Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błogosławiony. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą błogosławiony. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 grudnia 2025

błogosławiony cichy...św. Franciszek z Asyżu

 

Błogosławiony cichy… Franciszek z Asyżu

„Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię (Mt 5,5)[1]. To błogosławieństwo doskonale pasuje do Biedaczyny, gdyż trafnie charakteryzuje jego osobę. W tłumaczeniu Biblii, cisi to ci, którzy nie stosują przemocy, a historia Franciszka z Asyżu obfituje w momenty, gdy na doświadczaną przemoc odpowiadał łagodnym poddaniem, bez chęci odwetu: prześladowany przez ojca za wybór ewangelicznej drogi, bity, więziony i obrzucony przekleństwami usunął się w miejsce samotne i poprosił jednego z bezdomnych, by ten błogosławił mu niczym ojciec synowi (por. De inceptione 9,3); nie sprowokowała go także agresja mieszkańców Asyżu, którzy powątpiewali w jego rzeczywiste nawrócenie: „Obywatele miasta i wszyscy, którzy go znali, wołając, że jest szalony i chory na umyśle, rzucali w niego błoto z ulic i kamienie . A sługa Boży, nie złamany żadną obelgą, wydawał się być głuchy na te wszystkie rzeczy”(Vb 6,31); pozwany na sąd wobec biskupa nie tłumaczył się i nie bronił, ale oddał ojcu Piotrowi Bernardone nie tylko pieniądze, ale też kosztowne szaty oraz zrzekł się prawa dziedziczenia i przynależności; jego odpowiedzią na pobicie przez bandytów była deklaracja ufności Bogu i modlitwa pochwalna (por. LegM II,5). Franciszkowej łagodności doświadczyli nie tylko ludzie, ale też inne stworzenia, zgodnie ze świadectwem Celańczyka: „Mąż Boży obfitował w ducha miłości, okazując łaskawe uczucia nie tylko wobec ludzi, ale także wobec pozbawionych mowy i rozumu zwierząt oraz wobec pozostałych stworzeń”(Vb 63).

Zarówno w Biblii, jak i w chrześcijańskim nauczaniu starożytnym, powtarzają się dwa skojarzenia tłumaczące sens tego błogosławieństwa. Pierwsze to cichość i pokora, drugie zaś to cichość i cierpliwość. Pierwsze podkreśla wewnętrzne nastawienie powodujące cichość, drugie natomiast prowadzi do zewnętrznych zachowań, takich jak serdeczność, łaskawość, szacunek, czy uprzejmość.

Według Reguły niezatwierdzonej Duch Pański jest tym, który „stara się o pokorę i cierpliwość oraz czysty, szczery i prawdziwy pokój ducha”(1Reg 17,15). Myśl tą potwierdza Napomnienie 12 mówiące o tym, że znakiem obecności Ducha Świętego w człowieku jest jego pokorne mniemanie o sobie: „Tak można poznać, czy sługa Boży ma ducha Pańskiego: jeśli jego ciało nie będzie wynosiło się pychą - bo ono zawsze jest przeciwne wszelkiemu dobru - z tego powodu, że Pan czyni przez niego jakieś dobro, lecz jeśli [we własnych] oczach uważałby się raczej za lichszego i mniejszego od wszystkich innych ludzi. W myśl  Napomnienia 27: „Gdzie jest cierpliwość i pokora, tam nie ma ani gniewu, ani zamętu”(Np. 27,2). Natomiast napomnienie zatytułowane Znoszenie oskarżeń prezentuje człowieka pokornego, którego wewnętrzny pokój i stabilność wolne są od wpływu otoczenia, nawet gdy jego ingerencja dokonuje się przez bolesne uwagi, napomnienia i oskarżenia: „Błogosławiony sługa, który czyjeś uwagi, oskarżenia i upomnienia znosiłby tak cierpliwie, jakby pochodziły od niego samego. Błogosławiony sługa, który udzielane mu upomnienia przyjmuje spokojnie, słucha skromnie, pokornie wyznaje swą winę i chętnie wynagradza. Błogosławiony sługa, który nie jest skory do usprawiedliwiania się i znosi pokornie wstyd i naganę za winę, choćby się nawet jej nie dopuścił” (Np 22).

