Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modlitwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą modlitwa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 września 2025

Zachęta do uwielbienia Boga

 

Franciszkowa Zachęta do uwielbienia Boga

Spośród 29 pism[1] św. Franciszka z Asyżu Zachęta do uwielbienia Boga (Z) jest stosunkowo mało znana, a ze względu na  bogactwo treści, ciekawą genezę oraz to, co pośrednio przekazuje nam o duchowości Biedaczyny, warto przyjrzeć się jej bliżej, szczególnie w czasie, gdy świętujemy 800-lecie powstania Pieśni słonecznej, której Zachęta wydaje się być zwiastunem. Zgodnie z relacjami świadków tekst modlitwy został napisany przez Franciszka własnoręcznie, zitalianizowaną łaciną  na drewnianej tablicy, w pustelni Cesi di Terni, położonej 10 km od Rzymu. Następnie polecił ozdobić tablicę wyobrażeniami różnych stworzeń. Choć franciszkańska pustelnia do dziś istnieje i służy pielgrzymom poszukującym zacisznego miejsca odpoczynku i kontemplacji, to bezcenny autograf Franciszka początkowo umieszczony jako antependium w kaplicy pustelni zaginął. Tekst pieśni, w której Franciszek wzywa stworzenia do uwielbiania Stwórcy  jest znany dzięki zachowanym dokumentom[2] i należy do utworów, których Franciszek jest autorem nie tekstu, a kompozycji wersetów z Pisma Świętego i liturgicznych. Stanowi dowód jego umiłowania stworzenia, ducha braterstwa, a także preludium do powstałej później Pochwały stworzeń, uzupełniając ją zaproszeniem do wychwalania Boga przez zwierzęta: „wszystkie ptaki powietrzne, chwalcie Pana”(Z 12) oraz ludzi (Z 8.13.14). Bezpośrednie odniesienie do Maryi i archanioła Michała związane jest prawdopodobnie z tym, że kościółek przy pustelni poświęcony był, podobnie jak Porcjunkula, Matce Bożej Anielskiej, a nawet  fizycznie do niej podobny. Sama pustelnia Cesi di Terni w Umbrii, tak jak Porcjunkula, została Franciszkowi podarowana przez benedyktynów w 1213 roku. Zarówno Zachęta do uwielbiania Boga, jak i Pochwała stworzeń stanowią dowód ogromnej wrażliwości Biedaczyny na piękno i są owocem kontemplacji piękna i mądrości  Boga w stworzeniu, jak zauważył to Julian ze Spiry: „pilnie obserwował czynności [stworzeń] i cokolwiek godnego podziwu, przyjemnego lub wartościowego w nich mógł dostrzec, kierował na chwałę Stwórcy wszystkich rzeczy. Zauważmy, że w słońcu, księżycu, firmamencie i gwiazdach, w żywiołach i w ich skutkach czy też ozdobach; jak, mówię, rozważając we wszystkim tym potęgę, mądrość i dobroć Stworzyciela wszystkiego, czerpał z tego prawdziwe poznanie, słodycz i łaskę (…) I ponieważ wszystko odnosił do Tego, który jest początkiem wszystkiego, dlatego wszystko nazywał imieniem „brat” (Jl 44,3-8). Żarliwa miłość do Boga i pragnienie oddania Mu chwały przynaglały go, by wzywać całe stworzenie do wychwalania Boga. Pierwszy biograf zaświadczył: „Gdy napotykał dużo kwiatów, przemawiał do nich i zapraszał je do chwalby Pańskiej, tak jakby miały rozum. Podobnie, z najczystszą szczerością zachęcał do miłości i do radosnej służby Bożej zasiane zboża i winnice, kamienie i lasy, i całe piękno pól, źródła wód i zielone ogrody, a także ziemię i ogień, powietrze i wiatr” (VbF 81,3-4). Do historii przeszło Franciszkowe kazanie do ptaków, które żarliwie namawiał do wdzięczności i wychwalania Boga: „Bracia moi, ptaki, powinniście bardzo chwalić waszego Stworzyciela, który odział was piórami i dał wam skrzydła, abyście mogły latać, stworzył czyste powietrze i żywi was bez waszej pracy”(VbF 58,6). Oczywiście pierwszym adresatem Franciszkowych zachęt do wychwalania Boga był człowiek, jako korona stworzenia, często jednak  zapominający o wdzięczności i uwielbieniu swego Stwórcy. Do niego Franciszek kieruje z wyrzutem słowa: „Człowieku, zastanów się, do jak wysokiej godności podniósł cię Pan Bóg, bo stworzył cię i ukształtował według ciała na obraz umiłowanego Syna swego i na podobieństwo według ducha. I wszystkie stworzenia, które są pod niebem, służą na swój sposób swemu Stwórcy, uznają Go i słuchają lepiej niż ty. I nawet złe duchy nie ukrzyżowały Go, lecz to ty wraz z nimi ukrzyżowałeś Go i krzyżujesz nadal przez upodobanie w wadach i grzechach”(Np 5). Jedną z pierwszych modlitw, których nauczył braci była modlitwa pochwalna Wielbimy Cię, która stale im towarzyszyła, co jak to wspominają Trzej towarzysze: „Gdy zaś napotkali kościół albo krzyż pochylali się do modlitwy i pobożnie mówili: „Wielbimy Cię, Chryste i błogosławimy Cię we wszystkich kościołach, które są na całym świecie, gdyż przez krzyż swój święty odkupiłeś świat. Wierzyli bowiem, że znajdują dom Boży, ilekroć spotkają krzyż lub kościół” (3Soc 37,2-3). Św. Bonawentura dodaje: „Uczył ich także wielbienia Boga we wszystkich i na podstawie wszystkich stworzeń”  (LegM IV,3,5). W regule Franciszek wzywa wszystkich braci do wielbienia Boga oraz sugeruje słowa zachęty, którą mogą głosić napotkanym ludziom:  „I tę lub tego rodzaju zachętę i uwielbienie wszyscy bracia moi - kiedy zechcą - mogą głosić wśród jakichkolwiek ludzi z błogosławieństwem Bożym: bójcie się i czcijcie, chwalcie i błogosławcie, dzięki czyńcie i uwielbiajcie Pana Boga wszechmogącego w Trójcy i Jedności, Ojca i Syna, i Ducha Świętego, Stwórcę wszystkich rzeczy” (1Reg 21,1-2). Świadomy swej grzeszności ucieka się nawet  do wstawiennictwa Chrystusa, Maryi oraz wszystkich świętych (por. 1 Reg 23,5-6), by to oni w imieniu braci mniejszych godnie oddali Bogu należną Mu cześć. Sam będąc tym, który „trwał na modlitwie przez większą część dnia i nocy”(CAss 119,20) zachęca innych do postawy ciągłej adoracji: „wszędzie, na każdym miejscu, o każdej godzinie i o każdej porze, codziennie i nieustannie wierzmy wszyscy szczerze i pokornie, nośmy w sercu i kochajmy, czcijmy, uwielbiajmy, służmy, chwalmy i błogosławmy, wychwalajmy i wywyższajmy, wysławiajmy i dzięki składajmy najwyższemu Bogu wiecznemu, Trójcy i Jedności, Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu, Stwórcy wszystkich rzeczy i Zbawicielowi wszystkich w Niego wierzących, ufających i miłujących Go, Temu, który nie ma początku i końca, który jest niezmienny, niewidzialny, nieomylny, niewysłowiony, niepojęty, niezgłębiony, błogosławiony, chwalebny, przesławny, wywyższony, wzniosły, najwyższy, słodki, godny miłości, ukochany i cały pożądany ponad wszystko na wieki. Amen”(1Reg 23,11). Wezwanie do oddawania Bogu należnej chwały umieścił także w liście  do wiernych, gdzie podobnie jak w Pieśni Słonecznej  apeluje do wszystkich  stworzeń: „Temu zaś, który tyle wycierpiał za nas, wyświadczył nam tyle dobra i wyświadczy w przyszłości, niech wszelkie stworzenie, które jest w niebie, na ziemi, w morzu i przepaściach, oddaje jako Bogu sławę, chwałę, cześć i błogosławieństwo” 2LW 61). Następnie zachęta przechodzi w zachwyt i uwielbienie, które zdają się nie mieć końca: „ponieważ On jest naszą mocą i siłą, On sam jest dobry, sam najwyższy, sam wszechmocny, godny podziwu, sam przesławny i święty, godny chwały i błogosławiony przez nieskończone wieki wieków. Amen” (2LW62). Można odnieść wrażenie, że ten, który tak gorliwie zachęca innych do wielbienia, sam daje się porwać żarliwości własnych słów i zatraca się w szczęśliwym uwielbieniu, które oddaje potok słów, jak widzimy to też w 17 rozdziale pierwszej reguły. Natchnione wezwanie do modlitwy wieńczy gloryfikacja Boga: „I wszelkie dobro odnośmy do Pana Boga najwyższego i uznawajmy za Jego własność, i dziękujmy za wszystko Temu, od którego pochodzi wszelkie dobro. I On sam, najwyższy, jedyny i prawdziwy Bóg, niech ma, odbiera i otrzymuje wszelką cześć i uszanowanie, wszelkie uwielbienia i błogosławieństwa, wszelkie dziękczynienia i chwałę, On, który jest wszelkim dobrem, który sam jest dobry”(1Reg 17,17-18). W Liście do rządców narodów pokorny Biedaczyna  zwraca się z upomnieniem do wielkich tego świata. Gdy chodzi o szerzenie Bożej chwały, nie powstrzymuje go własna prostota, lecz odważnie zachęca: „I tak wielką cześć dla Pana rozszerzajcie wśród ludu wam powierzonego, aby każdego wieczoru na głos herolda lub na inny znak cały lud oddawał chwałę i dziękczynienie Panu Bogu wszechmogącemu” (LRz 7).

