sobota, 27 grudnia 2025

Błogosławiony, który cierpi prześladowanie...Franciszek z Asyżu

 

Błogosławiony, który cierpi prześladowanie Franciszek z Asyżu

Błogosławieństwo prześladowanych występuje zarówno w ewangelii św. Mateusza, jak i św. Łukasza, choć ewangeliści akcentują różne motywy owego uciemiężenia. U Mateusza: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was (Mt 5,10-11) punkt wyjścia stanowi „dla sprawiedliwości” (dia dikaiosynēn), czyli dla życia zgodnego z wolą Bożą i wartościami Królestwa. Motyw „z powodu Chrystusa” rozwija i konkretyzuje tę ideę, ale nie zmienia jej głównego kierunku: chodzi o prześladowanie za wierność Ewangelii. Natomiast u Łukasza: „Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was znienawidzą, i gdy was wyłączą spośród siebie, gdy zelżą was i z powodu Syna Człowieczego podadzą w pogardę wasze imię jako niecne”(Łk 6,22) centrum stanowi „z powodu Syna Człowieczego” - motyw czysto chrystologiczny, wskazujący, że uczeń uczestniczy w losie samego Jezusa.

Dlatego można powiedzieć, że u Mateusza przeważa motyw - dla sprawiedliwości, a u Łukasza - dla Chrystusa, choć oba aspekty ostatecznie się spotykają: wierność sprawiedliwości Królestwa jest wiernością samemu Chrystusowi.

 O ile w starożytności i początkowo w średniowieczu za męczenników uważano jedynie prześladowanych za wiarę w Chrystusa, o tyle współcześnie znaczenia nabrał motyw moralny i uniwersalny -  dla sprawiedliwości: męczennicy, to nie tylko ci, którzy wyraźnie oddają życie z powodu przynależności do Chrystusa, ale także tracący życie ze względu na miłość bliźniego, w obronie praw uciśnionych, czy czystości. Choć wiara jest nieodzownym warunkiem chrześcijańskiego męczeństwa, to niekoniecznie stanowi jego bezpośredni motyw.

Można wyróżnić dwa rodzaje prześladowania: fizyczne cierpienie i zabójstwo oraz wykluczenie i marginalizacja. Św. Franciszek z Asyżu, choć był człowiekiem głoszącym pokój, doświadczył w swym życiu konfrontacji z tymi dwoma rodzajami prześladowania i zadziwiająco wiele miejsca poświęcił w swoich Pismach tematowi prześladowania. Pierwszym motywem prześladowania Franciszka była jego decyzja wejścia na drogę nawrócenia i związana z tym rezygnacja z dotychczasowego sposobu życia i towarzystwa rówieśników. Gdy po około miesięcznym pobycie w ustronnej grocie, gdzie prosił Boga o rozeznanie Jego woli i odwagę do jej realizacji, opuścił schronienie, „ gdy zobaczyli go ci, którzy wcześniej go znali, ubliżali mu podle, krzyczeli, że jest chory i wariat. Rzucali również na niego błotem i kamieniami. Widząc go tak odmiennie zachowującego się, przypisywali wszystko, co robił, wyczerpaniu lub wręcz postradaniu zmysłów”(3Soc 17,4-5). Także jego ojciec Piotr Bernardone -„Gdy usłyszał imię swego syna i spostrzegł, że współobywatele robią sobie zeń igraszkę, natychmiast wstał, ale nie po to, by go wyzwolić, ale raczej by go zgubić. Nie zachowując żadnego umiaru, napadł jak wilk na owcę i patrząc nań wzrokiem dzikim i okrutnym, chwycił go oraz bezwstydnie i niegodziwie zaciągnął do swego domu. Nie mając żadnej dlań litości, przez wiele dni trzymał go w ciemnym loszku, a sądząc, że skłoni go do uległości, najpierw namawiał go, a potem chłostał i krępował więzami”(VbF 12,2-4). Nie udało mu się przemocą nakłonić syna do zmiany postępowania, także później, gdy widział go żebrzącego na ulicach Asyżu o jedzenie oraz o kamienie na odbudowę kościoła, powodowany wstydem i bólem serca, publicznie go przeklinał. Franciszek, którego nie złamało złorzeczenie ojca, ani odrzucenie ze strony mieszkańców miasta „za wszystko dziękował Bogu”(3soc 11,4) i utwierdzał się w postanowieniu służenia Jemu. Także pierwsi bracia doświadczyli dotkliwego prześladowania z powodu nowości życia, które podjęli. Autor pierwszej kroniki hagiograficznej tak to zrelacjonował: „Kiedy szli przez miasto, prosząc o jałmużnę, mało kto im coś dawał, ale mówili im: „Porzuciliście swoje mienie, a chcecie zjadać cudze. I tak cierpieli bardzo wielki niedostatek. Także ich rodzice i krewni prześladowali ich, a inni z owego miasta, mali i wielcy, mężczyźni i kobiety, gardzili nimi i wyśmiewali jako pomylonych i tępaków”(De inceptione 17,3-5), a także: „ każdy, kto ich widział, dziwił się, mówiąc: Nigdy nie widzieliśmy zakonników tak ubranych. Bo jako niepodobni do innych z habitu i życia, wyglądali na ludzi z lasu”(De inceptione 19,5). Odmienny sposób bycia oraz niespotykany radykalizm sprawił, że „ ludzie na ogół lekceważyli ich, wielu małych i wielkich, postępowało z nimi i odnosiło się do nich, jak panowie względem swoich niewolników. Chociaż mieli bardzo liche i biedne odzienie, to jednak wielu chętnie je im zabierało. W ten sposób pozostawali nadzy, gdyż mieli tylko po jednej tunice; wszakże zawsze zachowywali ewangeliczny sposób postępowania, nie żądając jej z powrotem od zabierających. A jeśli ci, poruszeni poczuciem sprawiedliwości, zechcieli oddać to, co zabrali, chętnie przyjmowali z powrotem. Poniektórzy rzucali im na głowę błoto, a komuś z nich wcisnęli kostki do ręki, zapraszając do zabawy. Ktoś jednego z braci nosił na plecach, uwieszonego na kapturze, tak długo, jak podobało się niosącemu. Wyrządzali im te i inne udręki”(De inceptione 23,1-8). Bracia wykazywali się ewangeliczną postawą w obliczu prześladowań: znosili wszystko wytrwale i cierpliwie, jak im polecił Franciszek, modlili się i wspaniałomyślnie przebaczali winowajcom, udzielając im zbawiennych napomnień (por.3Soc 41). Taki sposób postępowania sprawił, że prześladowcy z czasem zrozumieli swój błąd, prosili o przebaczenie wyrządzonych przykrości, a niektórzy nawet przyłączyli się do braci.