 Biografowie prezentują postać Biedaczyny wyraźnie zbliżoną do biblijnego wizerunku łagodnego i pokornego Chrystusa, który zachęcał: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca”(Mt 11,29). Pokora Chrystusa, Jego dobrowolne ogołocenie z majestatu fascynowały Franciszka, stanowiły jego stały punkt odniesienia i wyzwanie. Od Mistrza z Nazaretu nauczył się, że prawdziwa wielkość to nie przewaga fizyczna czy siła argumentacji, ale cichość i cierpliwość w znoszeniu przeciwności oraz odwaga uniżenia, by służyć i podnosić innych. Wobec braci określał siebie słowami: „brat Franciszek, człowiek nędzny i słaby, sługa wasz najmniejszy”(LZ 3). Odwracał uwagę od swojej osoby, a wskazywał na Chrystusa mówiąc: „Patrzcie bracia na pokorę Boga i wylewajcie przed Nim serca wasze, uniżajcie się i wy, abyście zostali wywyższeni przez Niego”(LZ 28). Przekonany, że wszelkie dobro jest własnością Boga, nauczał, że człowiek nie może unosić się pychą z powodu Bożego obdarowania, a jedynym powodem do chluby są jego słabości, które utrzymują w postawie pokory i kierują w stronę Boga oraz codzienne wytrwałe znoszenie przeciwności życia (por. Np 5). Franciszek pragnął, by uniżenie i małość były cechą charakterystyczną braci mniejszych, o czym wielokrotnie przypomina w swoich Pismach: „niech będą mniejsi i poddani wszystkim, którzy przebywają w jednym domu”(1Reg 7,2). Tymi słowami przestrzega w regule przed niebezpieczeństwem stawiania siebie ponad innymi. Nieco dalej zachęca braci do pielęgnowania w sobie postawy pokory i uniżenia niezależnie od tego, do jakiej grupy społecznej dany brat należy: „przez miłość, którą jest Bóg, błagam wszystkich moich braci kaznodziejów i tych, którzy się modlą, i tych, którzy pracują, tak kleryków, jak i nie-kleryków, aby się starali uniżać we wszystkim, aby się nie chełpili ani nie cieszyli i nie wynosili się w duchu z powodu dobrych słów i uczynków, ani nawet żadnego dobra, jakie Bóg niekiedy czyni lub mówi i dokonuje w nich i przez nich”(1Reg 17,5-6). W Testamencie wspomina doświadczenie pierwszych braci: „I byliśmy niewykształceni i ulegli wszystkim”(T19). Franciszek sam był przykładem pokory i uniżenia, a jego biografie podają wiele tego przykładów: publicznie przyznawał się do grzechów i słabości (por. Vb 30); upokorzony przez biskupa Terni Rajnera, z wdzięcznością przypadł mu do stóp dziękując za zniewagę i jednocześnie wyrażając szacunek dla jego biskupiej godności (por. CAss 10); wyraził wdzięczność przygodnie spotkanemu wieśniakowi, który przestrzegł go, by nie zawiódł pokładanych w nim nadziei: „upadłszy przed wieśniakiem, całował jego stopy, dziękując mu, że raczył go napomnieć”(Vb 59).

Cichość, łagodność i uprzejmość znamionowały Franciszka od młodości. Według Relacji Trzech Towarzyszy: „Był jakby z natury szlachetny w postępowaniu i wyrażaniu się zgodnie z wrodzonymi zaletami tak, że nie powiedział nikomu słowa uwłaczającego lub grubiańskiego, co więcej, będąc młodzieńcem wesołym i swobodnym postanowił sobie nie reagować w ogóle na nieprzyzwoite słowa”(3Soc 3,1). Potrafił słuchać z uwagą, w razie potrzeby ustąpić i stworzyć przestrzeń spotkania także dla osób o odmiennym stanowisku czy mentalności, jednocześnie stając na straży wyznawanych przez siebie wartości. To sekret jego pokojowych spotkań z sułtanem Egiptu, sceptycznie ustosunkowanymi kardynałami, czy braćmi o innym światopoglądzie. Autor Anonimu z Perugii tak scharakteryzował jego postawę: „Czcił prałatów i kapłanów świętego Kościoła. Czcił także starszych; szlachciców i bogatych szanował; ubogich zaś kochał serdecznie i im współczuł. Dla wszystkich wreszcie okazywał się poddanym sługą”(De inceptione 37,5). Jego przekonanie o potrzebie szacunku względem człowieka, niezależnie od okoliczności wyraża napomnienie zatytułowane Prawdziwa miłość: „Błogosławiony sługa, który tak kochałby i szanował swego brata będącego daleko od niego, jak gdyby był z nim i nie mówiłby w jego nieobecności tego, czego nie mógłby powiedzieć z miłością w jego obecności”(Np 25). Ze szczególną delikatnością i wyrozumiałością odnosił się do błądzących i słabych duchowo. Do przełożonych natomiast apeluje: „Ten zaś, który ma czuwać nad posłuszeństwem i który uchodzi za większego, niech będzie jako mniejszy i sługa innych braci. A w stosunku do poszczególnych braci swoich niech okazuje miłosierdzie i niech je zachowa, tak jakby sobie życzył w podobnym wypadku. I niech się nie gniewa na brata z powodu jego występku, lecz niech go łagodnie upomina i znosi z wszelką cierpliwością i pokorą”(2LW 42-44).

