelii św. Mateusza, jak i św. Łukasza, choć ewangeliści akcentują różne motywy owego uciemiężenia. U Mateusza: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was (Mt 5,10-11) punkt wyjścia stanowi „dla sprawiedliwości” (dia dikaiosynēn), czyli dla życia zgodnego z wolą Bożą i wartościami Królestwa. Motyw „z powodu Chrystusa” rozwija i konkretyzuje tę ideę, ale nie zmienia jej głównego kierunku: chodzi o prześladowanie za wierność Ewangelii. Natomiast u Łukasza: „Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne”(Łk 6,22) centrum stanowi „z powodu Syna Człowieczego” - motyw czysto chrystologiczny, wskazujący, że uczeń uczestniczy w losie samego Jezusa.

Dlatego można powiedzieć, że u Mateusza przeważa motyw - dla sprawiedliwości, a u Łukasza - dla Chrystusa, choć oba aspekty ostatecznie się spotykają: wierność sprawiedliwości Królestwa jest wiernością samemu Chrystusowi.

 O ile w starożytności i początkowo w średniowieczu za męczenników uważano jedynie prześladowanych za wiarę w Chrystusa, o tyle współcześnie znaczenia nabrał motyw moralny i uniwersalny -  dla sprawiedliwości: męczennicy, to nie tylko ci, którzy wyraźnie oddają życie z powodu przynależności do Chrystusa, ale także tracący życie ze względu na miłość bliźniego, w obronie praw uciśnionych, czy czystości. Choć wiara jest nieodzownym warunkiem chrześcijańskiego męczeństwa, to niekoniecznie stanowi jego bezpośredni motyw.

Można wyróżnić dwa rodzaje prześladowania: fizyczne cierpienie i zabójstwo oraz wykluczenie i marginalizacja. Św. Franciszek z Asyżu, choć był człowiekiem głoszącym pokój, doświadczył w swym życiu konfrontacji z tymi dwoma rodzajami prześladowania i zadziwiająco wiele miejsca poświęcił w swoich Pismach tematowi prześladowania. Pierwszym motywem prześladowania Franciszka była jego decyzja wejścia na drogę nawrócenia i związana z tym rezygnacja z dotychczasowego sposobu życia i towarzystwa rówieśników. Gdy po około miesięcznym pobycie w ustronnej grocie, gdzie prosił Boga o rozeznanie Jego woli i odwagę do jej realizacji, opuścił schronienie, „ gdy zobaczyli go ci, którzy wcześniej go znali, ubliżali mu podle, krzyczeli, że jest chory i wariat. Rzucali również na niego błotem i kamieniami. Widząc go tak odmiennie zachowującego się, przypisywali wszystko, co robił, wyczerpaniu lub wręcz postradaniu zmysłów”(3Soc 17,4-5). Także jego ojciec Piotr Bernardone -„Gdy usłyszał imię swego syna i spostrzegł, że współobywatele robią sobie zeń igraszkę, natychmiast wstał, ale nie po to, by go wyzwolić, ale raczej by go zgubić. Nie zachowując żadnego umiaru, napadł jak wilk na owcę i patrząc nań wzrokiem dzikim i okrutnym, chwycił go oraz bezwstydnie i niegodziwie zaciągnął do swego domu. Nie mając żadnej dlań litości, przez wiele dni trzymał go w ciemnym loszku, a sądząc, że skłoni go do uległości, najpierw namawiał go, a potem chłostał i krępował więzami”(VbF 12,2-4). Nie udało mu się przemocą nakłonić syna do zmiany postępowania, także później, gdy widział go żebrzącego na ulicach Asyżu o jedzenie oraz o kamienie na odbudowę kościoła, powodowany wstydem i bólem serca, publicznie go przeklinał. Franciszek, którego nie złamało złorzeczenie ojca, ani odrzucenie ze strony mieszkańców miasta „za wszystko dziękował Bogu”(3soc 11,4) i utwierdzał się w postanowieniu służenia Jemu. Także pierwsi bracia doświadczyli dotkliwego prześladowania z powodu nowości życia, które podjęli. Autor pierwszej kroniki hagiograficznej tak to zrelacjonował: „Kiedy szli przez miasto, prosząc o jałmużnę, mało kto im coś dawał, ale mówili im: „Porzuciliście swoje mienie, a chcecie zjadać cudze. I tak cierpieli bardzo wielki niedostatek. Także ich rodzice i krewni prześladowali ich, a inni z owego miasta, mali i wielcy, mężczyźni i kobiety, gardzili nimi i wyśmiewali jako pomylonych i tępaków”(De inceptione 17,3-5), a także: „ każdy, kto ich widział, dziwił się, mówiąc: Nigdy nie widzieliśmy zakonników tak ubranych. Bo jako niepodobni do innych z habitu i życia, wyglądali na ludzi z lasu”(De inceptione 19,5). Odmienny sposób bycia oraz niespotykany radykalizm sprawił, że „ ludzie na ogół lekceważyli ich, wielu małych i wielkich, postępowało z nimi i odnosiło się do nich, jak panowie względem swoich niewolników. Chociaż mieli bardzo liche i biedne odzienie, to jednak wielu chętnie je im zabierało. W ten sposób pozostawali nadzy, gdyż mieli tylko po jednej tunice; wszakże zawsze zachowywali ewangeliczny sposób postępowania, nie żądając jej z powrotem od zabierających. A jeśli ci, poruszeni poczuciem sprawiedliwości, zechcieli oddać to, co zabrali, chętnie przyjmowali z powrotem. Poniektórzy rzucali im na głowę błoto, a komuś z nich wcisnęli kostki do ręki, zapraszając do zabawy. Ktoś jednego z braci nosił na plecach, uwieszonego na kapturze, tak długo, jak podobało się niosącemu. Wyrządzali im te i inne udręki”(De inceptione 23,1-8). Bracia wykazywali się ewangeliczną postawą w obliczu prześladowań: znosili wszystko wytrwale i cierpliwie, jak im polecił Franciszek, modlili się i wspaniałomyślnie przebaczali winowajcom, udzielając im zbawiennych napomnień (por.3Soc 41). Taki sposób postępowania sprawił, że prześladowcy z czasem zrozumieli swój błąd, prosili o przebaczenie wyrządzonych przykrości, a niektórzy nawet przyłączyli się do braci.

