poniedziałek, 12 stycznia 2026

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

 

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

W Pieśni Słonecznej św. Franciszek z Asyżu obok różnych stworzeń, które wzywa do uwielbiania Boga, wymienia także czas (por. PSł 6). To dowód jego dojrzałej postawy, polegającej na odpowiedzialności i docenieniu wartości czasu. Nie zawsze tak było, stąd młodość przeżyta na zaspokajaniu hedonistycznych przyjemności i hołdowaniu próżnym zachciankom, stała się dla niego motywem szczerego żalu i przyczynkiem pokuty. Według Tomasza z Celano, po spotkaniu Boga i odkryciu, że to On jest źródłem prawdziwego szczęścia, Franciszek „żałował, że tak ciężko grzeszył i obrażał oczy Majestatu”(VbF 7,11). Trud poszukiwania prawdy, zmiana dotychczasowego sposobu myślenia i wartościowania okupione duchowym cierpieniem i koniecznością porzucenia wszystkiego, co okazało się jedynie substytutami prawdziwego dobra, zaowocowały docenieniem daru czasu i nowym sposobem jego przeżywania, jak stwierdził pierwszy biograf: „nie dozwolił, by choćby drobna chwila czasu przeminęła mu na próżno” (Mem 159,1). Wejście w relację z żywym Bogiem pozwoliło Franciszkowi zakosztować szczęścia, o którego istnieniu nie miał dotąd pojęcia, słodyczy, dla której nie wahał się poświęcić długich godzin dnia i nocy, gdyż zgodnie z relacją św. Bonawentury: „modlił się bez przerwy i starał się żyć w duchowej obecności wobec Boga. Chodząc bowiem czy siedząc, będąc w mieszkaniu czy poza nim, pracując czy odpoczywając, z takim żarem ducha oddawał się modlitwie, że wydawało się, jakby jej poświęcał nie tylko serce i ciało, ale także wszystkie czynności i wszystek czas”(Legm IV,1,1-2). To szalone „marnotrawstwo” czasu jest dowodem miłości, która nie wahała się poświęcić Bogu samego siebie: możliwości, sił, pragnień. Gdy zrozumiał, że prawdziwym Panem czasu jest wiekuisty Bóg, od którego wszystko zależy, bez wiedzy którego nic się nie dzieje, zaczął postrzegać czas w kategoriach sacrum, jako szansę zbliżenia się do Boga i człowieka poprzez miłość, która ma wartość nieprzemijającą i zasługującą na życie wieczne. Powtarzał więc braciom: „otrzymaliśmy ten czas w celu zasługiwania” (Mem 145,9) i dzielił powierzony sobie czas na przeznaczony wyłącznie dla Boga i trawiony na kontemplacji w miejscach ustronnych oraz poświęcony służbie człowiekowi przez posługę trędowatym i ubogim, głoszenie pokuty i przebywanie wśród braci. Można więc powiedzieć, że cały jego czas był dla Boga poprzez czynienie dobra, dla Boga, którego uznawał za najwyższe Dobro, powtarzając: „Ty jesteś dobro, wszelkie dobro, najwyższe dobro" (por. KLUw 3).

Biedaczyna znał wartość czasu, więc starał się dobrze przeżyć każdy dzień, unikając lenistwa i postawy letniości wobec Bożej łaski. Chwalił tych, którzy umiejętnie dysponowali czasem, jak bracia w pewnej pustelni w Hiszpanii, którzy na zmianę, co tydzień oddawali się kontemplacji, bądź zajęciom domowym (Por. Bess 6,4), lecz surowo ganił marnotrawców czasu, lekceważących modlitwę, pracę i karność zakonną. Franciszek sam był dla braci przykładem gorliwości i pełnego zaangażowania we wszystko, czego się podejmował, jak napisano o nim: „Zawsze zaczynał od nowa, coraz gorliwszy w ćwiczeniach duchowych. Uważał, że kto nie czyni czegoś dobrego, zaciąga ciężką winę, a kto nie postępuje, ten się cofa” (Mem 159,2-3). W regule napomina braci: „ Niech starają się gorliwie przykładać do jakiejś dobrej pracy, bo napisane jest: Zawsze czyń coś dobrego, aby diabeł zastał cię zajętym. I także: Lenistwo jest nieprzyjacielem duszy. Dlatego słudzy Boży powinni zawsze oddawać się modlitwie lub jakiemuś dobremu zajęciu” (1Reg 7,10-12). Przypomina o tym w Testamencie: „I ja pracowałem własnymi rękami i pragnę pracować; i chcę stanowczo, aby wszyscy inni bracia oddawali się pracy, co jest wyrazem uczciwości. Ci, którzy nie umieją, niech się nauczą”(T 20-21). Sam uważny, by nie pobłądzić i nie ulec pokusom „czuwał każdej godziny”(VbF 42,8) i do takiej postawy uważnej gotowości wzywa braci: „Czyńcie pokutę, czyńcie godne owoce pokuty, bo wkrótce umrzemy!”(1Reg 21,3).