Franciszek był przekonany, że jedyną słuszną odpowiedzią na wszystko, co nas spotyka, a więc zostało dopuszczone przez Boga, nawet, gdy jest to trudne, jest akceptacja i miłość: „I kochaj tych, którzy sprawiają ci te trudności. I nie żądaj od nich czego innego, tylko tego, co Bóg ci da”(LM5-6). Wielokrotnie wzywa braci do przebaczenia, wyrozumiałości i delikatności: „I niech się strzegą, aby się nie gniewali i nie denerwowali z powodu czyjegoś grzechu, bo gniew i zdenerwowanie są i dla nich, i dla innych przeszkodą w miłości”(2Reg 7,3). Braci wędrujących przez świat zachęca do praktykowania uległości i łagodności: „Radzę zaś moim braciom w Panu Jezusie Chrystusie, upominam ich i zachęcam, aby idąc przez świat nie wszczynali kłótni ani nie spierali się słowami i nie sądzili innych. Lecz niech będą cisi, spokojni i skromni, łagodni i pokorni, rozmawiając uczciwie ze wszystkimi, jak należy”(2Reg 3,10-11). W pierwszej regule zachęca do pokornej uległości i nie przeciwstawiania się złu: „Niech nie przeciwstawiają się złu, lecz jeśli ich kto uderzy w jeden policzek, niech nadstawią mu drugi. I temu, kto bierze im płaszcz, niech nie bronią i sukni. Niech dają każdemu, kto ich prosi, a nie dopominają się zwrotu od tego, kto bierze ich własność”(1Reg 11,4). Podobne wskazania odnoszą się też do miejsc: „Gdziekolwiek bracia będą przebywać, w pustelniach czy w innych miejscach, niech się strzegą, by nie przywłaszczali sobie żadnego pomieszczenia i nikomu nie bronili do niego dostępu. I ktokolwiek przyszedłby do nich: przyjaciel czy wróg, złodziej czy łotr, niech go przyjmą uprzejmie”(1Reg 7,13-14). Gdy do niewielkiej, opuszczonej szopy w miejscowości Rivo Torto w pobliżu Asyżu, gdzie schronił się Franciszek i jego pierwsi bracia, przybył pewnego razu jakiś wieśniak, krzycząc głośno od progu, by przynaglić do wejścia swego osła, Franciszek pokornie ustąpił mu miejsca, przemawiając do braci: „Wiem, bracia, że Bóg nie powołał nas, byśmy dawali schronienie osłowi i zajmowali się zgiełkiem świata, lecz abyśmy raczej od czasu do czasu głosili drogę zbawienia i udzielali zbawiennych rad, szczególnie zaś byśmy poświęcili się modlitwie i dziękczynieniu”(3Soc 54,7).

Choć sam doznał wiele krzywd od ludzi, do każdego odnosił się z należnym szacunkiem i delikatnością, szanując indywidualność człowieka, jego odmienny sposób bycia i myślenia. Nie sądził i nie potępiał i taki sposób postępowania zalecał swoim braciom: „Upominam ich i przestrzegam, aby nie gardzili ludźmi i nie sądzili ich (…) lecz niech każdy raczej siebie samego sądzi i sobą gardzi”(2Reg 2,17). Braciom z pustelni Borgo San Sepolcro, borykającym się z dylematem, czy pomagać rozbójnikom napadającym na ludzi i rabującym ich mienie zalecił, by nie tylko udzielili im jałmużny, ale ponadto ugościli ich najlepszym jedzeniem, pokornie usłużyli i w łagodnych słowach zachęcili do przemiany życia (por. Actus 115). To Franciszkowa recepta na przemianę zatwardziałego przez grzech serca: „kochaj [brata twego] bardziej niż mnie, abyś go pociągnął do Pana; i zawsze bądź miłosierny dla takich”(LM 11).