Choć Franciszek darzył szczególnym szacunkiem duchownych ze względu na ich godność kapłańską (por. T 10), to także z ich strony nieraz doznał wzgardy i lekceważenia, jak choćby wtedy, gdy papież Innocenty III z pogardą przegonił go z pałacu laterańskiego, a w odpowiedzi na prośbę o zatwierdzenie sposobu życia pokutników z Asyżu polecił im wytarzać się w błocie razem ze świniami i im przedłożyć sposób życia[1]. Franciszek bez słowa sprzeciwu wypełnił polecenie hierarchy, który doceniając jego posłuszeństwo, przychylił się do przedłożonej  prośby, ponadto udzielił braciom przywileju kaznodziejskiego. Gdy zakon franciszkański wzrósł liczebnie i bracia udali się do wielu krajów zaalpejskich, prześladowanie przybrało na sile. Tak relacjonuje ten fakt Anonim z Perugii: „Niektóre prowincje przyjmowały ich, ale nie dawały pozwolenia na budowanie mieszkań; inne wypędzały ich w obawie przed herezją. Działo się tak dlatego, że kiedy papież Innocenty III aprobował ich Zakon i Regułę, nie zrobił tego na piśmie. Z tego powodu bracia musieli wiele wycierpieć zarówno od duchowieństwa, jak i od świeckich. Zostali zmuszeni do opuszczenia niektórych prowincji. Niepokojeni, nękani, czasem wręcz grabieni i pobici przez rozbójników, powracali do błogosławionego Franciszka z duszą pełną goryczy. W ten sposób cierpieli prawie we wszystkich krajach zaalpejskich, miedzy innymi w Niemczech, na Węgrzech i w wielu innych” (De inceptione 62,2-4). Franciszek nie roztrząsał bolesnych doświadczeń, ale  wzywał do pokornego przyjmowania przeciwności i zawierzenia Bożej Opatrzności. W Testamencie polecił zapisać słowa: „Nakazuję stanowczo na mocy posłuszeństwa wszystkim braciom, gdziekolwiek są, aby nie ważyli się ani osobiście, ani przez pośredników  prosić w kurii rzymskiej o jakiekolwiek pisma [polecające] ani dla kościoła, ani dla żadnego innego miejsca, ani pod pozorem kaznodziejstwa, ani z powodu prześladowania cielesnego; lecz jeśli ich gdzieś nie przyjmą, niech się schronią do innego kraju, by tam z błogosławieństwem Bożym czynić pokutę”(T25-26).