Franciszek aktywnie i świadomie przeżywał swoje życie. Choć nastawiony na wieczność, był w pełni zaangażowany w chwilę obecną. Pewnego razu podczas postu czterdziestodniowego, by wykorzystać najmniejsze okruchy czasu, robił jakieś małe naczynie. Gdy następnie w trakcie odmawiania brewiarza przypomniał sobie o naczyniu, skruszony faktem, że uległ rozproszeniu podczas modlitwy, wrzucił naczynie do ognia (por. Mem 97).

Brał odpowiedzialność za powierzony sobie czas i spotkanych ludzi. Gdy w 1209 roku przejeżdżał przez Asyż wspaniały orszak cesarza Ottona IV, udającego się na koronację do Rzymu, Franciszek nie wyszedł go oglądać i zabronił tego swym braciom, z wyjątkiem jednego, który miał stanowczo obwieścić cesarzowi, że jego panowanie będzie krótkie, jak też się stało (por. VbF 43). Była to nie tylko aluzja do przemijalności, ale też odważna przestroga, by nie przykładać zbyt dużej wagi do tego, co znikome i niepewne. W liście kierowanym do sprawujących władzę napomina: „Zastanówcie się i zobaczcie, ponieważ zbliża się dzień śmierci (LRz 2-3), zaś w Liście do wszystkich chrześcijan w formie krótkiej przypowieści przedstawia dramat tych, którzy zmarnowali czas życia na ziemi i zaniedbali pokutę. Tym wszystkim przypomina z mocą: „I niczego nie macie w tym świecie ani w przyszłym. I uważacie, że długo będziecie posiadać marności tego świata, lecz łudzicie się, bo przyjdzie dzień i godzina, o których nie myślicie, nie wiecie i których nie znacie; ciało choruje, śmierć się zbliża i tak umiera gorzką śmiercią” (1LW 13-14).

Dowodem na to, jak bardzo cenił sobie czas, było pragnienie powrotu do pierwotnego radykalizmu i zaangażowania w posługę trędowatym. Mimo, że sam schorowany i wyczerpany potrzebował pomocy, „nie dawał miejsca ani zmęczeniu, ani wyczerpaniu; miłość bowiem przynaglała go do coraz to większych rzeczy”(LegM XIV,1,7). Ten zapał nie osłabł nawet w obliczu zbliżającej się śmierci, gdy zachęcał braci słowami: „Zaczynajmy bracia służyć Bogu i postępujmy naprzód, bo do tej pory mało postąpiliśmy”(Jl 67,3). Jego zaangażowaniu w służbie człowiekowi towarzyszyła tęsknota za zjednoczeniem z Umiłowanym ponad wszystko Bogiem, czego echo wybrzmiewa w modlitwie zatytułowanej Wykład modlitwy Ojcze nasz: „ Przyjdź królestwo Twoje: abyś Ty królował w nas przez łaskę i doprowadził nas do Twego królestwa, gdzie będziemy oglądać Cię bez zasłon, miłować doskonale i w radosnym zjednoczeniu cieszyć się Tobą na wieki” (On 4), a Celańczyk potwierdza słowami: „przytomnym duchem pragnął wejść do nieba, od którego oddzielała go tylko ściana ciała, jako że stał się już obywatelem wśród aniołów”(Mem 94,1). Nie bał się śmierci, raczej wyglądał jej z nadzieją, jednocześnie nie marnując czasu, gdyż „Im bardziej zbliżał się do śmierci, tym bardziej starał się z całą doskonałością rozważać, jak mógłby żyć i umrzeć w całkowitej pokorze i ubóstwie”(CAss 11,15). Często rozmyślał o śmierci, a gdy otrzymał proroctwo odnośnie daty swego odejścia ze świata, według Zwierciadła doskonałości „ stał się w tej praktyce jeszcze staranniejszy”(por. SpPerf 121,8). Umierał w pokoju, świadomy dobrze przeżytego czasu i wypełnienia swej misji, pozostawiwszy braciom ostatnie pouczenie: „ Ja wykonałem co do mnie należało, a o tym, co do was należy, niech pouczy was Chrystus”(LegM XIV,3,4).

