Błogosławiony, który cierpi prześladowanie
Franciszek z Asyżu
Błogosławieństwo prześladowanych występuje zarówno w
ewangelii św. Mateusza, jak i św. Łukasza, choć ewangeliści akcentują różne
motywy owego uciemiężenia. U Mateusza: „Błogosławieni, którzy cierpią
prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo
niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują
was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was (Mt 5,10-11) punkt
wyjścia stanowi „dla sprawiedliwości” (dia dikaiosynēn), czyli dla życia
zgodnego z wolą Bożą i wartościami Królestwa. Motyw „z powodu Chrystusa”
rozwija i konkretyzuje tę ideę, ale nie zmienia jej głównego kierunku: chodzi o
prześladowanie za wierność Ewangelii. Natomiast u Łukasza: „Błogosławieni
będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy
zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako
niecne”(Łk 6,22) centrum stanowi „z powodu Syna Człowieczego” - motyw czysto chrystologiczny,
wskazujący, że uczeń uczestniczy w losie samego Jezusa.
Dlatego można powiedzieć, że u Mateusza przeważa motyw - dla
sprawiedliwości, a u Łukasza - dla Chrystusa, choć oba aspekty ostatecznie się
spotykają: wierność sprawiedliwości Królestwa jest wiernością samemu
Chrystusowi.
O ile w starożytności
i początkowo w średniowieczu za męczenników uważano jedynie prześladowanych za
wiarę w Chrystusa, o tyle współcześnie znaczenia nabrał motyw moralny i
uniwersalny - dla sprawiedliwości:
męczennicy, to nie tylko ci, którzy wyraźnie oddają życie z powodu
przynależności do Chrystusa, ale także tracący życie ze względu na miłość
bliźniego, w obronie praw uciśnionych, czy czystości. Choć wiara jest
nieodzownym warunkiem chrześcijańskiego męczeństwa, to niekoniecznie stanowi
jego bezpośredni motyw.
Można wyróżnić dwa rodzaje prześladowania: fizyczne
cierpienie i zabójstwo oraz wykluczenie i marginalizacja. Św. Franciszek z
Asyżu, choć był człowiekiem głoszącym pokój, doświadczył w swym życiu konfrontacji
z tymi dwoma rodzajami prześladowania i zadziwiająco wiele miejsca poświęcił w
swoich Pismach tematowi prześladowania. Pierwszym motywem prześladowania
Franciszka była jego decyzja wejścia na drogę nawrócenia i związana z tym
rezygnacja z dotychczasowego sposobu życia i towarzystwa rówieśników. Gdy po
około miesięcznym pobycie w ustronnej grocie, gdzie prosił Boga o rozeznanie
Jego woli i odwagę do jej realizacji, opuścił schronienie, „ gdy zobaczyli go
ci, którzy wcześniej go znali, ubliżali mu podle, krzyczeli, że jest chory i
wariat. Rzucali również na niego błotem i kamieniami. Widząc go tak odmiennie
zachowującego się, przypisywali wszystko, co robił, wyczerpaniu lub wręcz
postradaniu zmysłów”(3Soc 17,4-5). Także jego ojciec Piotr Bernardone -„Gdy usłyszał
imię swego syna i spostrzegł, że współobywatele robią sobie zeń igraszkę,
natychmiast wstał, ale nie po to, by go wyzwolić, ale raczej by go zgubić. Nie
zachowując żadnego umiaru, napadł jak wilk na owcę i patrząc nań wzrokiem
dzikim i okrutnym, chwycił go oraz bezwstydnie i niegodziwie zaciągnął do swego
domu. Nie mając żadnej dlań litości, przez wiele dni trzymał go w ciemnym
loszku, a sądząc, że skłoni go do uległości, najpierw namawiał go, a potem
chłostał i krępował więzami”(VbF 12,2-4). Nie udało mu się przemocą nakłonić
syna do zmiany postępowania, także później, gdy widział go żebrzącego na
ulicach Asyżu o jedzenie oraz o kamienie na odbudowę kościoła, powodowany
wstydem i bólem serca, publicznie go przeklinał. Franciszek, którego nie złamało
złorzeczenie ojca, ani odrzucenie ze strony mieszkańców miasta „za wszystko
dziękował Bogu”(3soc 11,4) i utwierdzał się w postanowieniu służenia Jemu.
Także pierwsi bracia doświadczyli dotkliwego prześladowania z powodu nowości
życia, które podjęli. Autor pierwszej kroniki hagiograficznej tak to zrelacjonował: „Kiedy szli przez miasto,
prosząc o jałmużnę, mało kto im coś dawał, ale mówili im: „Porzuciliście swoje
mienie, a chcecie zjadać cudze. I tak cierpieli bardzo wielki niedostatek.