Kryterium chrześcijańskiego męczeństwa stanowi miłość i pokora. Gdy Franciszek w spotkaniu z trędowatym odkrył miłość Boga, który wziął na siebie trąd ludzkiego grzechu i poniósł śmierć na krzyżu, nie zwlekając postanowił wieść życie wśród trędowatych i bezdomnych, choć posługiwanie im wiązało się  z bolesnym obumieraniem egoistycznych i pysznych skłonności natury oraz społecznym wyobcowaniem. W sercu Franciszka dojrzewało pragnienie upodobnienia do Chrystusa, aż po radykalną ofiarę z życia. Mistyczne spotkanie z Ukrzyżowanym w kościele san Damiano stanowiło kolejny bodziec do świadomego pragnienia śmierci męczeńskiej, która w codzienności wyrażała się w surowej ascezie i intensywnej pracy kaznodziejskiej, a w końcu doprowadziła do wyjazdu do Ziemi Świętej (por. 3Soc 14,1). Pragnienie, które nim kierowało, św. Bonawentura ujął w słowach: „by odwdzięczyć się umierającemu za nas Chrystusowi i aby innych pociągnąć do miłości Bożej”(LegM IX,5,2). Tomasz z Celano tak zrelacjonował prześladowanie, którego Biedaczyna doświadczył po dotarciu na upragnioną misję: „zanim dostał się do sułtana, został pochwycony przez jego ludzi, obrzucony obelgami i pobity, ale się nie przeraził. Nie dał się zastraszyć groźbami tortur, ani nie uląkł się zagrożenia śmiercią”(VbF 57,7-8). Choć doznał krzywdy, nie spełniło się jego pragnienie śmierci męczeńskiej za wiarę. Po powrocie do Italii natomiast został zmuszony do konfrontacji własnych ideałów z oczekiwaniami i dążeniami braci, którzy nie podzielali jego ewangelicznego radykalizmu. Dezorientacja, niezrozumienie, alienacja oraz doświadczenie odrzucenia przez braci stały się dla niego przyczyną wewnętrznego cierpienia , które jednak pokornie przyjmował jednocząc się z Ukrzyżowanym i ciesząc się, że może towarzyszyć Mu w drodze krzyżowej. Autor Zbioru Asyskiego wyraził tą jego gotowość współcierpienia z Mistrzem słowami: „Z powodu wielkiej słodyczy i współczucia jakie codziennie czerpał z pokory i naśladowania Syna Bożego, to, co było gorzkie dla ciała, on przyjmował i uważał za słodkie”(CAss 77,4).

Jego zwykłą odpowiedzią na prześladowanie była pokorna akceptacja sytuacji dopuszczonej przez Boga, którą przyjmował jako wyraz Jego woli, co wyraźnie wskazuje w Liście do ministra: „to wszystko, co przeszkadza ci kochać Pana Boga i jakikolwiek [człowiek] czyniłby ci przeszkody albo bracia lub inni, także gdyby cię bili, to wszystko powinieneś uważać za łaskę. I tego właśnie pragnij, a nie czego innego. I to przez prawdziwe posłuszeństwo wobec Pana Boga i wobec mnie, bo wiem na pewno, że to jest prawdziwe posłuszeństwo”(LM 2-3). Przykładał tak wielką wagę do pełnienia woli Bożej, gdyż rozważając mękę Zbawiciela dostrzegł analogię między ofiarą z życia i posłuszeństwem: „Pan nasz Jezus Chrystus oddał życie swoje, aby nie uchylić się od posłuszeństwa wobec swego najświętszego Ojca”(LZ 46). Stąd naśladowanie Chrystusa w posłuszeństwie uznał za największą ofiarę i bezpośredni udział w zbawczym posłuszeństwie Syna. Trwanie we wspólnocie mimo prześladowań przyrównał do męczeństwa i nazwał posłuszeństwem doskonałym: „Kto bowiem woli znosić prześladowanie niż odłączyć się od braci, ten trwa rzeczywiście w doskonałym posłuszeństwie, bo życie swoje oddaje za braci swoich”(Np. 3,9).

Niezależnie od doznanej krzywdy Franciszek wzywa do miłości, która przejawia się w gotowości przebaczenia i świadczenia dobra. Zależność między przebaczeniem a miłością nieprzyjaciół znalazła swój wyraz w Pochwale Stworzeń: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez tych, którzy przebaczają dla Twej miłości i znoszą słabości i prześladowania. Błogosławieni ci, którzy je zniosą w pokoju (por. Mt 5,10), ponieważ przez Ciebie, Najwyższy, będą uwieńczeni”(PSł 10-11). Wykład modlitwy Ojcze nasz zawiera natomiast prośbę: „czego nie odpuszczamy w pełni, Ty, Panie, naucz nas w pełni odpuszczać, abyśmy dla Ciebie prawdziwie kochali nieprzyjaciół i modlili się za nich pobożnie do Ciebie, nikomu złem za złe nie oddając, i byśmy starali się w Tobie wszystkim służyć pomocą”(On 8).