Franciszek postrzegał czas jako część stworzenia, a tym samym cenny dar od Boga. „Być może w tym tkwi sekret i św. Franciszek pomaga go odkryć: należy traktować czas jako dar, nie odczuwać go jako wroga, z którym trzeba walczyć, ale wykorzystywać go tylko dla dobra.”[1]



 

 



[1] Str. E. Kumka OFM Conv, Przemieniony w sercu, przemieniony w ciele. Stygmaty św. Franciszka w przekazie źródeł, wyd. Bratni Zew, Kraków 2024, str. 266.

sobota, 27 grudnia 2025

Błogosławiony, który cierpi prześladowanie...Franciszek z Asyżu

 

Błogosławiony, który cierpi prześladowanie Franciszek z Asyżu

Błogosławieństwo prześladowanych występuje zarówno w ewangelii św. Mateusza, jak i św. Łukasza, choć ewangeliści akcentują różne motywy owego uciemiężenia. U Mateusza: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was (Mt 5,10-11) punkt wyjścia stanowi „dla sprawiedliwości” (dia dikaiosynēn), czyli dla życia zgodnego z wolą Bożą i wartościami Królestwa. Motyw „z powodu Chrystusa” rozwija i konkretyzuje tę ideę, ale nie zmienia jej głównego kierunku: chodzi o prześladowanie za wierność Ewangelii. Natomiast u Łukasza: „Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne”(Łk 6,22) centrum stanowi „z powodu Syna Człowieczego” - motyw czysto chrystologiczny, wskazujący, że uczeń uczestniczy w losie samego Jezusa.

Dlatego można powiedzieć, że u Mateusza przeważa motyw - dla sprawiedliwości, a u Łukasza - dla Chrystusa, choć oba aspekty ostatecznie się spotykają: wierność sprawiedliwości Królestwa jest wiernością samemu Chrystusowi.

 O ile w starożytności i początkowo w średniowieczu za męczenników uważano jedynie prześladowanych za wiarę w Chrystusa, o tyle współcześnie znaczenia nabrał motyw moralny i uniwersalny -  dla sprawiedliwości: męczennicy, to nie tylko ci, którzy wyraźnie oddają życie z powodu przynależności do Chrystusa, ale także tracący życie ze względu na miłość bliźniego, w obronie praw uciśnionych, czy czystości. Choć wiara jest nieodzownym warunkiem chrześcijańskiego męczeństwa, to niekoniecznie stanowi jego bezpośredni motyw.