Postawa wdzięczności i uwielbienia charakteryzowała Franciszka, świadcząc o Jego miłości i  zachwycie Bogiem oraz szacunku wobec  Jego Boskich przymiotów, zgodnie ze świadectwem Anonimu z Perugii: „całe bowiem serce dał swemu Bogu Stwórcy, kochał Go całym sercem, całą duszą i całą swą istotą. Nosił Boga w sercu, sławił ustami, wychwalał swymi uczynkami. A jeśli ktoś wymienił imię Boga, on powiadał tak: „Niebo i ziemia powinny kłaniać się na to imię”(De inceptione 47,2-4).

Spośród  12 modlitw[3], zebranych w Pismach św. Franciszka, jedynie dwie to modlitwy prośby (MpK, wszechmogący wiekuisty…), cztery mają słowo uwielbienie w tytule (PSł, KLUw, Z, MP). Dodatkowo modlitwy uwielbienia Boga i Maryi  znajdujemy w listach, testamencie i regule. W Oficjum o Męce Pańskiej, którą Franciszek skomponował z wersetów psalmów, często powracają wezwania do uwielbiania Boga oraz modlący się sam uwielbia go słowami psalmów. Modlitwa liturgiczna była dla Franciszka bardzo ważna, o czym sam zaświadczył w Testamencie: „Oficjum odmawialiśmy my, klerycy, jak inni duchowni”(T 18) oraz: „I chociaż jestem człowiekiem prostym i chorym, pragnę jednak mieć zawsze kleryka, żeby mi odmawiał oficjum, jak przepisuje reguła” (T 29). Miał świadomość, że recytując psalmy zwraca się bezpośrednio do Boga i czyni to w łączności z całym Kościołem, co odzwierciedlała jego postawa: „Święty mąż z wielką bojaźnią i pobożnością odprawiał modlitwy Godzin kanonicznych. Chociaż cierpiał z powodu choroby oczu, żołądka, śledziony i wątroby, nie chciał jednak podczas odmawiania psalmów opierać się o mur czy o ścianę, lecz modlił się zawsze w postawie stojącej i bez nakrywania głowy kapturem, nie rozglądając się i dokładnie wymawiając wszystkie słowa. Gdy czasem był w drodze, wówczas się zatrzymywał i nawet gdy mocno padał deszcz, nigdy nie zaniedbywał tego czcigodnego i świętego przyzwyczajenia” (LegM X, 6,1-3).

Tą miłość do liturgii godzin starał się zaszczepić w braciach. W regule nakazuje: „Klerycy niech odmawiają oficjum Boskie według przepisów Kościoła  Rzymskiego”(2Reg 3,1), w Liście do zakonu napomina „by klerycy odmawiali oficjum z pobożnością wobec Boga, nie tyle zważając na melodyjność głosów, co na harmonię ducha, aby głos zgadzał się z duchem, a duch z Bogiem, żeby mogli przez czystość serca przejednać Boga, a nie miękkością głosów pieścić uszy ludzkie”(LZ 41-42). O duchowej motywacji, jaka według Biedaczyny powinna towarzyszyć modlitwie liturgicznej braci, informuje nas notatka w kodeksie 338, znajdującym się w bibliotece Sacro Convento[4] informująca, że Franciszek rozpoczynał każdą godzinę modlitwą: „O najświętszy Ojcze…”[5], a następnie po odmówieniu „chwała Ojcu…” recytował modlitwy pochwalne, które sam ułożył: „święty, święty…”[6]. Stanowią one uwielbienie Trójcy świętej i mogą być odmawiane we wspólnocie na wzór psalmu responsoryjnego,  ze względu na powtarzający się dziesięciokrotnie refren: „I chwalmy i  błogosławmy  Go na wieki”. Dwie doksologie dzielą modlitwę na trzy części: pierwsza to pochwała świętości oraz pokory i wielkości Boga, w drugiej zaprasza wszystkie stworzenia do oddawania Bogu należnej czci, w trzeciej natomiast powraca do spoczynku w Bogu i kontemplacji: „Wszechmogący, najświętszy, najwyższy i największy Boże, wszelkie dobro, największe dobro, całe dobro, który sam jesteś dobry, Tobie pragniemy oddawać wszelką sławę, wszelką chwałę, wszelką wdzięczność, wszelką cześć, wszelkie błogosławieństwo i wszelkie dobra. Niech się stanie. Niech się stanie. Amen”(MP 11). Widoczne jest jak oddawana dotąd chwała zwielokrotnia się, a wymienione na początku przymioty Boga wyrażone zostają w stopniu wyższym: najwyższy, największy, najświętszy…

Uwielbienie było dla Franciszka sposobem oddawania przez słowa dobra, które otrzymał od Boga: „Błogosławiony sługa, który Panu Bogu oddaje wszystkie dobra, kto bowiem cokolwiek zatrzymałby dla siebie, ukrywa w sobie pieniądze Pana Boga swego”(Np 18,2). Także zrozumienie i pociechę otrzymane na modlitwie składał w ofierze dziękczynnej Bogu, by i te Jego dary nie obciążyły serca na wskutek zawłaszczenia: „Kiedy sługa Boży na modlitwie dozna jakiejś nowej pociechy, skutkiem nawiedzenia przez Pana, wtedy zanim zakończy modlitwę winien wznieść swe oczy ku niebu i ze złożonymi rękami powiedzieć Panu: Panie, tę pociechę i słodycz zesłałeś z nieba mnie niegodnemu grzesznikowi. Ja odsyłam Ci ją, abyś mi ją zachował, gdyż ja jestem rabusiem Twego  skarbu”(Mem 99).