Kierując się własnym doświadczeniem Franciszek wskazał dwie rzeczywistości, które w naturalny sposób weryfikują autentyczną cierpliwość i pokorę. Pierwszą z nich jest choroba: „I jeżeli któryś [brat chory] denerwowałby się lub gniewał na Boga lub braci, albo natarczywie domagał się lekarstw, nazbyt pragnąc ratować ciało, które i tak wkrótce umrze i jest nieprzyjacielem duszy, czyni to pod wpływem złego i jest cielesny i zdaje się, jakby nie był spośród braci, bo bardziej kocha ciało niż duszę”(1Reg 10,3). Drugim kryterium prawdziwości tych cnót jest ludzki sprzeciw, a nawet prześladowanie, co najlepiej obrazuje Franciszkowe opowiadanie zatytułowane Radość doskonała: „Jeśli zachowam cierpliwość i nie rozgniewam się, na tym polega prawdziwa radość i prawdziwa cnota i zbawienie duszy”(Rad 14). To konkluzja pouczającej historii o odrzuceniu przez braci, którzy powinni wykazać się wdzięcznością i miłością. Nawet tak bolesne doświadczenie, jak odrzucenie przez najbliższych, nie zdołało odebrać Franciszkowi duchowej radości i wiary w człowieka, gdyż jego siłą było przekonanie o bezwarunkowej miłości Boga, co dobrze oddaje napomnienie zatytułowane Pokorny sługa Boży: „Błogosławiony sługa, który nie uważa się za lepszego, gdy go ludzie chwalą i wywyższają, niż wówczas, gdy go uważają za słabego, prostego i godnego pogardy; ponieważ człowiek jest tym tylko, czym jest w oczach Boga i niczym więcej”(Np19,1-2). Choć miał jasną wizję zakonu i przeświadczenie odnośnie niekonwencjonalnej duchowości braci mniejszych, potrafił ustąpić, gdy wymagała tego troska o jedność. Według Zwierciadła doskonałości: „ponieważ błogosławiony Franciszek bardzo obawiał się zgorszenia, wbrew swojej woli ustępował przekonaniom braci”(SpPerf 11,7). Wymownym gestem stanowiącym odpowiedź na opozycję uczonych braci domagających się monastycznego prawodawstwa i złagodzeń w zakresie pokory i ubóstwa, była rezygnacja z przełożeństwa: „Następnie aż do śmierci pozostał podwładnym, zachowując się pokorniej niż ktokolwiek inny (CAss 39,8). Ta Franciszkowa dymisja stanowi wyraz wolności od przywiązań, do której wzywa w jednym z napomnień: „błogosławiony jest ten, który nic sobie nie zatrzymuje”(Np 11,4). Franciszek był wolny nie tylko od aspiracji, chęci podobania się, czy zasługiwania na czyjąś akceptację, ale stopniowo uwalniał się coraz bardziej od wpływu emocji oraz własnej woli, a nawet przywiązania do życia. Upomniany przez wikariusza br. Eliasza, że w obliczu śmierci wykazuje radość i nakazuje swym braciom śpiewać głośno Pochwały Pana, odpowiedział: „Pozwól mi, bracie, cieszyć się w Panu i w Jego Pochwałach podczas moich cierpień, bo za współdziałaniem łaski Ducha Świętego jestem tak zjednoczony i złączony z moim Panem, że dzięki Jego miłosierdziu mogę spokojnie radować się w Najwyższym”(SpLem4,10-11). W przejściu od pełnienia własnej woli do posłuszeństwa woli Bożej widział sposób osiągnięcia doskonałości i autentycznej wolności. Zdanie się na wszechmocnego i miłosiernego Boga dało mu pewność, że to On nad wszystkim panuje i pomoże rozwiązać trudności przekraczające ludzkie możliwości. Taka wiara daje pokój serca i odwagę wchodzenia nawet w sytuacje zagrażające życiu, jak mówi o tym w Pozdrowieniu cnót: „[posłuszeństwo] czyni człowieka poddanym i uległym wszystkim ludziom, którzy są na świecie, i nie tylko samym ludziom, lecz także dzikim i okrutnym zwierzętom, aby mogły z nim czynić, co zechcą, na ile im Pan z wysoka pozwoli”(Pcn 14). A w Liście skierowanym do wszystkich chrześcijan zachęca: „Nie pragnijmy nigdy górować nad innymi, lecz bądźmy raczej sługami i poddanymi wszelkiemu stworzeniu ze względu na Boga”(2LW 47). Snując rozważania na temat posłuszeństwa, Franciszek wysoko ocenił tych, którzy dobrowolnie decydują się złożyć ofiarę z własnej woli, by z miłości spełnić życzenie przełożonego: „I choćby podwładny widział coś lepszego i pożyteczniejszego dla swej duszy niż to, co nakazuje przełożony, niech dobrowolnie złoży Bogu z tego ofiarę i niech stara się spełnić życzenie przełożonego. To jest bowiem posłuszeństwo z miłości (1P 1,22), ponieważ miłe jest Bogu i bliźniemu” Np 3,5-6). Dziesiąty rozdział Reguły zatwierdzonej zawiera zbiór postaw, które powinny charakteryzować minorytów: „Upominam zaś i zachęcam w Panu Jezusie Chrystusie, aby bracia wystrzegali się wszelkiej pychy, próżnej chwały, zazdrości, chciwości, trosk i zabiegów tego świata (…) i [powinni] mieć pokorę, cierpliwość w prześladowaniu i w chorobie”(2Reg 10,7.9), a kryterium cnoty cierpliwości zawarł w słowach: „nie może poznać sługa Boży, ile ma cierpliwości i pokory, dopóki się wszystko dzieje po jego myśli. Gdy zaś przyjdzie czas, kiedy ci, którzy powinni postępować według jego woli, zaczną mu się sprzeciwiać, ile wtedy okaże cierpliwości i pokory, tyle jej ma, nie więcej”(Np 13).

Bernard z Bessy pozostawił ciekawe świadectwo o braciach mniejszych: „wszystkich, z którymi przebywali, zachęcali do dawania przykładu pokory i cierpliwości. Cnota cierpliwości tak ich przyodziewała, że często, cierpiąc zniewagi i obelgi, pobici i ogołoceni, niemający znikąd ochrony, znosili wszystko tak pokornie, że w ich ustach rozbrzmiewał tylko głos chwały i dziękczynienia”(Bess 2,28).