Można wyróżnić dwa rodzaje prześladowania: fizyczne cierpienie i zabójstwo oraz wykluczenie i marginalizacja. Św. Franciszek z Asyżu, choć był człowiekiem głoszącym pokój, doświadczył w swym życiu konfrontacji z tymi dwoma rodzajami prześladowania i zadziwiająco wiele miejsca poświęcił w swoich Pismach tematowi prześladowania. Pierwszym motywem prześladowania Franciszka była jego decyzja wejścia na drogę nawrócenia i związana z tym rezygnacja z dotychczasowego sposobu życia i towarzystwa rówieśników. Gdy po około miesięcznym pobycie w ustronnej grocie, gdzie prosił Boga o rozeznanie Jego woli i odwagę do jej realizacji, opuścił schronienie, „ gdy zobaczyli go ci, którzy wcześniej go znali, ubliżali mu podle, krzyczeli, że jest chory i wariat. Rzucali również na niego błotem i kamieniami. Widząc go tak odmiennie zachowującego się, przypisywali wszystko, co robił, wyczerpaniu lub wręcz postradaniu zmysłów”(3Soc 17,4-5). Także jego ojciec Piotr Bernardone -„Gdy usłyszał imię swego syna i spostrzegł, że współobywatele robią sobie zeń igraszkę, natychmiast wstał, ale nie po to, by go wyzwolić, ale raczej by go zgubić. Nie zachowując żadnego umiaru, napadł jak wilk na owcę i patrząc nań wzrokiem dzikim i okrutnym, chwycił go oraz bezwstydnie i niegodziwie zaciągnął do swego domu. Nie mając żadnej dlań litości, przez wiele dni trzymał go w ciemnym loszku, a sądząc, że skłoni go do uległości, najpierw namawiał go, a potem chłostał i krępował więzami”(VbF 12,2-4). Nie udało mu się przemocą nakłonić syna do zmiany postępowania, także później, gdy widział go żebrzącego na ulicach Asyżu o jedzenie oraz o kamienie na odbudowę kościoła, powodowany wstydem i bólem serca, publicznie go przeklinał. Franciszek, którego nie złamało złorzeczenie ojca, ani odrzucenie ze strony mieszkańców miasta „za wszystko dziękował Bogu”(3soc 11,4) i utwierdzał się w postanowieniu służenia Jemu. Także pierwsi bracia doświadczyli dotkliwego prześladowania z powodu nowości życia, które podjęli. Autor pierwszej kroniki hagiograficznej tak to zrelacjonował: „Kiedy szli przez miasto, prosząc o jałmużnę, mało kto im coś dawał, ale mówili im: „Porzuciliście swoje mienie, a chcecie zjadać cudze. I tak cierpieli bardzo wielki niedostatek. Także ich rodzice i krewni prześladowali ich, a inni z owego miasta, mali i wielcy, mężczyźni i kobiety, gardzili nimi i wyśmiewali jako pomylonych i tępaków”(De inceptione 17,3-5), a także: „ każdy, kto ich widział, dziwił się, mówiąc: Nigdy nie widzieliśmy zakonników tak ubranych. Bo jako niepodobni do innych z habitu i życia, wyglądali na ludzi z lasu”(De inceptione 19,5). Odmienny sposób bycia oraz niespotykany radykalizm sprawił, że „ ludzie na ogół lekceważyli ich, wielu małych i wielkich, postępowało z nimi i odnosiło się do nich, jak panowie względem swoich niewolników. Chociaż mieli bardzo liche i biedne odzienie, to jednak wielu chętnie je im zabierało. W ten sposób pozostawali nadzy, gdyż mieli tylko po jednej tunice; wszakże zawsze zachowywali ewangeliczny sposób postępowania, nie żądając jej z powrotem od zabierających. A jeśli ci, poruszeni poczuciem sprawiedliwości, zechcieli oddać to, co zabrali, chętnie przyjmowali z powrotem. Poniektórzy rzucali im na głowę błoto, a komuś z nich wcisnęli kostki do ręki, zapraszając do zabawy. Ktoś jednego z braci nosił na plecach, uwieszonego na kapturze, tak długo, jak podobało się niosącemu. Wyrządzali im te i inne udręki”(De inceptione 23,1-8). Bracia wykazywali się ewangeliczną postawą w obliczu prześladowań: znosili wszystko wytrwale i cierpliwie, jak im polecił Franciszek, modlili się i wspaniałomyślnie przebaczali winowajcom, udzielając im zbawiennych napomnień (por.3Soc 41). Taki sposób postępowania sprawił, że prześladowcy z czasem zrozumieli swój błąd, prosili o przebaczenie wyrządzonych przykrości, a niektórzy nawet przyłączyli się do braci.