Warto przyjrzeć się okolicznościom powstania Franciszkowych uwielbień, bo one wiele mówią o jego relacji z Bogiem i motywach Jego wychwalania. Uwielbienie Boga Najwyższego to licząca ponad trzydzieści wezwań pochwała Boga  napisana własnoręcznie przez Franciszka  na Alwerni, niedługo po otrzymaniu stygmatów. Pergamin zawierający tekst uwielbienia wraz z krótkim błogosławieństwem miał być pociechą i wzmocnieniem dla brata Leona dręczonego wówczas uciążliwą pokusą duchową. (por. Mem 49). Autograf uwielbienia przechowywany jest w Sacro Convento w Asyżu,  jako bezcenna relikwia. Brat Leon umieścił na nim notatkę będącą poświadczeniem autentyczności dokumentu, wskazującą na motyw napisania, jakim była wdzięczność Bogu: „po widzeniu i przemówieniu Serafina i wyrażeniu się stygmatów na jego ciele, ułożył te uwielbienia napisane na drugiej stronie i własną ręką napisał, dziękując Bogu za dobrodziejstwo mu wyświadczone”[7] . Napisana rok później Pochwała Stworzeń to także hołd wdzięczności za obietnicę życia wiecznego oraz wezwanie do wdzięczności za dobrodziejstwo stworzenia: „Zatem ja muszę się odtąd bardzo cieszyć z moich cierpień i utrapień, umacniać się w Panu i dziękować zawsze Bogu Ojcu i Jedynemu Jego Synowi Panu naszemu Jezusowi Chrystusowi i Duchowi Świętemu za udzielenie mi tak wielkiej łaski i błogosławieństwa, że mianowicie przez swoje miłosierdzie zechciał mnie, swego niegodnego sługę, żyjącego jeszcze w ciele, zapewnić o [udziale w] swoim królestwie. Dlatego chcę na Jego chwałę i dla naszego pocieszenia oraz dla zbudowania bliźniego ułożyć nową „Pochwałę Pana”, [mówiącą] o Jego stworzeniach, z których codziennie korzystamy i bez których nie możemy żyć, a w których rodzaj ludzki bardzo obraża Stwórcę i codziennie jesteśmy niewdzięczni za tak wielką łaskę, ponieważ nie chwalimy za nią naszego Stwórcy i ich dawcy tak jak byśmy powinni”(CAss 83,20-22). Często uwielbienie Franciszka było bardzo spontaniczne i wyraźnie pod wpływem Ducha Świętego. Według Celańczyka: „Zawsze bowiem, kiedy napełniał go żar Ducha Świętego, wyrzucał z siebie na zewnątrz gorące słowa, mówiąc po francusku”(Mem 13,7). Opisuje też wydarzenia, których sam był świadkiem, jak Biedaczyna brał z  ziemi patyk, kładł na lewym ramieniu, w prawej trzymał kabłąk przewiązany nicią i niczym po skrzypcach ciągnął nim po patyku wykonywał odpowiednie ruchy, śpiewając po francusku pochwały na cześć Pana (por. Mem 127). Warto też zwrócić uwagę na Pochwałę cnót, specyficzny utwór Franciszka, należący do gatunku pieśni pochwalnych (laudes), gdzie Franciszek uosabia cnoty, nazywając je w dworski sposób  paniami i przeciwstawiając im odpowiednie wady. Zgodnie z jego zamysłem bracia mniejsi, niczym Boży kuglarze, wędrowali przez świat zachęcając słowami pieśni do pokuty i zarażając napotkanych ludzi swą radością (por. SpPerf 100,19).

Formując pierwszych braci Franciszek powtarzał im, by „od czasu do czasu głosili drogę zbawienia i udzielali zbawiennych rad, szczególnie  poświęcili się modlitwie i dziękczynieniu”(3Soc 55,7). Niezwykle cenne jest świadectwo o życiu pierwszych braci zawarte w  kronice hagiograficznej Anonim z Perugii: „Zawsze w dzień pilnowali modlitwy i pracy ręcznej, żeby zupełnie pozbyć się wszelkiego lenistwa, wroga duszy. A nocami, z równą pilnością wstawali o północy i modlili się z wielką pobożnością, a często ze łzami”(De inceptione 25,2). Bernard z Bessy zdaje się potwierdzać: „w ich ustach rozbrzmiewał tylko głos chwały i dziękczynienia. Nigdy nie ustawali w chwaleniu Boga i rozważając w codziennym rachunku sumienia to, co zrobili, za dobro składali dziękczynienie, a jęki i łzy za zaniedbania i grzechy nierozważnie popełnione”(BKp 2,28). Franciszek przekonany, że został dany braciom jako wzór postępowania: „trzeba, abym był wzorem i przykładem dla wszystkich braci”(CAss 108,2),  zdawał sobie sprawę z mocy świadectwa, stąd pragnął, by przykładne życie jego braci pobudzało innych do chwalenia Boga: „Mówił: Wasze zachowanie wśród ludu ma być takie, żeby każdy, kto was zobaczy lub usłyszy, chwalił i wysławiał Ojca naszego, który jest w niebiesiech. Było bowiem jego wielkim pragnieniem, żeby on sam i jego bracia zawsze dokonywali takich czynów, dzięki którym Pan byłby chwalony” (De inceptione 38,5). Podobnie w Liście do zakonu zaprasza braci: „Wysławiajcie Go, bo dobry i wywyższajcie Go w uczynkach waszych , bo po to posłał was na cały świat, abyście słowem i czynem dawali świadectwo Jego głosowi i przywiedli wszystkich do poznania, że oprócz Niego nie ma Wszechmocnego” (LZ 8-9).

s. Chrystiana Anna Koba CMBB


fot. Małgorzata Stokłuska, Chartula

 

 

 

 



[1] Według C. Paolazzi, różni badacze podają różną liczbę, choć zbliżoną do 30.

[2] L. Lehmann OFM Cap, św. Franciszek, mistrz modlitwy. Komentarz do modlitw św. Franciszka z Asyżu,  wyd. Głos o.Pio, Kraków 2003, str. 46.

[3] Różni badacze podają różną, choć przybliżoną do 12 liczbę.

[4] L.Lehmann OFM Cap, Od modlitwy do kontemplacji. Franciszkańska praktyka modlitwy obecności, wyd. Serafin 2021, str. 52.

[5] Wykład modlitwy Ojcze nasz (On).

[6] Modlitwy pochwalne odmawiane we wszystkich Godzinach.

[7] W. Block OFM Cap, Franciszek z Asyżu i jego bracia, wyd. Bratni Zew, Kraków 2017, str. 145.

poniedziałek, 6 stycznia 2025

samotność pełna obecności Boga

 