Franciszkowy sposób realizacji trzeciego błogosławieństwa dobrze odzwierciedla jego pokojowa koncepcja misji wśród niewiernych, realizowana przez obecność i świadectwo życia (por. 1Reg 16),5-6) oraz przekazane przez biografów liczne świadectwa łagodnych, przyjacielskich relacji z ludźmi, nawet w sytuacji konfliktu. Gdy pewnego razu pragnąc głosić kazania w Imoli, Biedaczyna udał się swoim zwyczajem najpierw do biskupa tego miasta, by prosić o stosowne pozwolenie, doświadczył bolesnego rozczarowania. Biskup wzgardził nędznie wyglądającym zakonnikiem i stanowczo odmówił. W tej sytuacji proszący skłonił pokornie głowę i wyszedł bez słowa. Jakież więc było zdziwienie biskupa, gdy niedługo potem ujrzał go znów przed sobą, jak spokojnie, z rozbrajającą ufnością powtórzył tą samą prośbę, dodając: „ Panie, jeśli ojciec wypędzi syna jednymi drzwiami, to musi on wrócić drugimi”(LegM VI,8,4). Biskup rozbrojony tą prostotą, z rozpromienioną twarzą uścisnął go i oznajmił: „Ty i twoi bracia otrzymujecie moje ogólne pozwolenie na głoszenie kazań w całej mojej diecezji, ponieważ zasługuje na to twoja pokora”(LegM VI,8,5). Dobroczynny wpływ cierpliwości i pokory na budowanie pozytywnych relacji konkluduje Napomnienie 27: „Gdzie jest cierpliwość i pokora, tam nie ma ani gniewu, ani zamętu”(Np 27).

 

Żyjącym w myśl trzeciego błogosławieństwa przyobiecana jest na własność ziemia. W przypadku św. Franciszka z Asyżu na wypełnienie obietnicy Jezusa nie trzeba było długo czekać. Skromny i pokorny Franciszek, który „wszelkimi sposobami uciekał przed podziwem, aby nie popaść w próżność”(Vb 34) w istocie posiadł ziemię i to nie tylko tą w Królestwie Niebieskim, ale też rodzinną - umbryjską, jako, że jeszcze za życia zdobył zaufanie i pociągnął tysiące dusz, które odnalazły przestrzeń realizacji ewangelicznego powołania w jednym z trzech zakonów franciszkańskich. Biedaczyna doczekał się czci i szacunku przynależnych niezwykłym osobistościom, a aurę świętości, jaka towarzyszyła mu pod koniec życia dobrze oddaje opis Celano: „Gdy wchodził on do jakiegoś miasta lub wioski, wiele razy ludność przyjmowała go uroczyście dzwonieniem dzwonów, a wszyscy wychodzili mu naprzeciw idąc z gałązkami drzew (…) Ludzie przynosili mu chleby do pobłogosławienia, które przechowywane przez długi czas po samym spróbowaniu uzdrawiały z różnych chorób”(Vb 32).

 



[1] Wszystkie cytaty z Pisma Świętego według: Biblia Tysiąclecia, wyd.V, Pallotinum, Poznań 2000.


błogosławiony smutny... św. Franciszek z Asyżu

 

Błogosławiony, który się smuci… Franciszek z Asyżu

„Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni”(Mt 5,4)[1]. To błogosławieństwo oparte jest na przeciwstawieniu, inaczej niż pozostałe prezentujące relację wynikania. Następuje w nim przejście z jednego stanu w przeciwny, dotyka emocji nierozłącznie związanych z codziennością: radości i smutku, które występują jedno po drugim, niekiedy na zasadzie odwrócenia, przejścia z jednego stanu w alternatywny. Nieuporządkowana radość zwraca się przeciwko człowiekowi przechodząc w smutek, gdyż z natury jest czymś przemijającym. Nieuporządkowane emocje często towarzyszyły Franciszkowi , zanim spotkał Chrystusa i wszedł w proces nawrócenia. Otoczony rzeszą rówieśników organizował huczne zabawy, podczas których szukał akceptacji, potwierdzenia swojej wartości, uwagi. Później wstydził się tego i wspominał ten czas z żalem jako zmarnowany. Gdy po powrocie z niewoli w Perugii stopniowo odzyskał zdrowie, zdumiał się, że piękno przyrody, które dotychczas dawało mu tyle zadowolenia, przestało go cieszyć. Według relacji Tomasza z Celano: „Kiedy już trochę odżył, i celem odzyskania zdrowia, zaczął chodzić po domu tu i tam, podpierając się laską, pewnego dnia wyszedł na pole i patrzył ciekawie na okolicę. Ale piękno pól, rozkoszny czar winnic i wszystko, co raduje oczy, zupełnie go nie ucieszyło. Przeto dziwił się nagłej swej zmianie i doszedł do wniosku, że bardzo głupi są amatorzy tych rzeczy. Od tego dnia zaczął się mało cenić i mieć w pewnej pogardzie to, co przedtem podziwiał i kochał”(VbF 5,3). Rozpoczęła  się w nim tajemnicza przemiana. Także nieco później, gdy szedł jak zwykle na czele rozkrzyczanego pochodu asyskiej młodzieży, niespodziewanie doświadczył wyobcowania. Pod wpływem Bożej łaski odłączył się od orszaku, a jego serce zostało zalane Bożą słodyczą. Wyrwany spośród młodzieńczej zabawy doświadczył nagle mistycznego stanu, który autor Relacji Trzech Towarzyszy opisał następująco: „I oto nagle nawiedził go Pan. Słodycz tak cudowna napełniła jego serce, że nie mógł ani mówić, ani poruszać się. Stało się dla niego rzeczą niemożliwą odczuwać czy słyszeć coś poza tą słodyczą, która sprawiła, że był tak nieczuły na doznania fizyczne, iż, jak sam później wyznał, nawet gdyby cięto go na kawałki, nie byłby w stanie ruszyć się z miejsca”(3Soc 7,4). Od młodości przyzwyczajony był do luksusów i jak sam później wyznał, „często pożywienie miał wykwintne i dobrane, gdyż nie tknąłby się nawet potraw, których nie lubił”(3Soc 22,2). Jednak gdy rozpoczął życie ubogie, nieraz zmuszony był posilać się jedynie użebranymi resztkami. Gdy skosztował ich po raz pierwszy, dostał mdłości, jednak głód i wysiłek przezwyciężenia słabości ciała spowodowały, że zgodnie z Relacją Trzech Towarzyszy :„wydawało mu się, że nigdy nie jadł podobnych przysmaków”(3Soc 22,9). Przemiana goryczy w słodycz i odwrotnie, towarzyszyła mu niekiedy podczas spotkań z ludźmi. Gdy słysząc komplementy dostrzegł niebezpieczeństwo próżnej chwały, natychmiast jej przeciwdziałał: „Po wiele razy, kiedy wynoszono go za pomocą pochwał, zaraz bolał i wzdychał, wywołując na ich miejsce uczucie goryczy”(Mem 130,3).