Choć Franciszek darzył szczególnym szacunkiem duchownych ze względu na ich godność kapłańską (por. T 10), to także z ich strony nieraz doznał wzgardy i lekceważenia, jak choćby wtedy, gdy papież Innocenty III z pogardą przegonił go z pałacu laterańskiego, a w odpowiedzi na prośbę o zatwierdzenie sposobu życia pokutników z Asyżu polecił im wytarzać się w błocie razem ze świniami i im przedłożyć sposób życia[1]. Franciszek bez słowa sprzeciwu wypełnił polecenie hierarchy, który doceniając jego posłuszeństwo, przychylił się do przedłożonej  prośby, ponadto udzielił braciom przywileju kaznodziejskiego. Gdy zakon franciszkański wzrósł liczebnie i bracia udali się do wielu krajów zaalpejskich, prześladowanie przybrało na sile. Tak relacjonuje ten fakt Anonim z Perugii: „Niektóre prowincje przyjmowały ich, ale nie dawały pozwolenia na budowanie mieszkań; inne wypędzały ich w obawie przed herezją. Działo się tak dlatego, że kiedy papież Innocenty III aprobował ich Zakon i Regułę, nie zrobił tego na piśmie. Z tego powodu bracia musieli wiele wycierpieć zarówno od duchowieństwa, jak i od świeckich. Zostali zmuszeni do opuszczenia niektórych prowincji. Niepokojeni, nękani, czasem wręcz grabieni i pobici przez rozbójników, powracali do błogosławionego Franciszka z duszą pełną goryczy. W ten sposób cierpieli prawie we wszystkich krajach zaalpejskich, miedzy innymi w Niemczech, na Węgrzech i w wielu innych” (De inceptione 62,2-4). Franciszek nie roztrząsał bolesnych doświadczeń, ale  wzywał do pokornego przyjmowania przeciwności i zawierzenia Bożej Opatrzności. W Testamencie polecił zapisać słowa: „Nakazuję stanowczo na mocy posłuszeństwa wszystkim braciom, gdziekolwiek są, aby nie ważyli się ani osobiście, ani przez pośredników  prosić w kurii rzymskiej o jakiekolwiek pisma [polecające] ani dla kościoła, ani dla żadnego innego miejsca, ani pod pozorem kaznodziejstwa, ani z powodu prześladowania cielesnego; lecz jeśli ich gdzieś nie przyjmą, niech się schronią do innego kraju, by tam z błogosławieństwem Bożym czynić pokutę”(T25-26).

Kryterium chrześcijańskiego męczeństwa stanowi miłość i pokora. Gdy Franciszek w spotkaniu z trędowatym odkrył miłość Boga, który wziął na siebie trąd ludzkiego grzechu i poniósł śmierć na krzyżu, nie zwlekając postanowił wieść życie wśród trędowatych i bezdomnych, choć posługiwanie im wiązało się  z bolesnym obumieraniem egoistycznych i pysznych skłonności natury oraz społecznym wyobcowaniem. W sercu Franciszka dojrzewało pragnienie upodobnienia do Chrystusa, aż po radykalną ofiarę z życia. Mistyczne spotkanie z Ukrzyżowanym w kościele san Damiano stanowiło kolejny bodziec do świadomego pragnienia śmierci męczeńskiej, która w codzienności wyrażała się w surowej ascezie i intensywnej pracy kaznodziejskiej, a w końcu doprowadziła do wyjazdu do Ziemi Świętej (por. 3Soc 14,1). Pragnienie, które nim kierowało, św. Bonawentura ujął w słowach: „by odwdzięczyć się umierającemu za nas Chrystusowi i aby innych pociągnąć do miłości Bożej”(LegM IX,5,2). Tomasz z Celano tak zrelacjonował prześladowanie, którego Biedaczyna doświadczył po dotarciu na upragnioną misję: „zanim dostał się do sułtana, został pochwycony przez jego ludzi, obrzucony obelgami i pobity, ale się nie przeraził. Nie dał się zastraszyć groźbami tortur, ani nie uląkł się zagrożenia śmiercią”(VbF 57,7-8). Choć doznał krzywdy, nie spełniło się jego pragnienie śmierci męczeńskiej za wiarę. Po powrocie do Italii natomiast został zmuszony do konfrontacji własnych ideałów z oczekiwaniami i dążeniami braci, którzy nie podzielali jego ewangelicznego radykalizmu. Dezorientacja, niezrozumienie, alienacja oraz doświadczenie odrzucenia przez braci stały się dla niego przyczyną wewnętrznego cierpienia , które jednak pokornie przyjmował jednocząc się z Ukrzyżowanym i ciesząc się, że może towarzyszyć Mu w drodze krzyżowej. Autor Zbioru Asyskiego wyraził tą jego gotowość współcierpienia z Mistrzem słowami: „Z powodu wielkiej słodyczy i współczucia jakie codziennie czerpał z pokory i naśladowania Syna Bożego, to, co było gorzkie dla ciała, on przyjmował i uważał za słodkie”(CAss 77,4).