Samotność pełna obecności Boga

Pierwsze świadome poszukiwanie samotności w życiu św. Franciszka z Asyżu miało miejsce w początkach nawrócenia, gdy doświadczony chorobą po opuszczeniu więzienia w Perugii, zgodnie z zapisem pierwszego biografa: „ Skruszony długą chorobą, jak na to zasługuje taki upór ludzki (…) wszedł w siebie i zaczął się zastanawiać”(VbF 3,2). Kolejnym bodźcem do poszukiwania izolacji był Boży nakaz otrzymany w Spoleto: „wróć do ziemi twojej, ponieważ widzenie, które miałeś, jest zapowiedzią dzieła duchowego, które wypełni się w tobie z woli Bożej, a nie ludzkiej”(Leg M I,3,7). Franciszek posłuszny głosowi zarzucił plany rycerskich podbojów i oddał się rozmyślaniom nad sensem życia i swoją przyszłością. Próbował odsunąć się od spraw handlowych i hałaśliwego towarzystwa rówieśników (por. Leg M I,4). W samotności rozeznawał swoje powołanie, co wiązało się z walką duchową i konkretnym cierpieniem: „ Żył jednak w strasznych cierpieniach i wielkiej udręce duszy, nie mogąc wycofać się z wprowadzenia w czyn tego, na co się zdecydował w sercu. Nacierały nań kolejno najróżniejsze myśli, a ich natarczywość wstrząsała nim coraz okrutniej. Wewnątrz bowiem płonął ogniem Bożym, nie mogąc ukryć okazania na zewnątrz żarliwości ducha. Żałował, iż niegdyś grzeszył tak ciężko, ale dawne czy obecne błędy straciły dla niego wszelką radość, nie miał jednak pewności, czy będzie wierny na przyszłość. Z tego też powodu, kiedy wychodził z groty, by wrócić do swego towarzysza, tak był zmęczony, że wydawało się, iż przemieniał się w innego człowieka”(3Soc 12,7). Na skutek decyzji o życiu w ubóstwie wszedł w konflikt z ojcem i zmuszony był szukać przed nim schronienia w oddalonej grocie. Samotny pobyt w tym miejscu miał charakter duchowych rekolekcji, gdyż poszcząc trwał na modlitwie i błagał ze łzami, „by Pan uwolnił go od szkodliwego prześladowania i (…) udzielił mu łaski potrzebnej do zrealizowania jego pobożnych życzeń”(3Soc 16,10). Gdy po około miesiącu opuścił swoje schronienie i powrócił do Asyżu, spotkał się ze strony mieszkańców z kpiną i agresją. Był jednak na tyle silny wewnętrznie, że „przechodząc jak głuchy pośród tych krzyków, niezłomny, nieporuszony żadną z tych krzywd, wyrażał Bogu wdzięczność”(3Soc 17,6), „nieporuszony ani słowami, ani niezłamany biciem ni więzieniem, znosząc wszystko cierpliwie, stał się jeszcze bardziej chętny i zdecydowany w dążeniu do świętego zamiaru”(3Soc 18,1). Kolejny, tym razem około -2-letni etap doświadczania samotności związany jest z początkami ewangelicznego życia, gdy w stroju pustelnika remontował zrujnowane kościoły w pobliżu Asyżu. Taki pokutniczy sposób życia w samotności nie trwał jedynie do momentu pojawienia się pierwszych naśladowców, bowiem Franciszek systematycznie, przez całe zakonne życie udawał się do pustelni, przynaglany oblubieńczą miłością do Chrystusa: „dzięki miłości Chrystusa starał się duchem pozostawać w obecności Boga i dlatego nieustannie się modlił” (LegM X,1).

Franciszkowe umiłowanie samotności i modlitwy trafnie oddaje plastyczny opis Tomasza z Celano: „jego największym staraniem było pozostać wolnym od wszystkiego, co jest na świecie, iżby nawet na jedną godzinę nie zburzyło mu pogody ducha coś, co uważał za proch i pył. Na wszystkie rozproszenia od zewnątrz okazywał się niewrażliwy i dlatego z całych sił powściągał zmysły zewnętrzne oraz trzymał na wodzy poruszenia ducha, przebywając z samym tylko Bogiem. Zagnieżdżał się w zagłębieniach skały, a w rozpadlinie przepaści jego zamieszkanie. Z prawdziwie szczęsnej pobożności pogrążał się w niebiańskich sferach, a pełen wyniszczenia cały zagłębiał się długo w ranach Zbawiciela. Dlatego często wybierał miejsca samotne, aby całkowicie móc kierować ducha do Boga”(VbF 71,2). Św. Bonawentura precyzuje motywy jego systematycznych pobytów w licznych eremach: „ Franciszek zrozumiał podczas modlitwy, że Duch Święty tym doskonalej obdarza ludzi swoją upragnioną obecnością, im bardziej są oni oddaleni od światowego hałasu”(LegM X,3,1). Nie mniej istotnym czynnikiem była wrażliwość na Boże natchnienia oraz wysoki poziom emocjonalności, który sprzyjał intymności w relacji z Bogiem i pragnieniu odosobnienia:„ Zawsze szukał miejsca samotnego, w którym mógłby zespolić ze swym Bogiem nie tylko ducha, ale i całe ciało”(Mem 94). Osobistej potrzebie bycia blisko Boga towarzyszyła troska o zbawienie bliźnich, ulżenie ich cierpieniu i głoszenie im Dobrej Nowiny, gdyż według Juliana ze Spiry: „Tam bowiem [pustelnie, samotna modlitwa] najpierw się nauczył tego, czego potem innych uczył. Nauczył się zaś nie tego, żeby w tym, co mówił, słowa starannie łączył, lecz tego, że ponad miarę ludzkiego wykształcenia, pijąc tak bardzo obficie ze zdroju nauki niebieskiej, stał się pełen nie słów raczej, lecz mocy Ducha, aby w odpowiednim czasie wytrysnąć dla bliźnich (Jl 57,6-7). Systematycznie udawał się na pustelnie, a przebywając wśród ludzi udawał się sam nocą do opuszczonych kościołów, by tam w ciszy kontemplować Boga. Ta nocna modlitwa niejednokrotnie związana była z walką z demonem, który nie tylko podsuwał mu różne pokusy, „ale i w jakiejś obrzydliwej postaci wręcz z nim walczył” (Jl 57,5). Św. Bonawentura umieścił w Legenda Maior opis pełnej ekspresji modlitwy Franciszka: „Mąż Boży, zaznając samotności i spokoju, przepełniał lasy płaczem i skrapiał łzami, bił się w piersi i w najskrytszych miejscach poufale rozmawiał z Panem. Tam odpowiadał Sędziemu, tam błagał Ojca, tam rozmawiał z Przyjacielem. Tam też był obserwowany przez braci, gdy usłyszeli donośny płacz, z jakim wstawiał się do Bożej łaskawości za grzesznikami i użalał się tak głośno, jakby naocznie widział mękę Pana” ((LegM X,4,1-2).

Z czasem Franciszek stworzył własną, specyficzną koncepcję podziału czasu: „Nauczył się bowiem tak roztropnie dzielić czas dany mu do zbierania zasług, że częściowo poświęcał go pracy dla dobra bliźnich, a częściowo skupieniu i kontemplacji. Dlatego według wymogów miejsc i czasów oddawał się staraniom o zbawienie innych, a później opuszczał zgiełkliwe tłumy, by udać się na spokojne miejsca w poszukiwaniu tajemnic samotności. Oddając się tam swobodnie Panu, oczyszczał proch, który mógł na nim osiąść, gdy przebywał wśród ludzi”(LegM XIII,1,2).

Do dziś Franciszkańskie eremy, jak Carceri, Greccio, La Verna, Poggio Bustone, La Foresta, czy Fonte Colombo, stanowią świadectwo ubóstwa i ascezy, ale przede wszystkim żarliwej miłości Franciszka do Chrystusa. Powtarzające się cyklicznie okresy samotności często połączone z postem oznaczają, że niemal 200 dni w ciągu roku spędzał w odosobnieniu, wiodąc życie pustelnicze. Dowodzi to, że zdecydowanie więcej czasu poświęcał kontemplacji, aniżeli czynnemu działaniu. Biografowie wskazują konkretne skutki tego niecodziennego stylu życia opartego w znacznej mierze na kontemplacji. Są to: zanurzenie w Bożej miłości: „ wydawało się, że cały jest pochłonięty płomieniami Bożej miłości”(LegM IX,1,1); opanowanie natury: „Wypracował w sobie to staranne skupienie się podczas modlitwy tak, że bardzo rzadko doznawał rozproszeń” (LegM X,6,7); głębokie poznanie Boga: „Nieustanne oddawanie się modlitwie połączonej z ustawicznym ćwiczeniem się w cnotach, doprowadziło męża Bożego do zdobycia tak wielkiej jasności umysłu, że chociaż nie był biegły w Piśmie Świętym przez swoje wykształcenie, to jednak z dziwną bystrością umysłu wnikał w jego głębię oświecony blaskiem wiecznego światła. Nieskalanym umysłem zgłębiał ukryte tajemnice, a tam, gdzie nie sięga rozumowe poznanie uczonych teologów, wkraczało mistyczne uczucie kochającego”(LegM XI,1,1-3); osiągnięcie wewnętrznej równowagi i pokoju: „święty przebywał sam ze sobą, chodził po przestrzeni swego serca, gotował w sobie godne Bogu mieszkanie”(VbF 43).