Niekiedy działanie łaski wprowadzało go w stan ambiwalencji, jak wtedy, gdy w przypływie duchowej radości podnosił z ziemi dwa patyki i improwizując grę na skrzypcach, chwalił Boga śpiewając po francusku. Ta niespodziewana euforia zwykle skończyła się łzami współczucia dla męki Pana (por. CAss 38).

Jezus dał początek nowemu rodzajowi przyjemności, która nie poprzedza smutku, ale następuje po nim, jako owoc. W Ewangelii to radości, spełnionemu życiu, przysługuje ostatnie słowo. Doświadczenie przejścia ze smutku w radość stało się momentem kluczowym w nawróceniu Franciszka, do czego został przygotowany przez  wcześniejsze objawienie: „Rzekł mu Pan w duchu: „Franciszku, zamieniłeś już miłość cielesną i próżną na duchową; jeśli chcesz Mnie poznać, bierz to, co gorzkie za słodkie, wzgardź samym sobą; dokonaj tego odwrócenia porządku, a zacznie ci smakować to, o czym ci mówię”(Mem 9,7). Owo odwrócenie porządku dokonało się podczas spotkania z trędowatym. Franciszek, który dotąd skutecznie unikał trędowatych brzydząc się ich chorobą i nie rozumiejąc ich beznadziejnego położenia, z pomocą łaski Bożej przezwyciężył lęk i wstręt, obdarzył trędowatego jałmużną oraz pocałunkiem, okazując mu szacunek dla jego ludzkiej godności. To wydarzenie zmieniło dotychczasową optykę Franciszka, który w trędowatym dostrzegł Chrystusa, z miłości biorącego na siebie trąd ludzkiego grzechu i oddającego życie, by przywrócić je człowiekowi. Urzeczony kenozą i miłością Syna Bożego, Biedaczyna zdecydował się odtąd żyć wśród ubogich i trędowatych i każdego dnia oddawać swe życie w łączności z ofiarą Zbawiciela. Tak wspomina to wydarzenie w Testamencie: „gdy byłem w grzechach, widok trędowatych wydawał mi się bardzo przykry. I Pan sam wprowadzał mnie między nich, a okazywałem im miłosierdzie. I kiedy odchodziłem od nich, to, co wydawało mi się gorzkie, zmieniło mi się w słodycz duszy i cała, i potem nie czekając długo, porzuciłem świat”(T1-3). Franciszkowe porzucenie świata nie było jednorazowym aktem, ale powolnym procesem przemiany dotychczasowego myślenia i wartościowania, dokonującym się dzięki Bożej łasce i uważnemu wsłuchiwaniu się w Słowa Ewangelii: „To co było gorzkie dla ciała, przyjmował zawsze jako słodycz, ponieważ nieustannie czerpał niezmierzoną słodycz z pokory i postępowania Syna Bożego” (SpPerf 91,7). Niedługo po niespodziewanym spotkaniu z trędowatym udał się do leprozorium, by tam z pietyzmem pochylać się nad cierpiącymi: „i przebywał z nimi, bardzo pilnie służąc im wszystkim ze względu na Boga. Mył im nogi, obwiązywał wrzody, oczyszczał ze zgnilizny rany i obcierał ropę. Nawet z godnym podziwu oddaniem całował ich owrzodzone rany”(VbF 6, 3-5). Zrozumienie sensu zbawczego cierpienia Chrystusa nie tylko nauczyło Biedaczynę przyjmować cierpienie, ale wyzwoliło w nim odwagę zbliżania się do ludzi biednych i cierpiących oraz uwrażliwiło na ich zmagania. Dobrze przeżyty smutek uszlachetnia, czyni człowieka dojrzalszym, prawdziwszym i bardziej ludzkim. Źródła podają wiele tego przykładów: Franciszek pocieszający zrozpaczonych, opiekujący się trędowatymi, wspomagający ubogich. Gdy po samowolnej sprzedaży materiałów z magazynu ojca, w obawie przed karą ukrył się w niedostępnej grocie i gorąco przyzywał Bożej pomocy, po kilku tygodniach, „chociaż był w jamie i przebywał w ciemnościach, doznawał dogłębnej, niewypowiedzianej radości, dotychczas sobie nieznanej. Cały nią rozogniony porzucił jamę i jawnie wystawił się na złorzeczenia prześladowców” (VbF 10,7).