Jego zwykłą odpowiedzią na prześladowanie była pokorna akceptacja sytuacji dopuszczonej przez Boga, którą przyjmował jako wyraz Jego woli, co wyraźnie wskazuje w Liście do ministra: „to wszystko, co przeszkadza ci kochać Pana Boga i jakikolwiek [człowiek] czyniłby ci przeszkody albo bracia lub inni, także gdyby cię bili, to wszystko powinieneś uważać za łaskę. I tego właśnie pragnij, a nie czego innego. I to przez prawdziwe posłuszeństwo wobec Pana Boga i wobec mnie, bo wiem na pewno, że to jest prawdziwe posłuszeństwo”(LM 2-3). Przykładał tak wielką wagę do pełnienia woli Bożej, gdyż rozważając mękę Zbawiciela dostrzegł analogię między ofiarą z życia i posłuszeństwem: „Pan nasz Jezus Chrystus oddał życie swoje, aby nie uchylić się od posłuszeństwa wobec swego najświętszego Ojca”(LZ 46). Stąd naśladowanie Chrystusa w posłuszeństwie uznał za największą ofiarę i bezpośredni udział w zbawczym posłuszeństwie Syna. Trwanie we wspólnocie mimo prześladowań przyrównał do męczeństwa i nazwał posłuszeństwem doskonałym: „Kto bowiem woli znosić prześladowanie niż odłączyć się od braci, ten trwa rzeczywiście w doskonałym posłuszeństwie, bo życie swoje oddaje za braci swoich”(Np. 3,9).

Niezależnie od doznanej krzywdy Franciszek wzywa do miłości, która przejawia się w gotowości przebaczenia i świadczenia dobra. Zależność między przebaczeniem a miłością nieprzyjaciół znalazła swój wyraz w Pochwale Stworzeń: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez tych, którzy przebaczają dla Twej miłości i znoszą słabości i prześladowania. Błogosławieni ci, którzy je zniosą w pokoju (por. Mt 5,10), ponieważ przez Ciebie, Najwyższy, będą uwieńczeni”(PSł 10-11). Wykład modlitwy Ojcze nasz zawiera natomiast prośbę: „czego nie odpuszczamy w pełni, Ty, Panie, naucz nas w pełni odpuszczać, abyśmy dla Ciebie prawdziwie kochali nieprzyjaciół i modlili się za nich pobożnie do Ciebie, nikomu złem za złe nie oddając, i byśmy starali się w Tobie wszystkim służyć pomocą”(On 8).

Dojrzała, ewangeliczna postawa względem popełniającego winę polega według niego na potępieniu zła, przy jednoczesnym spojrzeniu z miłością na grzesznika, co tłumaczy w napomnieniu zatytułowanym Nikt nie powinien się gorszyć grzechem bliźniego: „Słudze Bożemu tylko jedno nie powinno się podobać: grzech. I jakikolwiek grzech jakaś osoba popełniłaby i z tego powodu sługa Boży niepokoiłby się i gniewał, ale nie z miłości, gromadzi sobie winę. Ten sługa Boży wiedzie życie prawe, wolne od przywiązań, który się nie denerwuje i nie gniewa na nikogo”(Np 11,1-3).