Także ich rodzice i krewni prześladowali ich, a inni z owego miasta, mali i
wielcy, mężczyźni i kobiety, gardzili nimi i wyśmiewali jako pomylonych i
tępaków”(De inceptione 17,3-5), a także: „ każdy, kto ich widział, dziwił się,
mówiąc: Nigdy nie widzieliśmy zakonników
tak ubranych. Bo jako niepodobni do innych z habitu i życia, wyglądali na
ludzi z lasu”(De inceptione 19,5).
Odmienny sposób bycia oraz niespotykany radykalizm sprawił, że „ ludzie na ogół
lekceważyli ich, wielu małych i wielkich, postępowało z nimi i odnosiło się do
nich, jak panowie względem swoich niewolników. Chociaż mieli bardzo liche i
biedne odzienie, to jednak wielu chętnie je im zabierało. W ten sposób
pozostawali nadzy, gdyż mieli tylko po jednej tunice; wszakże zawsze
zachowywali ewangeliczny sposób postępowania, nie żądając jej z powrotem od
zabierających. A jeśli ci, poruszeni poczuciem sprawiedliwości, zechcieli oddać
to, co zabrali, chętnie przyjmowali z powrotem. Poniektórzy rzucali im na głowę
błoto, a komuś z nich wcisnęli kostki do ręki, zapraszając do zabawy. Ktoś
jednego z braci nosił na plecach, uwieszonego na kapturze, tak długo, jak
podobało się niosącemu. Wyrządzali im te i inne udręki”(De inceptione 23,1-8). Bracia wykazywali się ewangeliczną postawą w
obliczu prześladowań: znosili wszystko wytrwale i cierpliwie, jak im polecił
Franciszek, modlili się i wspaniałomyślnie przebaczali winowajcom, udzielając
im zbawiennych napomnień (por.3Soc 41). Taki sposób postępowania sprawił, że
prześladowcy z czasem zrozumieli swój błąd, prosili o przebaczenie wyrządzonych
przykrości, a niektórzy nawet przyłączyli się do braci.
Choć Franciszek darzył szczególnym szacunkiem duchownych ze
względu na ich godność kapłańską (por. T 10), to także z ich strony nieraz
doznał wzgardy i lekceważenia, jak choćby wtedy, gdy papież Innocenty III z
pogardą przegonił go z pałacu laterańskiego, a w odpowiedzi na prośbę o
zatwierdzenie sposobu życia pokutników z Asyżu polecił im wytarzać się w błocie
razem ze świniami i im przedłożyć sposób życia.
Franciszek bez słowa sprzeciwu wypełnił polecenie hierarchy, który doceniając
jego posłuszeństwo, przychylił się do przedłożonej prośby, ponadto udzielił braciom przywileju
kaznodziejskiego. Gdy zakon franciszkański wzrósł liczebnie i bracia udali się
do wielu krajów zaalpejskich, prześladowanie przybrało na sile. Tak relacjonuje
ten fakt Anonim z Perugii: „Niektóre
prowincje przyjmowały ich, ale nie dawały pozwolenia na budowanie mieszkań;
inne wypędzały ich w obawie przed herezją. Działo się tak dlatego, że kiedy
papież Innocenty III aprobował ich Zakon i Regułę, nie zrobił tego na piśmie. Z
tego powodu bracia musieli wiele wycierpieć zarówno od duchowieństwa, jak i od
świeckich. Zostali zmuszeni do opuszczenia niektórych prowincji. Niepokojeni,
nękani, czasem wręcz grabieni i pobici przez rozbójników, powracali do
błogosławionego Franciszka z duszą pełną goryczy. W ten sposób cierpieli prawie
we wszystkich krajach zaalpejskich, miedzy innymi w Niemczech, na Węgrzech i w
wielu innych” (De inceptione 62,2-4).
Franciszek nie roztrząsał bolesnych doświadczeń, ale wzywał do pokornego przyjmowania przeciwności
i zawierzenia Bożej Opatrzności. W Testamencie
polecił zapisać słowa: „Nakazuję stanowczo na mocy posłuszeństwa wszystkim
braciom, gdziekolwiek są, aby nie ważyli się ani osobiście, ani przez
pośredników prosić w kurii rzymskiej o
jakiekolwiek pisma [polecające] ani dla kościoła, ani dla żadnego innego
miejsca, ani pod pozorem kaznodziejstwa, ani z powodu prześladowania
cielesnego; lecz jeśli ich gdzieś nie przyjmą, niech się schronią do innego
kraju, by tam z błogosławieństwem Bożym czynić pokutę”(T25-26).