Dojrzała, ewangeliczna postawa względem popełniającego winę polega według niego na potępieniu zła, przy jednoczesnym spojrzeniu z miłością na grzesznika, co tłumaczy w napomnieniu zatytułowanym Nikt nie powinien się gorszyć grzechem bliźniego: „Słudze Bożemu tylko jedno nie powinno się podobać: grzech. I jakikolwiek grzech jakaś osoba popełniłaby i z tego powodu sługa Boży niepokoiłby się i gniewał, ale nie z miłości, gromadzi sobie winę. Ten sługa Boży wiedzie życie prawe, wolne od przywiązań, który się nie denerwuje i nie gniewa na nikogo”(Np 11,1-3).

Miłość jest według Franciszka jedyną słuszną reakcją na ludzkie zło, bo zatrzymuje jego rozprzestrzenianie się i daje grzeszącemu przystęp do Boga, stąd w regule upomina: „I niech się strzegą wszyscy bracia, tak ministrowie i słudzy, jak i inni, aby się nie denerwowali ani gniewali z powodu czyjegoś grzechu lub złego [przykładu], bo szatan chce przez grzech jednego, przywieść wielu do upadku. Niech raczej, jak tylko mogą, duchowo wspomagają tego, który zgrzeszył, bo nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza”(1Reg 5,7-8). Bratu, który ze względu na wierność sumieniu doświadczył czyjegoś  prześladowania  we wspólnocie, radzi, by dla Boga miłował go jeszcze bardziej (por. Np 3,8). W innym napomnieniu uściśla, czym jest prawdziwa miłość nieprzyjaciół: „Ten bowiem rzeczywiście kocha swego nieprzyjaciela, kto nie boleje nad doznawaną krzywdą, lecz dla miłości Bożej smuci się grzechem jego duszy. I czynem okazuje mu miłość”(Np 9,2-4).

Dla Franciszka miłość nieprzyjaciół to wypływająca z Ewangelii powinność i warunek wstępowania w ślady Chrystusa, stąd w pierwszej regule zaprasza braci: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą”(Mt 26,50), argumentując zarazem: „bo Pan nasz Jezus Chrystus, w którego ślady powinniśmy wstępować, nazwał przyjacielem swego zdrajcę i oddał się dobrowolnie tym, którzy Go ukrzyżowali. Naszymi więc przyjaciółmi są ci wszyscy, którzy nas niesprawiedliwie dręczą i nękają, upokarzają i krzywdzą, zadają ból i cierpienie, męczarnie i śmierć. Powinniśmy ich bardzo kochać, ponieważ dzięki temu, co nam czynią, otrzymamy życie wieczne”. Ciekawe jest to Franciszkowe odwrócenie porządku, które w prześladowcy każe dostrzec dobroczyńcę, a prawdziwe niebezpieczeństwo upatruje w naturze skażonej grzechem pierworodnym, które Biedaczyna określa terminem ciało (łac. corpora). Wzywa do czujności przeciwstawiania się złym pożądliwościom: „każdy bowiem ma w swej mocy nieprzyjaciela, mianowicie ciało, przez które grzeszy. Dlatego błogosławiony ten sługa, który mając w swej władzy takiego nieprzyjaciela, będzie zawsze trzymał go związanego i roztropnie miał się przed nim na baczności. Dopóki bowiem tak będzie postępował, żaden inny nieprzyjaciel, widzialny czy niewidzialny, nie będzie mógł mu szkodzić”(Np 10).

10 rozdział reguły zatwierdzonej nie tylko zawiera dosłowny cytat omawianego błogosławieństwa, ale też wskazuje na Ducha Pańskiego, który uświęca i uzdalnia do pokornego i cierpliwego znoszenia prześladowań, pozwala „kochać tych, którzy nas prześladują, ganią i obwiniają, bo Pan mówi: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za prześladujących i potwarzających was (por. Mt 5,44). Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, bo do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,10). Kto zaś wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,22).