Roaul Manselli, rozważając Franciszkową drogę, zwrócił uwagę na jego trud poszukiwania sensu cierpienia. Biedaczyna zmagał się z chorobą i słabością już od dziecka. Liczne niedomagania ciała często krzyżowały mu plany: gdy chciał udać się Apulii, a następnie Ziemi Świętej. Do przewlekłych chorób ciała dołączyły nie mniej bolesne zmagania duchowe. Przebywanie wśród cierpiących, wyrzuconych na margines społeczny obligowało do stawiania Bogu odważnych pytań o przyczynę i sens cierpienia. „Chodzi nie tylko o spotkanie z krzyżem, ale również o zrozumienie, że ból Chrystusa jest nową wartością, która nadaje sens ubóstwu i odrzuceniu. Tylko ten ból jest w stanie nadać znaczenie ludzkim cierpieniom”[2].

Łukaszowa wersja tego błogosławieństw wprowadza zamiast smutku pojęcie płaczu: „Błogosławieni, którzy teraz płaczecie , albowiem śmiać się będziecie”(Łk 6,21)[3]. Ważne jest pytanie o motyw płaczu. Starożytni ojcowie podkreślają wartość łez pokuty i żalu za grzechy, które prowadzą do oczyszczenia i przemiany. Takie łzy skruchy Franciszek często wylewał podczas modlitwy i to nie tylko w początkach swego nawrócenia, gdy z żalem rozpamiętywał grzeszną młodość, ale także później, podczas samotnej modlitwy: „przepełniał lasy płaczem, skrapiał miejsca modlitwy łzami” (Legm IV,2,3). Symeon Nowy Teolog parafrazując to błogosławieństwo stwierdza, że „błogosławieni ci, którzy zawsze gorzko opłakują swoje grzechy, ponieważ ogarnie ich światło i przemieni gorzkie łzy w słodkie”[4]. Franciszek przyjmował łzy jako błogosławieństwo oczyszczające ducha i nawet, gdy pogłębiały one poważną chorobę oczu, nie unikał ich, twierdząc, że: „woli utracić wzrok zewnętrzny, aniżeli zrezygnować z łez, które oczyszczają wewnętrzne oczy, a którymi będzie mógł oglądać Boga i że nie może hamować odzyskanej nabożności ducha. Mąż oddany Bogu wśród potoków łez promieniował dziwną słodyczą i pogodą wewnętrzną i zewnętrzną, która malowała się na jego twarzy, a równocześnie z powodu czystości świętego sumienia cieszył się tak wielkim namaszczeniem radości, że duchem nieustannie wznosił się ku Bogu”(Legm III,3,3-4).

Niektórzy współcześni autorzy proponują motyw egzystencjalny: płacz tych, którzy smucą się z powodu ogromu cierpienia i grzechu na świecie. Taki smutek nie był Franciszkowi obcy, płakał bowiem przejęty troską o zbawienie dusz: „Gorliwość o zbawienie bliźnich, wypływająca z żaru miłości, jak ostry i ognisty miecz przenikała jego wnętrze do tego stopnia, że wydawało się, iż ten mąż robił wrażenie, jakby był samą gorliwością, płonącą żarem współzawodnictwa, cierpieniem współczującego smutku. Gdy widział, że dusze odkupione ceną Krwi Jezusa Chrystusa splamił jakikolwiek grzech, to jakby był przebity dziwnym grotem bólu. Pod wpływem żarliwego współczucia bardzo płakał i jak matka codziennie rodził je w Chrystusie. To było źródłem jego łez podczas modlitwy, stąd płynął zapał w głoszeniu kazań i nawet osobliwe okazje w dawaniu przykładu, a to dlatego, że nie uważałby siebie za przyjaciela Chrystusa, gdyby nie troszczył się o dusze, które On odkupił”(Legm III,8,1-3). Franciszkowy płacz rozumiany jako współcierpienie z Chrystusem ma swą genezę w mistycznym spotkaniu w San Damiano: „Odtąd jego świętą duszę przebiło współcierpienie z Ukrzyżowanym, i jak można zbożnie sądzić, wycisnęły się wówczas na jego sercu, choć jeszcze nie na ciele, stygmaty czcigodnej Męki”(Mem 10,8). Według Celano: „Od tego czasu nie mógł powstrzymać się od płaczu. Nawet głośno płakał nad męką Chrystusa, jakby zawsze miał ją przed oczyma”(Mem 11,6). Wrażliwość na czyjąś krzywdę i cierpienie towarzyszyły Franciszkowi stale. Litował się nie tylko nad ludźmi lecz także nad zwierzętami, a nawet przyrodą nieożywioną.