Jako dobry ojciec, zatroskany o losy synów, zawarł w swych Pismach liczne wskazówki pomagające braciom prowadzić głębokie życie kontemplacyjne, także pośród codziennych obowiązków. Są to: zachęty do milczenia: „niech starają się raczej, o ile Bóg da im łaskę, zachowywać milczenie” (1Reg 11,2); usilnego rozeznawania woli Bożej: „nic innego nie mamy czynić, tylko spełniać wolę Pana i Jemu samemu się podobać” (1Reg 22,9) oraz otwartości na Ducha Świętego: „nade wszystko powinni pragnąć posiąść Ducha Pańskiego wraz z jego uświęcającym działaniem”(2Reg 10,8). Do braci wędrujących przez świat skierował pouczenie: „Gdziekolwiek jesteśmy i wędrujemy, mamy celę ze sobą: celą jest bowiem brat ciało, a dusza jest pustelnikiem, który przebywa wewnątrz celi, aby modlić się do Boga i rozmyślać. Dlatego, jeżeli dusza nie pozostanie w spokoju i samotności swojej celi, niewielki pożytek przyniesie zakonnikowi cela zrobiona rękami” (CAss108).

Niekiedy do głębokiego spotkania Franciszka z Bogiem dochodziło w pełnych zgiełku miejscach publicznych, a wówczas zasłaniał się płaszczem, wykorzystując go niczym celę dającą schronienie przed ciekawskimi spojrzeniami. Gdy nie mógł tego uczynić, w poszukiwaniu intymności zasłaniał twarz rękawem: „zawsze odgradzał się czymś od otoczenia, aby nie poznali pieszczot Oblubieńca”(Mem 94).

Wielu braci zainspirowanych przykładem Franciszka, wybierało czasowo życie pustelnicze, koncentrując się na kontemplacji, np. brat Sylwester, czy brat Idzi, który w latach 1215-1216 wędrował od jednej pustelni, do drugiej, a jego życie eremickie obfitowało w doświadczenia mistyczne, podobnie jak św. Klary, która w klauzurze spędziła ponad 40 lat, motywowana zachętą Franciszka: „Nie oglądajcie się na życie, które płynie na zewnątrz, bo życie z ducha jest lepsze (ZUbP 3).

Cennym świadectwem życia eremickiego pierwszych braci jest Reguła dla pustelni. To dokument poświadczający radykalizm pierwszych braci mniejszych oraz nowość franciszkańskiej duchowości w Kościele, gdyż funkcjonowanie pustelni franciszkańskich, w których bracia mieszkali razem, inspirowane było ewangelicznym domem w Betanii, gdzie centrum stanowi Chrystus, a pozostali mieszkańcy usługują, lub są wsłuchani w Jego Słowo. Taka organizacja eremu stała się miejscem budowania ścisłych więzi rodzinnych i macierzyńskich między braćmi, zgodnie z pragnieniem Franciszka wyrażonym w Regule: „I gdziekolwiek bracia przebywają lub spotkaliby się, niech odnoszą się do siebie jak członkowie rodziny. I niech jeden drugiemu z zaufaniem wyjawia swoje potrzeby, jeśli bowiem matka karmi i kocha syna swego cielesnego, o ileż troskliwiej powinien każdy kochać i karmić swego brata duchowego” (2Reg 6,7-8). Życie wspólnotowe wymaga przełamywania egoizmu, rezygnacji z osobistych upodobań oraz akceptacji odmienności, by stworzyć przestrzeń rzeczywistego spotkania z drugim człowiekiem. Choć koegzystencja nie jest możliwa bez konfliktów i konfrontacji odmiennych poglądów i postaw, ostatecznie to zwyczajna droga dojrzewania człowieczeństwa i rozwoju miłości, stąd Franciszek wskazuje na wyższość braterstwa nad życiem pustelniczym: „I niech to ma dla ciebie większą wartość, niż życie w pustelni”(LM 8).

Tomasz z Celano opisał pustelniczą wspólnotę braci mniejszych z Hiszpanii żyjącą według Reguły dla pustelni : „ mieszkają w pewnej bardzo ubogiej pustelni. Ułożyli sobie życie tak, że połowa ich zajmuje się sprawami domowymi, a druga połowa poświęca się kontemplacji. Co tydzień zmieniają się w ten sposób, że część aktywna przechodzi do kontemplacji, a kontemplujący wracają do wykonywania pracy”(Mem 178,3). Zaznaczył, że gdy Franciszek usłyszał o ich sposobie życia, „z radości nie mógł się opanować”(Mem 178,14) i z wdzięcznością błogosławił Boga.

Źródła biograficzne podają też wiele szczegółów Franciszkowych pobytów na pustelni. Zestawione razem prezentują ciekawy obraz jego osoby i przekonań, np. udając się do miejsc samotnych zabierał ze sobą kilku braci, „aby bronili jego spokoju przed wszelkim zgiełkiem przychodzących do tego miejsca”(Jl 58,1). Gdy jedne ze świąt Wielkanocnych spędzał w pustelni tak daleko położonej od siedzib ludzkich, że nie mógł swym zwyczajem prosić okolicznych mieszkańców o jałmużnę, poprosił o nią swych braci (por. LegM VII,9), z kolei podczas świąt Wielkanocnych spędzanych w pustelni w Greccio, wzburzony obficie zastawionym stołem przyszedł w przebraniu żebraka i otrzymaną od braci jałmużnę zjadł siedząc na ziemi, by w ten sposób przypomnieć braciom o ich powołaniu do życia w ubóstwie i prostocie (por. Mem 61). Często pobyt Franciszka w pustelni połączony był z postem, jak wtedy, gdy w 1211 roku 40 dni samotnie przebywał na wyspie na Jeziorze Trazymeńskim i przez ten czas zjadł zaledwie połowę niewielkiego bochenka chleba (por. Atus 6). Według Actus: „ponieważ nie było tam żadnego mieszkania, gdzie mógłby głowę oprzeć, wszedł w pewien gęsty żywopłot, którego ciernie uczyniły jakby chatkę i trwał tam niewzruszony przez całe czterdzieści dni, nic nie jedząc ani nie pijąc”; czy podczas jednego z sześciu[1] pobytów na górze La Verna, gdzie w jednej celi spożywał posiłek, w innej zaś modlił się i odpoczywał (por. CAss 87); niekiedy powodowany potrzebą większej intymności i ochrony przed niedyskrecją ciekawskich, modląc się w celi, zasłaniał się dodatkowo parawanem zrobionym z mat, jak miało to miejsce w Porcjunkuli (por. CAss 54), czy San Damiano (por. CAss 83,10). W czasie odosobnienia oddawał pierwszeństwo Bożym natchnieniom i unikał spotkań nawet z braćmi: „ Święty Franciszek miał zazwyczaj spędzać cały czas w samotnej celi i wracać do braci powodowany wyłącznie koniecznością przyjęcia posiłku. Ale nie wychodził na posiłki w oznaczonych godzinach, ponieważ najczęściej opanowywał go całego nieodparty głód kontemplacji” (Mem 45), w innym miejscu jest wzmianka o tym, że „[został ustalony przez] świętego Ojca zwyczaj, że jeśli nie przychodził punktualnie w godzinie posiłku, a bracia chcieli zaczynać, zezwalał, aby bracia zasiadali do stołu i jedli”( CAss 74,5); przebywając po zakończeniu 40-dniowego postu w postelni Poggio Bustone, oskarżył się publicznie z hipokryzji, jako, że z powodu choroby musiał odstąpił od zwykłej surowości w umartwianiu się (por. Mem 131). Według Speculum Perfectionis: „Powiedział też raz do swoich towarzyszy: „W taki sposób chcę żyć w pustelniach i w innych klasztorach, gdzie przebywam, jak gdyby wszyscy ludzie mnie widzieli. Jeżeli bowiem sądzą, że jestem świętym człowiekiem, a nie prowadziłbym życia, które przystoi świętemu człowiekowi, byłbym obłudnikiem”(SpPerf 62,6). Samotna modlitwa związana z pokutą sprzyjała rozpamiętywaniu własnej grzeszności: „w gorzkości swej duszy powracał myślą do lat źle przeżytych, często powtarzając te słowa: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”(VbF 26,4). Zgodnie z tradycją pustelniczą czas spędzony w eremie poświęcał modlitwie i pracy ręcznej. Gdy pewnego dnia podczas odmawiania tercji uległ rozproszeniu przypominając sobie o naczyniu, które niedawno zrobił, „w uniesieniu ducha spalił je mówiąc: ofiaruję je Panu, ponieważ przeszkodziło mi w ofierze Jemu składanej” (LegM X,6,9).