Kryterium chrześcijańskiego męczeństwa stanowi miłość i
pokora. Gdy Franciszek w spotkaniu z trędowatym odkrył miłość Boga, który wziął
na siebie trąd ludzkiego grzechu i poniósł śmierć na krzyżu, nie zwlekając
postanowił wieść życie wśród trędowatych i bezdomnych, choć posługiwanie im
wiązało się z bolesnym obumieraniem
egoistycznych i pysznych skłonności natury oraz społecznym wyobcowaniem. W
sercu Franciszka dojrzewało pragnienie upodobnienia do Chrystusa, aż po
radykalną ofiarę z życia. Mistyczne spotkanie z Ukrzyżowanym w kościele san
Damiano stanowiło kolejny bodziec do świadomego pragnienia śmierci męczeńskiej,
która w codzienności wyrażała się w surowej ascezie i intensywnej pracy
kaznodziejskiej, a w końcu doprowadziła do wyjazdu do Ziemi Świętej (por. 3Soc
14,1). Pragnienie, które nim kierowało, św. Bonawentura ujął w słowach: „by
odwdzięczyć się umierającemu za nas Chrystusowi i aby innych pociągnąć do
miłości Bożej”(LegM IX,5,2). Tomasz z Celano tak zrelacjonował prześladowanie,
którego Biedaczyna doświadczył po dotarciu na upragnioną misję: „zanim dostał
się do sułtana, został pochwycony przez jego ludzi, obrzucony obelgami i
pobity, ale się nie przeraził. Nie dał się zastraszyć groźbami tortur, ani nie
uląkł się zagrożenia śmiercią”(VbF 57,7-8). Choć doznał krzywdy, nie spełniło
się jego pragnienie śmierci męczeńskiej za wiarę. Po powrocie do Italii
natomiast został zmuszony do konfrontacji własnych ideałów z oczekiwaniami i
dążeniami braci, którzy nie podzielali jego ewangelicznego radykalizmu.
Dezorientacja, niezrozumienie, alienacja oraz doświadczenie odrzucenia przez
braci stały się dla niego przyczyną wewnętrznego cierpienia , które jednak
pokornie przyjmował jednocząc się z Ukrzyżowanym i ciesząc się, że może
towarzyszyć Mu w drodze krzyżowej. Autor Zbioru
Asyskiego wyraził tą jego gotowość współcierpienia z Mistrzem słowami: „Z
powodu wielkiej słodyczy i współczucia jakie codziennie czerpał z pokory i naśladowania
Syna Bożego, to, co było gorzkie dla ciała, on przyjmował i uważał za
słodkie”(CAss 77,4).
Jego zwykłą odpowiedzią na prześladowanie była pokorna
akceptacja sytuacji dopuszczonej przez Boga, którą przyjmował jako wyraz Jego
woli, co wyraźnie wskazuje w Liście do
ministra: „to wszystko, co przeszkadza ci kochać Pana Boga i jakikolwiek
[człowiek] czyniłby ci przeszkody albo bracia lub inni, także gdyby cię bili,
to wszystko powinieneś uważać za łaskę. I tego właśnie pragnij, a nie czego
innego. I to przez prawdziwe posłuszeństwo wobec Pana Boga i wobec mnie, bo
wiem na pewno, że to jest prawdziwe posłuszeństwo”(LM 2-3). Przykładał tak
wielką wagę do pełnienia woli Bożej, gdyż rozważając mękę Zbawiciela dostrzegł
analogię między ofiarą z życia i posłuszeństwem: „Pan nasz Jezus Chrystus oddał
życie swoje, aby nie uchylić się od posłuszeństwa wobec swego najświętszego
Ojca”(LZ 46). Stąd naśladowanie Chrystusa w posłuszeństwie uznał za największą
ofiarę i bezpośredni udział w zbawczym posłuszeństwie Syna. Trwanie we
wspólnocie mimo prześladowań przyrównał do męczeństwa i nazwał posłuszeństwem
doskonałym: „Kto bowiem woli znosić prześladowanie niż odłączyć się od braci,
ten trwa rzeczywiście w doskonałym posłuszeństwie, bo życie swoje oddaje za
braci swoich”(Np. 3,9).