 Błogosławieństwo dotyczy także tych, którzy tęskniąc za niebieską ojczyzną nie znajdują trwałego miejsca na ziemi, lecz żyją na niej jako obcy i przybysze. Gdy Franciszek rozsyłał swych braci do prowincji pouczał, by „szli przez świat jak przybysze i pielgrzymi” (por. De inceptione 40,4). W Testamencie umieścił zapis: „Niech bracia strzegą się, aby wcale nie przyjmowali kościołów, ubogich mieszkań i wszystkiego, co się dla nich buduje, jeśli się to nie zgadza ze świętym ubóstwem, które ślubowaliśmy w regule, goszcząc w nich zawsze jak obcy i pielgrzymi”.

Franciszek dostrzegał niebezpieczeństwo trwania w smutku i przygnębieniu, a utożsamiając je z konsekwencją grzechu i działaniem złego ducha, reagował natychmiast upominając braci: „Dlaczego z powodu swoich grzechów okazujesz na zewnątrz smutek i ból? Smutek ten zachowaj między Bogiem a tobą, módl się do Niego, by przez swoje miłosierdzie przebaczył ci i przywrócił twojej duszy radość swego zbawienia” (SpPerf 96,5-6). Wierzył, że radosne usposobienie braci jest ważnym elementem świadectwa, stąd w regule zalecił: „ I niech strzegą się, by swym zewnętrznym wyglądem nie robili wrażenia smutnych i posępnych obłudników, lecz niech okazują się radosnymi w Panu i pogodnymi, i życzliwymi”(1Reg 7,16). Z okazywaniem radości wiąże się Franciszkowa koncepcja bycia Bożymi kuglarzami[5]. Poznając w młodości dworską kulturę szlachty i rycerstwa oraz podzielając zachwyt ich wzniosłymi ideałami, wzmocnionymi przez zetknięcie się z trubadurami (trouveres) oraz często pogardzanymi, choć także chętnie słuchanymi dostawcami taniej rozrywki - ulicznymi błaznami (ioculatores).Zrobili na nim tak duże wrażenie, że później głosząc pokutę niejednokrotnie nawiązywał do ich egzaltowanego, osobliwego sposobu komunikowania. Wykorzystał śpiew i sztukę teatralną skutecznie wpływając na nastroje i emocje słuchaczy. Chciał przez to w sposób jasny i prosty dotrzeć z ewangelicznym przesłaniem do możliwie szerokiego grona odbiorców

Zgodnie z obietnicą błogosławieństwa, Franciszek wielokrotnie doświadczył Bożej pociechy. Tak opisał to św. Bonawentura: „Któregoś dnia, gdy w samotności opłakiwał swoje lata rozważając z goryczą, napełniła go radość Ducha Świętego i otrzymał zapewnienie o zupełnym odpuszczeniu wszystkich win” (LegM III, 6,2). Gdy udręczony bólem oczu bezskutecznie prosił jednego z braci, by odśpiewał mu Pochwałę stworzeń przy akompaniamencie cytry, sam Bóg sprawił cudownie, że nagle dał się słyszeć przyjemny dźwięk instrumentu, przynoszący ukojenie (por. CAss 66). Zwierciadło doskonałości wskazuje jeden z motywów, dla którego Święty ułożył Pieśń słoneczną: „błogosławiony Franciszek podczas swojej choroby ułożył Pochwały Pana, które niekiedy kazał recytować swoim towarzyszom na chwałę Pana i dla pociechy swojej duszy, a także ku zbudowaniu bliźniego”(SpPerf 66,5). Gdy cierpienia fizyczne i duchowe stały się tak dotkliwe, że Biedaczynie wydawało się, że nie udźwignie ich ciężaru, został pocieszony obietnicą Królestwa Bożego (CAss 100). Mając tak wyraźne doświadczenie pociechy ze strony Boga, Franciszek wielokrotnie i na różne sposoby pocieszał przygnębionych i udręczonych. Zapamiętali to dobrze jego bracia, którzy zaświadczyli: „Współczując bowiem, mówił do nich nie jak sędzia, lecz jak miłosierny ojciec do synów i dobry lekarz dla chorych, umiejąc cierpieć z cierpiącymi i smucić się z udręczonymi”(3Soc 59,6), co zdaje się potwierdzać Tomasz z Celano: „Prawie że nie było takiego brata, dotkniętego niepokojem ducha, który by pod wpływem żaru jego mowy nie pozbył się wszelkiego mroku i nie odzyskał pogody ducha”(VbF 46,10).



 

 



[1] Biblia Tysiąclecia,wyd.5, wyd. Pallotinum, Poznań 2000.

[2] Raoul Manselli, Św. Franciszek z Asyżu. Editio maior, wyd. Bratni Zew, Kraków 2006, str.454.

[3] Biblia Tysiąclecia, wyd.5, wyd. Pallotinum, Poznań 2000.

[4] R.Cantalamessa OFM Cap, Osiem stopni do szczęścia. Błogosławieństwa ewangeliczne, wyd. Serafin, Kraków 2009, str. 47.

[5] Por. Raoul Manselli, Św. Franciszek z Asyżu. Editio maior, wyd. Bratni Zew, Kraków 2006, str.223 nn.

Bracia Mniejsi- jedna duchowość, trzy sposoby jej realizacji

  Bracia Mniejsi- jedna duchowość, trzy sposoby jej realizacji Pomysł na cykl artykułów na temat braci mniejszych, publikowanych ostatnio ...