Franciszek wielokrotnie przypominał braciom o potrzebie modlitwy oraz prostego i ubogiego życia. Autor Zbioru Asyskiego włożył w jego usta pochwałę przebywających w pustelniach: „Ci moi bracia są rycerzami okrągłego stołu, którzy ukrywają się w miejscach samotnych i odosobnionych, aby gorliwiej oddawać się modlitwie i rozmyślaniu, opłakując grzechy swoje i innych; ich świętość znana jest Bogu, a braciom i ludziom czasem jest nieznana. A kiedy ich dusze zostaną przez Aniołów przedstawione Panu, wtedy Pan ukaże im owoc i zapłatę tych trudów, mianowicie wiele dusz, które zostały zbawione dzięki ich modlitwom”(CAss 103,13).

Bracia św. Franciszka widząc, jak wielką wartość ma dla niego życie kontemplacyjne, kontynuowali je z wielką troską. Kolejne reformy Zakonu oprócz powrotu do surowego ubóstwa i przestrzegania Reguły ad litteram, często optowały za tworzeniem eremów, gdzie łatwiej było o przestrzeń ciszy, a tym samym warunki do prowadzenia życia pokutnego, skoncentrowanego na Bogu. Także dziś tradycja życia pustelniczego jest żywo obecna w rodzinie franciszkańskiej, szczególnie podtrzymują ją Bracia Mniejsi Kapucyni. s. Chrystiana Anna Koba CMBB


 

fot. Celle di Cortona

 

 

 



[1] Por. przypis: Źródła Franciszkańskie, wyd. Bratni Zew 2005, str. 1619.

środa, 12 czerwca 2024

Modlitwa

Naczynie pełne miodu

Ci którzy przyglądali się jak odmawiał psalmy, odnieśli wrażenie, że dla niego „Bóg był widzialnie obecny” (LegM 16, 6,10).To była autentyczna, szczera rozmowa- niekiedy spokojna, kiedy indziej znów trudna, bo pełna bolesnych pytań wypowiadanych ze ściśniętym sercem, przez łzy. Taka była modlitwa św. Franciszka z Asyżu. Nieustanna jak oddech dający życie, prostolinijna, jak prośba dziecka, gorąca jak żar ogniska w świetle którego bracia mniejsi odmawiali swe codzienne oficjum.

Opis modlitwy Franciszka przekazany nam przez jego braci nie pozostawia wątpliwości: to było spotkanie. Nie przypadkowe, mało znaczące, przeżywane niedbale i w pośpiechu, ale oczekiwane, upragnione, najważniejsze spośród wszystkich wydarzeń dnia. Jego relacja z Bogiem miała charakter oblubieńczy i cechowała ją zdolność do wejścia w wyjątkową bliskość z Bogiem. Takie też było jego pragnienie: tak bardzo zbliżyć się do Niego, upodobnić, by wręcz zespolić się w jedno. Szokująco w swym radykalizmie brzmią słowa, w których zdradził braciom sekret osiągnięcia tak wielkiej zażyłości z Bogiem. To wezwanie do zupełnego wyrzeczenia się „własnego sposobu myślenia, które sprawia, że człowiek staje się posłusznym narzędziem w Bożych rękach i „nagi wydaje się w ramiona Ukrzyżowanego” (LegM 7,2,1). To właśnie stało się z Franciszkiem. Tak bardzo zbliżył się do Chrystusa, że stał się do Niego zewnętrznie podobny poprzez stygmaty. To dlatego św. Bonawentura mógł zgodnie z prawdą napisać: „Prawdziwa miłość do Chrystusa przekształciła kochającego, upodabniając go do Jego obrazu.”(LegM13,5,1).Początków tej wyjątkowej bliskości z Ukrzyżowanym należy upatrywać w wydarzeniu mistycznego spotkania które miało miejsce w zrujnowanym kościele san Damiano i które na stałe naznaczyło jego sposób patrzenia. Odtąd stale miał w pamięci mękę Pańską i podobnie jak to się dzieje z zakochanymi, którzy nie tracą sprzed oczu obiektu miłości, tak on „zawsze patrzył w twarz swego Chrystusa, zawsze dotykał męża boleści znającego niemoc.” (Mem 85,9). Owo pragnienie przebywania z Umiłowanym motywowało go do szukania miejsc odludnych: opuszczonych kościołów czy trudno dostępnych samotni, gdzie z dala od ludzkich oczu mógł w ciszy rozkoszować się obecnością swego Boga. Postępował tak odkąd „zrozumiał, że „Duch Święty tym doskonalej obdarza ludzi swoją upragnioną obecnością, im bardziej są oni oddaleni od światowego hałasu.”(LegM 10,3, 1). Gdy modlitwa w samotności nie była możliwa, bo np. łaska Boża nawiedziła go nagle w miejscu publicznym, robił sobie schronienie z płaszcza, lub zakrywał twarz rękawem. W ten sposób nawet w tłumie, pośród gwaru przygotowywał w swym sercu przestrzeń intymnego spotkania z Bogiem. Modlitwa Franciszka obfitowała w ekstazy, duchowe uniesienia, prorocze wizje i przepowiednie. Pan Bóg obdarzył go łaską przenikania sumień, zdolnością wnikliwego rozumienia Bożego Słowa oraz poznania swych tajemnic. Choć obdarowany tak wielkim bogactwem duchowych przeżyć, bezpośrednio obcował z Bogiem, pozostał skromny i pokorny, a braciom, którzy prosili, by nauczył ich modlić się, polecił powtarzać słowa modlitwy Ojcze nasz oraz „Wielbimy Cię, panie Jezu Chryste, tu i we wszystkich kościołach Twoich, które są na całym świecie i błogosławimy Tobie, że przez krzyż Twój odkupiłeś świat.”(T 5). Nauka Franciszka miała charakter praktyczny, miał bowiem świadomość, że on sam jest dla braci przykładem i punktem odniesienia. Preferował kontemplację, lecz wyczulony na natchnienia Ducha Świętego pozostawał dyspozycyjny i otwarty na nowe sposoby wyrazu. Wymownym przykładem jest urządzona na wzór liturgii godzin modlitwa, w której Franciszek polecił bratu Leonowi powtarzać wypowiadane przez siebie słowa, w których deprecjonował samego siebie. Choć br. Leon starał się spełnić życzenie swego przełożonego, zamiast oskarżeń Duch święty włożył w jego usta obietnice przebaczenia i chwały. Właśnie obecność Ducha Świętego stanowiła dla Franciszka wartość priorytetową. W regule zaleca braciom: „Niech pamiętają, że nade wszystko powinni pragnąć posiąść Ducha Świętego wraz z Jego uświęcającym działaniem”(2Reg10,8).

Świadkowie Franciszkowej modlitwy niejednokrotnie doświadczali rzeczywistości nadprzyrodzonej: Niekiedy otaczała go złocista poświata, kiedy indziej unosił się nad ziemią. Stwierdzono zjawisko bilokacji oraz stygmatyzacji. Jego modlitwa wstawiennicza, a szczególnie błogosławieństwo znakiem krzyża często skutkowały cudownymi uzdrowieniami, czy uwolnieniem z opętania.