Niezależnie od doznanej krzywdy Franciszek wzywa do miłości,
która przejawia się w gotowości przebaczenia i świadczenia dobra. Zależność
między przebaczeniem a miłością nieprzyjaciół znalazła swój wyraz w Pochwale Stworzeń: „Pochwalony bądź, Panie
mój, przez tych, którzy przebaczają dla Twej miłości i znoszą słabości i
prześladowania. Błogosławieni ci, którzy je zniosą w pokoju (por. Mt 5,10),
ponieważ przez Ciebie, Najwyższy, będą uwieńczeni”(PSł 10-11). Wykład modlitwy Ojcze nasz zawiera natomiast
prośbę: „czego nie odpuszczamy w pełni, Ty, Panie, naucz nas w pełni
odpuszczać, abyśmy dla Ciebie prawdziwie kochali nieprzyjaciół i modlili się za
nich pobożnie do Ciebie, nikomu złem za złe nie oddając, i byśmy starali się w
Tobie wszystkim służyć pomocą”(On 8).
Dojrzała, ewangeliczna postawa względem popełniającego winę
polega według niego na potępieniu zła, przy jednoczesnym spojrzeniu z miłością
na grzesznika, co tłumaczy w napomnieniu zatytułowanym Nikt nie powinien się gorszyć grzechem bliźniego: „Słudze Bożemu
tylko jedno nie powinno się podobać: grzech. I jakikolwiek grzech jakaś osoba
popełniłaby i z tego powodu sługa Boży niepokoiłby się i gniewał, ale nie z
miłości, gromadzi sobie winę. Ten sługa Boży wiedzie życie prawe, wolne od
przywiązań, który się nie denerwuje i nie gniewa na nikogo”(Np 11,1-3).
Miłość jest według Franciszka jedyną słuszną reakcją na
ludzkie zło, bo zatrzymuje jego rozprzestrzenianie się i daje grzeszącemu
przystęp do Boga, stąd w regule upomina: „I niech się strzegą wszyscy bracia,
tak ministrowie i słudzy, jak i inni, aby się nie denerwowali ani gniewali z
powodu czyjegoś grzechu lub złego [przykładu], bo szatan chce przez grzech
jednego, przywieść wielu do upadku. Niech raczej, jak tylko mogą, duchowo
wspomagają tego, który zgrzeszył, bo nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują
lekarza”(1Reg 5,7-8). Bratu, który ze względu na wierność sumieniu doświadczył
czyjegoś prześladowania we wspólnocie, radzi, by dla Boga miłował go
jeszcze bardziej (por. Np 3,8). W innym napomnieniu uściśla, czym jest
prawdziwa miłość nieprzyjaciół: „Ten bowiem rzeczywiście kocha swego
nieprzyjaciela, kto nie boleje nad doznawaną krzywdą, lecz dla miłości Bożej
smuci się grzechem jego duszy. I czynem okazuje mu miłość”(Np 9,2-4).
Dla Franciszka miłość nieprzyjaciół to wypływająca z
Ewangelii powinność i warunek wstępowania w ślady Chrystusa, stąd w pierwszej
regule zaprasza braci: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i dobrze czyńcie tym,
którzy was nienawidzą”(Mt 26,50), argumentując zarazem: „bo Pan nasz Jezus
Chrystus, w którego ślady powinniśmy wstępować, nazwał przyjacielem swego
zdrajcę i oddał się dobrowolnie tym, którzy Go ukrzyżowali. Naszymi więc
przyjaciółmi są ci wszyscy, którzy nas niesprawiedliwie dręczą i nękają,
upokarzają i krzywdzą, zadają ból i cierpienie, męczarnie i śmierć. Powinniśmy
ich bardzo kochać, ponieważ dzięki temu, co nam czynią, otrzymamy życie wieczne”.
Ciekawe jest to Franciszkowe odwrócenie porządku, które w prześladowcy każe
dostrzec dobroczyńcę, a prawdziwe niebezpieczeństwo upatruje w naturze skażonej
grzechem pierworodnym, które Biedaczyna określa terminem ciało (łac. corpora).
Wzywa do czujności przeciwstawiania się złym pożądliwościom: „każdy bowiem ma w
swej mocy nieprzyjaciela, mianowicie ciało, przez które grzeszy. Dlatego
błogosławiony ten sługa, który mając w swej władzy takiego nieprzyjaciela,
będzie zawsze trzymał go związanego i roztropnie miał się przed nim na
baczności. Dopóki bowiem tak będzie postępował, żaden inny nieprzyjaciel,
widzialny czy niewidzialny, nie będzie mógł mu szkodzić”(Np 10).
10 rozdział reguły zatwierdzonej nie tylko zawiera dosłowny
cytat omawianego błogosławieństwa, ale też wskazuje na Ducha Pańskiego, który
uświęca i uzdalnia do pokornego i cierpliwego znoszenia prześladowań, pozwala „kochać
tych, którzy nas prześladują, ganią i obwiniają, bo Pan mówi: Miłujcie waszych
nieprzyjaciół i módlcie się za prześladujących i potwarzających was (por. Mt
5,44). Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, bo do
nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,10). Kto zaś wytrwa aż do końca, ten
będzie zbawiony (Mt 10,22).