Gdy podczas kapituły w 1221 roku bracia dzielili się misyjnym doświadczeniem, opowiedziano też o męczeńskiej śmierci pięciu braci w Maroku. Franciszek usłyszawszy o życiu, męczeństwie i legendzie sławiącej wspomnianych męczenników oraz jego samego, oburzył się i zakazał czytania jej mówiąc: Niech każdy się chlubi z własnego męczeństwa”(Giano 8,35)[2]. W ten sposób skarcił tych, którzy chlubiąc się męczeństwem innych, sami unikali ofiary. Wskazując na przykład Jezusa Dobrego Pasterza, pouczył ich:„ Bracia, spoglądajmy na dobrego Pasterza, który dla zbawienia swych owiec wycierpiał mękę krzyżową. Owce Pana poszły za nim w ucisku i prześladowaniu, w upokorzeniu i głodzie, w chorobie i doświadczeniu, i we wszystkich innych trudnościach, i w zamian za to otrzymały od Pana życie wieczne. Stąd wielki wstyd dla nas, sług Bożych, że święci dokonywali wielkich dzieł, a my chcemy otrzymać chwałę i cześć, opowiadając o nich”(Np 6). Wstępować w ślady Dobrego Pasterza to dla Franciszka iść za Chrystusem drogą krzyżową, przyjmując jak On cierpienia i przeciwności.[3] Choć pierwszych braci męczenników Franciszek z dumą nazwał prawdziwymi braćmi mniejszymi[4] i sam podjął ryzyko głosząc Ewangelię sułtanowi Egiptu, nie preferował prowokacyjnego narażania życia, lecz zaproponował zupełnie nowatorską metodę postępowania z saracenami i niewiernymi, opisaną w regule niezatwierdzonej: „Jeden sposób: nie wdawać się w kłótnie ani w spory, lecz być poddanymi wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej. Drugi sposób: gdyby widzieli, że tak się Panu podoba, niech głoszą sławo Boże, aby [ludzie] uwierzyli w Boga wszechmogącego, Ojca i Syna, i Ducha Świętego, Stworzyciela wszystkich rzeczy, w Syna Odkupiciela i Zbawiciela i aby przyjęli chrzest i zostali chrześcijanami”(1Reg 16,6-7). Franciszek świadomie unika konfliktu z niewiernymi, gdy jednak chodzi o wrogów zbawienia, gdzie stawką jest życie wieczne, stanowczo zachęca do walki: „I wszyscy bracia, gdziekolwiek są, niech pamiętają, że oddali się i ofiarowali swoje ciała Panu Jezusowi Chrystusowi. I z miłości do Niego powinni się wydawać nieprzyjaciołom tak widzialnym, jak niewidzialny”(1Reg 16,10). Rozdział wieńczy kompilacja cytatów biblijnych, świadczących o tym, jak wielką wartość miało w oczach Biedaczyny męczeństwo na wzór Chrystusa: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, bo do nich należy Królestwo niebieskie (Mt 5,10). Jeśli Mnie prześladują i was prześladować będą (J 15,20). I: jeśli prześladują was w jednym mieście, uciekajcie do drugiego (por. Mt 10,23). Błogosławieni jesteście (Mt 5,11), gdy ludzie będą was nienawidzić (Łk 6,22) i będą wam złorzeczyć i prześladować was (Mt 5,11) i wyłączą was, i będą was znieważać i pomijać milczeniem, wasze imię jako złe (Łk 6,22) i gdy ze względu na Mnie kłamliwie będą mówić wszelkie zło przeciw wam (Mt 5,11). Cieszcie się i radujcie w owym dniu (Łk 6,23), bo wielka jest zaplata wasza w niebie (por. Mt 5,12). I ja wam mówię, moim przyjaciołom, nie dajcie się im zastraszyć (por. Łk 12,4) i nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało (Mt 10,28) i potem nic więcej uczynić nie mogą (Łk 12,4). Uważajcie, żebyście się nie trwożyli (Mt 24,6). Bowiem dzięki cierpliwości waszej ocalicie wasze dusze (por. Łk 21,19) i kto wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,22; 24,13).


 fot. s. Fides Rozum CMBB

 



[1] Por. Fonti Francescane. Nuova edizione Scritti e biografie di san Francescio d’Assisi. Cronache e altre testimonianze del primo secolo francescano. Scritti e biografie di santa Ciara d.aAssisi, ed. E. Caroli, Padova, 2011, LegM III, 9a (aggiunta) FF 1063, s.620.

[2] Studia Franciszkańskie 11, 2011, str. 187.

[3] W. Block OFM Cap, Wszystkim chrześcijanom. Duchowość Franciszka z Asyżu w świetle jego pism, Tom III, wyd. Serafin, Kraków 2017, str.177.

[4] Por. Passio, Sanctorum Martyrum fratrum Berardi, Petri, Adiuti, Accursii, Othonis in Marochio martyrizatorum, in Analecta Franciscana, III, Ad Claras Aquas, 1897, p. 593.

misja Franciszka w Egipcie

  Pokojowa misja Franciszka z Asyżu Po doświadczeniu spotkania żywego Boga młody Franciszek Bernardone zdecydował się podążać śladami Chry...