Pan tak hojnie udzielał mu słodyczy swej łaski, że „odczuwał wlaną słodycz i rozkosz rzadko komu daną, tchnioną z góry” (VbF 92). Gdy pewnego razu grupa ludzi kierowanych duchem pobożności przybyła do opuszczonej pustelni, gdzie wcześniej św. Franciszek modlił się i pościł przez 40 dni, znalazła tam małe gliniane naczynie, które służyło świętemu do picia, a po jego odejściu stało się mieszkaniem dzikich pszczół, które wewnątrz zrobiły plaster miodu. Biograf opisując ten fakt, stwierdził, że unaoczniła się „[w ten sposób] słodycz kontemplacji, jaką tam czerpał święty Boży” (Mem 169,5). By wyrazić głębię doświadczenia mistycznego Franciszka i rozkosz jakiej doświadczał podczas tych wyjątkowych dotknięć Boga, przekazał nam krótki, lecz bardzo afektywny opis: „Tak więc jego przenikliwy, kipiący żarliwością duch i jego wszystek wzrok i jego cała dusza zupełnie roztopiona w modlitwie przebywała w najwyższej krainie królestwa niebieskiego”(Mem94,8). Ta słodycz płynąca z trwania w bliskości Boga, towarzyszyła Franciszkowi także podczas modlitwy brewiarzowej, bowiem „gdy w tekście występowało imię Pana, wydawało się, że oblizuje swoje wargi z nadmiaru słodyczy”(LegM 10,6,10).

Modlitwa Franciszka ewaluowała. Z czasem pierwotne doświadczenie słodyczy charakterystyczne dla nowo nawróconych, ustąpiło miejsca bolesnemu zmaganiu – słodycz zamieniła się w gorycz. W miarę postępu w świętości, jego modlitwa coraz częściej stawała się walką; niekiedy dosłownym zmaganiem z szatanem zadającym fizyczne udręki, bądź próbującym odwieść go od modlitwy za pośrednictwem pokus: nieczystości, rozproszeń, czy zwątpienia. Niekiedy było to odziaływanie pośrednie uniemożliwiające modlitwę – poduszka z pierza, plaga myszy. Odpowiedź Franciszka była stanowcza – „Im mocniejsze cierpiał ataki wrogów, tym był silniejszy w cnocie i gorliwiej oddany modlitwie”(LegM 10,3,2.) Tomasz z Celano opisuje trwającą kilka lat pokusę duchową, podczas której Franciszek „doznawał ucisku i cierpiał wielkie boleści; przeciw temu dręczył i karcił ciało, modlił się i bardzo gorzko płakał.” (Mem 115,5). Forma jego modlitwy zależna była od okoliczności. Gdy był sam w lesie lub  pustelni, głośno rozmawiał z Bogiem, z żarliwością wstawiał się za grzesznikami, a rozpamiętywaniu męki Pańskiej często towarzyszył przejmujący płacz. Gdy przebywał w obecności braci, zachowywał się bardziej powściągliwie: unikał bicia się w piersi, wzdychań i płaczu, lecz skupiony wewnętrznie cały pogrążał się w Bogu.

Jego modlitwa przybierała niekiedy całkiem przeciwstawne formy, w zależności od Bożego natchnienia i charakteru relacji w jakiej stawał przed Bogiem, bowiem „odpowiadał Mu jako Sędziemu, błagał Go jako Ojca, rozmawiał jak z przyjacielem, cieszył się jak z oblubieńcem”(Mem94,2). Dostrzegamy w jego świadomości obecność całej Trójcy Świętej, stąd duchowość Franciszka określić można jako chrystocentryzm trynitarny - wychodzi od Ducha Świętego i przez naśladowanie Chrystusa i prowadzi do Ojca.

Franciszek spontaniczny z natury, pozostał taki także podczas spotkań z Bogiem. Zdarzały mu się nagłe wybuchy radości, a wówczas chwalił Boga śpiewając po francusku, bądź improwizując grę na skrzypcach z zapałem tańczył przed Panem. Taka niespodziewana euforia zwykle kończyła się łzami współczucia dla męki Pana. Kiedy indziej znów chował się w leśnym gąszczu lub trudno dostępnej pustelni, by tam rozkoszować się intymnym spotkaniem z Umiłowanym. Bywało, że jego modlitwa ograniczała się do kilku zaledwie słów, jak podczas całonocnej adoracji Chrystusa, gdy powtarzał nieustannie: „Bóg mój i wszystko!”(Actus 1,1). Kiedy indziej kierował do Boga modlitwy obfitujące w słowa. Spośród 10 modlitw ułożonych przez św. Franciszka, aż 5 z nich ma charakter pochwalny ( PSł, KLUw, Z, Mp, Of), bowiem specyficzną formą jego modlitwy było wysławianie i dziękczynienie.

Stawał przed Bogiem jako człowiek wewnętrznie wolny, zintegrowany, świadomy bycia częścią świata pierwotnie ukierunkowanego na oddawanie czci swemu Stwórcy. Ta solidarność z wszystkimi bytami stworzonymi była u niego czymś cudownym a jednocześnie naturalnym oraz wyznaczała  mu bezpieczne miejsce pośród świata zwierzęcego i bezrozumnych żywiołów. „Wszystkie stworzenia  nazywał braćmi”(VbF 80,5), z niespotykaną wrażliwością dostrzegał w nich obecność Stwórcy i wspólnie z nimi oddawał Mu chwałę. Tomasz z Celano opisując modlitwę wewnętrzną Franciszka- „bez poruszania wargami”(Mem 94,4), użył łacińskiego czasownika ruminare, który dosłownie znaczy przeżuwać. Tym sposobem wskazał na ten sposób spotkania z Bogiem, który polegał na „przeżuwaniu” treści intelektualnych, pochodzących z zewnątrz i kierowaniu ich do wewnątrz, jednocześnie zwracając ducha ku górze. To doprowadziło Franciszka do  stanu wyjątkowej jedności z Bogiem: „ Cały stawał się nie tyle modlącym się, co samą modlitwą”(Mem 94,5).

Świadomość bycia przed Bogiem wyrażała się w jego zewnętrznej postawie. Pomimo chorób i słabości nie opierał się o ścianę czy mur, lecz stał wyprostowany, bez kaptura na głowie, a niekiedy modlił się na kolanach, „zwłaszcza wówczas, gdy trwał na modlitwie przez większą część dnia i nocy.”(SpLem 22).

 Franciszek przedstawiał się jako człowiek prosty i niewprawny w słowie i choć miał świadomość, że otrzymał większą łaskę modlitwy aniżeli kaznodziejstwa, zmagał się z dylematem, czy poświęcić się wyłącznie modlitwie, czy też od czasu do czasu głosić Słowo Boże. Choć wielokrotnie radził się braci oraz usilnie prosił Boga o światło w tej sprawie, nie potrafił rozpoznać, jaka jest Jego wola, a było to dla niego tak męczące, że przeżywał swego rodzaju agonię duchową. Uciekanie się do modlitwy celem rozeznania woli Bożej było zwyczajnym sposobem postępowania Franciszka, już od początku nawrócenia i choć zwykle szybko otrzymywał Bożą odpowiedź tak, że mógł powiedzieć: „W modlitwie otrzymuję rozeznanie wszystkiego co Mu się podoba, lub nie podoba” (SpPerf 67), tym razem nie potrafił rozeznać. Ostatecznie otrzymał odpowiedź za pośrednictwem św. Klary i br. Sylwestra, którzy jednomyślnie przekazali mu, że wolą Bożą jest, by poświęcił się także głoszeniu. Choć przystąpił do niego z gorliwością, powodowany troską o zbawienie dusz, to nie przysłoniła mu ona znaczenia relacji z Bogiem, która pozostawała dla niego najważniejsza. Dzięki temu stworzył swoistą koncepcję podziału czasu na poświęcony wyłącznie dla Boga oraz przeznaczony na posługę bliźniemu. W ten sposób intensywny czas ewangelizacji przeplatany był regularnymi odejściami na pustelnię, by oczyścić serce i na nowo napełnić się Bogiem.