Gdy podczas kapituły w 1221 roku bracia dzielili się misyjnym
doświadczeniem, opowiedziano też o męczeńskiej śmierci pięciu braci w Maroku.
Franciszek usłyszawszy o życiu, męczeństwie i legendzie sławiącej wspomnianych
męczenników oraz jego samego, oburzył się i zakazał czytania jej mówiąc: Niech
każdy się chlubi z własnego męczeństwa”(Giano 8,35).
W ten sposób skarcił tych, którzy chlubiąc się męczeństwem innych, sami unikali
ofiary. Wskazując na przykład Jezusa Dobrego Pasterza, pouczył ich:„ Bracia,
spoglądajmy na dobrego Pasterza, który dla zbawienia swych owiec wycierpiał
mękę krzyżową. Owce Pana poszły za nim w ucisku i prześladowaniu, w upokorzeniu
i głodzie, w chorobie i doświadczeniu, i we wszystkich innych trudnościach, i w
zamian za to otrzymały od Pana życie wieczne. Stąd wielki wstyd dla nas, sług
Bożych, że święci dokonywali wielkich dzieł, a my chcemy otrzymać chwałę i
cześć, opowiadając o nich”(Np 6). Wstępować w ślady Dobrego Pasterza to dla
Franciszka iść za Chrystusem drogą krzyżową, przyjmując jak On cierpienia i
przeciwności. Choć
pierwszych braci męczenników Franciszek z dumą nazwał prawdziwymi braćmi
mniejszymi
i sam podjął ryzyko głosząc Ewangelię sułtanowi Egiptu, nie preferował
prowokacyjnego narażania życia, lecz zaproponował zupełnie nowatorską metodę
postępowania z saracenami i niewiernymi, opisaną w regule niezatwierdzonej:
„Jeden sposób: nie wdawać się w kłótnie ani w spory, lecz być poddanymi
wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga i przyznawać się do wiary
chrześcijańskiej. Drugi sposób: gdyby widzieli, że tak się Panu podoba, niech
głoszą sławo Boże, aby [ludzie] uwierzyli w Boga wszechmogącego, Ojca i Syna, i
Ducha Świętego, Stworzyciela wszystkich rzeczy, w Syna Odkupiciela i Zbawiciela
i aby przyjęli chrzest i zostali chrześcijanami”(1Reg 16,6-7). Franciszek
świadomie unika konfliktu z niewiernymi, gdy jednak chodzi o wrogów zbawienia,
gdzie stawką jest życie wieczne, stanowczo zachęca do walki: „I wszyscy bracia,
gdziekolwiek są, niech pamiętają, że oddali się i ofiarowali swoje ciała Panu
Jezusowi Chrystusowi. I z miłości do Niego powinni się wydawać nieprzyjaciołom
tak widzialnym, jak niewidzialny”(1Reg 16,10). Rozdział wieńczy kompilacja
cytatów biblijnych, świadczących o tym, jak wielką wartość miało w oczach
Biedaczyny męczeństwo na wzór Chrystusa: „Błogosławieni, którzy cierpią
prześladowanie dla sprawiedliwości, bo do nich należy Królestwo niebieskie (Mt
5,10). Jeśli Mnie prześladują i was prześladować będą (J 15,20). I: jeśli
prześladują was w jednym mieście, uciekajcie do drugiego (por. Mt 10,23).
Błogosławieni jesteście (Mt 5,11), gdy ludzie będą was nienawidzić (Łk 6,22) i
będą wam złorzeczyć i prześladować was (Mt 5,11) i wyłączą was, i będą was
znieważać i pomijać milczeniem, wasze imię jako złe (Łk 6,22) i gdy ze względu
na Mnie kłamliwie będą mówić wszelkie zło przeciw wam (Mt 5,11). Cieszcie się i
radujcie w owym dniu (Łk 6,23), bo wielka jest zaplata wasza w niebie (por. Mt
5,12). I ja wam mówię, moim przyjaciołom, nie dajcie się im zastraszyć (por. Łk
12,4) i nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało (Mt 10,28) i potem nic
więcej uczynić nie mogą (Łk 12,4). Uważajcie, żebyście się nie trwożyli (Mt
24,6). Bowiem dzięki cierpliwości waszej ocalicie wasze dusze (por. Łk 21,19) i
kto wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,22; 24,13).

fot. s. Fides Rozum CMBB