Miłość jest według Franciszka jedyną słuszną reakcją na ludzkie zło, bo zatrzymuje jego rozprzestrzenianie się i daje grzeszącemu przystęp do Boga, stąd w regule upomina: „I niech się strzegą wszyscy bracia, tak ministrowie i słudzy, jak i inni, aby się nie denerwowali ani gniewali z powodu czyjegoś grzechu lub złego [przykładu], bo szatan chce przez grzech jednego, przywieść wielu do upadku. Niech raczej, jak tylko mogą, duchowo wspomagają tego, który zgrzeszył, bo nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza”(1Reg 5,7-8). Bratu, który ze względu na wierność sumieniu doświadczył czyjegoś  prześladowania  we wspólnocie, radzi, by dla Boga miłował go jeszcze bardziej (por. Np 3,8). W innym napomnieniu uściśla, czym jest prawdziwa miłość nieprzyjaciół: „Ten bowiem rzeczywiście kocha swego nieprzyjaciela, kto nie boleje nad doznawaną krzywdą, lecz dla miłości Bożej smuci się grzechem jego duszy. I czynem okazuje mu miłość”(Np 9,2-4).

Dla Franciszka miłość nieprzyjaciół to wypływająca z Ewangelii powinność i warunek wstępowania w ślady Chrystusa, stąd w pierwszej regule zaprasza braci: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą”(Mt 26,50), argumentując zarazem: „bo Pan nasz Jezus Chrystus, w którego ślady powinniśmy wstępować, nazwał przyjacielem swego zdrajcę i oddał się dobrowolnie tym, którzy Go ukrzyżowali. Naszymi więc przyjaciółmi są ci wszyscy, którzy nas niesprawiedliwie dręczą i nękają, upokarzają i krzywdzą, zadają ból i cierpienie, męczarnie i śmierć. Powinniśmy ich bardzo kochać, ponieważ dzięki temu, co nam czynią, otrzymamy życie wieczne”. Ciekawe jest to Franciszkowe odwrócenie porządku, które w prześladowcy każe dostrzec dobroczyńcę, a prawdziwe niebezpieczeństwo upatruje w naturze skażonej grzechem pierworodnym, które Biedaczyna określa terminem ciało (łac. corpora). Wzywa do czujności przeciwstawiania się złym pożądliwościom: „każdy bowiem ma w swej mocy nieprzyjaciela, mianowicie ciało, przez które grzeszy. Dlatego błogosławiony ten sługa, który mając w swej władzy takiego nieprzyjaciela, będzie zawsze trzymał go związanego i roztropnie miał się przed nim na baczności. Dopóki bowiem tak będzie postępował, żaden inny nieprzyjaciel, widzialny czy niewidzialny, nie będzie mógł mu szkodzić”(Np 10).

10 rozdział reguły zatwierdzonej nie tylko zawiera dosłowny cytat omawianego błogosławieństwa, ale też wskazuje na Ducha Pańskiego, który uświęca i uzdalnia do pokornego i cierpliwego znoszenia prześladowań, pozwala „kochać tych, którzy nas prześladują, ganią i obwiniają, bo Pan mówi: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za prześladujących i potwarzających was (por. Mt 5,44). Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, bo do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,10). Kto zaś wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,22).