Pobyt na pustelni wiązał się zwykle z postem. Źródła franciszkańskie podają świadectwa przynajmniej pięciokrotnych okresów 40-dniowej pokuty, gdy Franciszek w ciszy i umartwieniu trwał na modlitwie w miejscach odosobnionych. Powtarzające się cyklicznie okresy samotności i wyrzeczenia oznaczają, że niemal 200 dni w ciągu roku spędzał w odosobnieniu, wiodąc życie pustelnicze. Dowodzi to, że zdecydowanie więcej czasu poświęcał kontemplacji, aniżeli czynnemu działaniu. I choć nie jest łatwo umiejętnie wyważyć w życiu te dwie rzeczywistości, udało mu się osiągnąć ową dającą pokój serca równowagę. Tą zależność modlitwy i aktywności św. Bonawentura ujął następująco: „Modlitwa pomagała mu również w działaniu. We wszystkim, co czynił nie opierał się na swoich zdolnościach, lecz ufał tylko łaskawości Bożej i w żarliwej modlitwie powierzał Panu wszystkie swoje przedsięwzięcia” (LegM 10.1,3). Choć doceniał wartość samotni, jednak zdawał sobie sprawę, że o wiele ważniejsze od odpowiedniego miejsca jest wytrwałe zmaganie się z rozproszeniami i pragnienie wiernego trwania przy Bogu. Potwierdzeniem tej prawdy są słowa, które skierował do braci wyruszających na misje: „Gdziekolwiek jesteśmy i wędrujemy, mamy celę ze sobą: celą jest bowiem brat ciało, a dusza jest pustelnikiem, który przebywa wewnątrz celi, aby modlić się do Boga i rozmyślać. Dlatego jeżeli dusza nie pozostanie w spokoju i samotności swojej celi, niewielki pożytek przyniesie zakonnikowi cela zrobiona rękami.” (CAss108).

 Choć pobożność Franciszka określono jako wszechstronną ze wzgl. na namaszczenie Duchem Świętym (por. Mem 196,1), to pewne elementy życia duchowego miały dla niego większe znaczenie, chociażby kult maryjny, czy  hołd oddawany aniołom, w szczególności św. Michałowi. Żywił też wielką cześć dla relikwii oraz świętych słów i imion- przede wszystkim imienia Jezus. Wyjątkowo uroczyście obchodził święto Bożego Narodzenia, nazywając go świętem nad świętami. W pobożności Franciszka wyraźnie dominuje rys i pasyjny i eucharystyczny. Święty starał się często przyjmować komunię św., a nie wysłuchanie przynajmniej jednej mszy św. w ciągu dnia uważał za zniewagę. Ponieważ w pierwszej wspólnocie braterskiej brakowało ksiąg liturgicznych, bracia za wzorem Franciszka „rozważali dniem i nocą księgę krzyża ciągle się w nią wpatrując” (1B4,3). Franciszek często mówił im o miłości Ukrzyżowanego i zachęcał do wstępowania w Jego ślady, co nazywał drogą pokuty. Wyrazem jego osobistej pobożności pasyjnej było ułożenie Oficjum o męce Pańskiej, które stanowi osobistą kompozycję psalmów rozłożoną na cały rok liturgiczny. Powtarzająca się antyfona Święta Dziewico Maryjo stanowi dowód jego czci dla Maryi.

Niekiedy na modlitwie doświadczał stanów mistycznych, które przemieniały go także zewnętrznie. Wówczas wracając z modlitwy starał się ukryć swą przemianę i upodobnić do spotykanych ludzi, by uniknąć ich zainteresowania i podziwu oraz niebezpieczeństwa utraty otrzymanej łaski, bowiem jak mawiał: „Zdarza się, że dla marnej zapłaty porzuci się bezcenny skarb, a jego Dawcę sprowokuje, że drugi raz już tak łatwo go nie udzieli.”(LegM 10.4,5). Pouczał też braci, by otrzymując nową łaskę, mówili: „Mnie, niegodnemu grzesznikowi zesłałeś z nieba tę pociechę, Panie, a ja ją polecam Twojej straży, ponieważ uważam się za złodzieja Twego skarbu” (LegM 10,4,9). Myśl tą trafnie ujmuje Napomnienie 28: „Błogosławiony sługa, który tajemnice Pańskie zachowuje w sercu swoim.” Modlitwa nie była dla Franciszka tylko obowiązkiem wypływającym z realizacji specyficznego powołania w Kościele, nie była też wyuczoną techniką, lecz sposobem życia; czymś tak naturalnym, jak oddech: „Modlił się chodząc, siedząc, jedząc i pijąc, całe noce trawił na modlitwie.” (VbF 71,6). Choć taka modlitwa była darem łaski, to wiązała się także z osobistym wysiłkiem przezwyciężania ludzkiej słabości: opieszałości ciała i skłonności umysłu do rozproszeń. Franciszek pokonywał je mocą sakramentów oraz surową ascezą: „Wypracował w sobie to staranne skupienie się podczas modlitwy, że bardzo rzadko doznawał tego typu rozproszeń.” (LegM 10,6,7). Znamienne jest jego powiedzenie: „ Jeżeli ciało spożywa swój pokarm w spokoju, chociaż w przyszłości samo stanie się pożywieniem robaków, z jak wielkim spokojem powinna dusza przyjmować pokarm życia?”(Legm 10,6,4). Sam dokładał starań, by jego umysł nie był zbyt zaangażowany sprawami, które utrudnią mu przebywanie w bliskości Boga- „Starał się na wszelki sposób być wolnym od wszystkiego, co jest na świecie, aby nawet przez godzinę spokój umysłu nie był zmącony skażeniem światowego zatroskania. Czynił się nieczułym wobec wszystkich rzeczy, które krzyczą na zewnątrz, a całym sercem skupiając zmysły wewnętrzne, oddawał się tylko Bogu.” (Vb57).Twierdził, że szczera modlitwa posiada zdolność przywracania radości utraconej na wskutek grzechu i zniechęcenia. W takiej sytuacji sam natychmiast uciekał się do modlitwy, pouczając braci: „Sługa Boży, gdy jest czymś zmartwiony, zaraz powinien wstawać do modlitwy i tak długo trwać przed Ojcem Najwyższym, aż wróci mu swą zbawienną radość”(Mem 125, 9).

Pośród wielu cennych wypowiedzi Franciszka na temat modlitwy, warto zwrócić uwagę na słowa, które stanowią niejako probierz dobrej modlitwy: „Zakonnik na tyle dobrze się modli, na ile to spełnia” (CAss 105).Stwierdził w ten sposób, że dobra modlitwa to ta, która znajduje  odzwierciedlenie w codzienności. Całe życie świętego Franciszka stanowi potwierdzenie prawdziwości tych słów. Gdy pogarszający się stan jego  zdrowia i stale wzrastający opór ze strony braci uczonych sprawiły, że nie czuł się na siłach, by dłużej stać na czele braterstwa, wypowiedział słowa będące świadectwem wiary w moc modlitwy: „Większą pomocą, z jaką mogę przyjść zakonowi braci jest to, bym codziennie trwał na modlitwie za niego do Pana, aby nim kierował, zachował go, osłaniał i bronił”(SpLem 40).

s. Chrystiana Anna Koba CMBB


fot.fr. Paweł Paszko OFM Cap 



 


Bracia Mniejsi- jedna duchowość, trzy sposoby jej realizacji

  Bracia Mniejsi- jedna duchowość, trzy sposoby jej realizacji Pomysł na cykl artykułów na temat braci mniejszych, publikowanych ostatnio ...