Gdy podczas kapituły w 1221 roku bracia dzielili się misyjnym doświadczeniem, opowiedziano też o męczeńskiej śmierci pięciu braci w Maroku. Franciszek usłyszawszy o życiu, męczeństwie i legendzie sławiącej wspomnianych męczenników oraz jego samego, oburzył się i zakazał czytania jej mówiąc: Niech każdy się chlubi z własnego męczeństwa”(Giano 8,35)[2]. W ten sposób skarcił tych, którzy chlubiąc się męczeństwem innych, sami unikali ofiary. Wskazując na przykład Jezusa Dobrego Pasterza, pouczył ich:„ Bracia, spoglądajmy na dobrego Pasterza, który dla zbawienia swych owiec wycierpiał mękę krzyżową. Owce Pana poszły za nim w ucisku i prześladowaniu, w upokorzeniu i głodzie, w chorobie i doświadczeniu, i we wszystkich innych trudnościach, i w zamian za to otrzymały od Pana życie wieczne. Stąd wielki wstyd dla nas, sług Bożych, że święci dokonywali wielkich dzieł, a my chcemy otrzymać chwałę i cześć, opowiadając o nich”(Np 6). Wstępować w ślady Dobrego Pasterza to dla Franciszka iść za Chrystusem drogą krzyżową, przyjmując jak On cierpienia i przeciwności.[3] Choć pierwszych braci męczenników Franciszek z dumą nazwał prawdziwymi braćmi mniejszymi[4] i sam podjął ryzyko głosząc Ewangelię sułtanowi Egiptu, nie preferował prowokacyjnego narażania życia, lecz zaproponował zupełnie nowatorską metodę postępowania z saracenami i niewiernymi, opisaną w regule niezatwierdzonej: „Jeden sposób: nie wdawać się w kłótnie ani w spory, lecz być poddanymi wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej. Drugi sposób: gdyby widzieli, że tak się Panu podoba, niech głoszą sławo Boże, aby [ludzie] uwierzyli w Boga wszechmogącego, Ojca i Syna, i Ducha Świętego, Stworzyciela wszystkich rzeczy, w Syna Odkupiciela i Zbawiciela i aby przyjęli chrzest i zostali chrześcijanami”(1Reg 16,6-7). Franciszek świadomie unika konfliktu z niewiernymi, gdy jednak chodzi o wrogów zbawienia, gdzie stawką jest życie wieczne, stanowczo zachęca do walki: „I wszyscy bracia, gdziekolwiek są, niech pamiętają, że oddali się i ofiarowali swoje ciała Panu Jezusowi Chrystusowi. I z miłości do Niego powinni się wydawać nieprzyjaciołom tak widzialnym, jak niewidzialny”(1Reg 16,10). Rozdział wieńczy kompilacja cytatów biblijnych, świadczących o tym, jak wielką wartość miało w oczach Biedaczyny męczeństwo na wzór Chrystusa: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, bo do nich należy Królestwo niebieskie (Mt 5,10). Jeśli Mnie prześladują i was prześladować będą (J 15,20). I: jeśli prześladują was w jednym mieście, uciekajcie do drugiego (por. Mt 10,23). Błogosławieni jesteście (Mt 5,11), gdy ludzie będą was nienawidzić (Łk 6,22) i będą wam złorzeczyć i prześladować was (Mt 5,11) i wyłączą was, i będą was znieważać i pomijać milczeniem, wasze imię jako złe (Łk 6,22) i gdy ze względu na Mnie kłamliwie będą mówić wszelkie zło przeciw wam (Mt 5,11). Cieszcie się i radujcie w owym dniu (Łk 6,23), bo wielka jest zaplata wasza w niebie (por. Mt 5,12). I ja wam mówię, moim przyjaciołom, nie dajcie się im zastraszyć (por. Łk 12,4) i nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało (Mt 10,28) i potem nic więcej uczynić nie mogą (Łk 12,4). Uważajcie, żebyście się nie trwożyli (Mt 24,6). Bowiem dzięki cierpliwości waszej ocalicie wasze dusze (por. Łk 21,19) i kto wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,22; 24,13).


 fot. s. Fides Rozum CMBB

 



[1] Por. Fonti Francescane. Nuova edizione Scritti e biografie di san Francescio d’Assisi. Cronache e altre testimonianze del primo secolo francescano. Scritti e biografie di santa Ciara d.aAssisi, ed. E. Caroli, Padova, 2011, LegM III, 9a (aggiunta) FF 1063, s.620.

[2] Studia Franciszkańskie 11, 2011, str. 187.

[3] W. Block OFM Cap, Wszystkim chrześcijanom. Duchowość Franciszka z Asyżu w świetle jego pism, Tom III, wyd. Serafin, Kraków 2017, str.177.

[4] Por. Passio, Sanctorum Martyrum fratrum Berardi, Petri, Adiuti, Accursii, Othonis in Marochio martyrizatorum, in Analecta Franciscana, III, Ad Claras Aquas, 1897, p. 593.

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

  Dobry czas św. Franciszka z Asyżu W Pieśni Słonecznej św. Franciszek z Asyżu obok różnych stworzeń, które wzywa do uwielbiania Boga, ...