Choć Franciszek darzył szczególnym szacunkiem duchownych ze względu na ich godność kapłańską (por. T 10), to także z ich strony nieraz doznał wzgardy i lekceważenia, jak choćby wtedy, gdy papież Innocenty III z pogardą przegonił go z pałacu laterańskiego, a w odpowiedzi na prośbę o zatwierdzenie sposobu życia pokutników z Asyżu polecił im wytarzać się w błocie razem ze świniami i im przedłożyć sposób życia[1]. Franciszek bez słowa sprzeciwu wypełnił polecenie hierarchy, który doceniając jego posłuszeństwo, przychylił się do przedłożonej  prośby, ponadto udzielił braciom przywileju kaznodziejskiego. Gdy zakon franciszkański wzrósł liczebnie i bracia udali się do wielu krajów zaalpejskich, prześladowanie przybrało na sile. Tak relacjonuje ten fakt Anonim z Perugii: „Niektóre prowincje przyjmowały ich, ale nie dawały pozwolenia na budowanie mieszkań; inne wypędzały ich w obawie przed herezją. Działo się tak dlatego, że kiedy papież Innocenty III aprobował ich Zakon i Regułę, nie zrobił tego na piśmie. Z tego powodu bracia musieli wiele wycierpieć zarówno od duchowieństwa, jak i od świeckich. Zostali zmuszeni do opuszczenia niektórych prowincji. Niepokojeni, nękani, czasem wręcz grabieni i pobici przez rozbójników, powracali do błogosławionego Franciszka z duszą pełną goryczy. W ten sposób cierpieli prawie we wszystkich krajach zaalpejskich, miedzy innymi w Niemczech, na Węgrzech i w wielu innych” (De inceptione 62,2-4). Franciszek nie roztrząsał bolesnych doświadczeń, ale  wzywał do pokornego przyjmowania przeciwności i zawierzenia Bożej Opatrzności. W Testamencie polecił zapisać słowa: „Nakazuję stanowczo na mocy posłuszeństwa wszystkim braciom, gdziekolwiek są, aby nie ważyli się ani osobiście, ani przez pośredników  prosić w kurii rzymskiej o jakiekolwiek pisma [polecające] ani dla kościoła, ani dla żadnego innego miejsca, ani pod pozorem kaznodziejstwa, ani z powodu prześladowania cielesnego; lecz jeśli ich gdzieś nie przyjmą, niech się schronią do innego kraju, by tam z błogosławieństwem Bożym czynić pokutę”(T25-26).

Kryterium chrześcijańskiego męczeństwa stanowi miłość i pokora. Gdy Franciszek w spotkaniu z trędowatym odkrył miłość Boga, który wziął na siebie trąd ludzkiego grzechu i poniósł śmierć na krzyżu, nie zwlekając postanowił wieść życie wśród trędowatych i bezdomnych, choć posługiwanie im wiązało się  z bolesnym obumieraniem egoistycznych i pysznych skłonności natury oraz społecznym wyobcowaniem. W sercu Franciszka dojrzewało pragnienie upodobnienia do Chrystusa, aż po radykalną ofiarę z życia. Mistyczne spotkanie z Ukrzyżowanym w kościele san Damiano stanowiło kolejny bodziec do świadomego pragnienia śmierci męczeńskiej, która w codzienności wyrażała się w surowej ascezie i intensywnej pracy kaznodziejskiej, a w końcu doprowadziła do wyjazdu do Ziemi Świętej (por. 3Soc 14,1). Pragnienie, które nim kierowało, św. Bonawentura ujął w słowach: „by odwdzięczyć się umierającemu za nas Chrystusowi i aby innych pociągnąć do miłości Bożej”(LegM IX,5,2). Tomasz z Celano tak zrelacjonował prześladowanie, którego Biedaczyna doświadczył po dotarciu na upragnioną misję: „zanim dostał się do sułtana, został pochwycony przez jego ludzi, obrzucony obelgami i pobity, ale się nie przeraził. Nie dał się zastraszyć groźbami tortur, ani nie uląkł się zagrożenia śmiercią”(VbF 57,7-8). Choć doznał krzywdy, nie spełniło się jego pragnienie śmierci męczeńskiej za wiarę. Po powrocie do Italii natomiast został zmuszony do konfrontacji własnych ideałów z oczekiwaniami i dążeniami braci, którzy nie podzielali jego ewangelicznego radykalizmu. Dezorientacja, niezrozumienie, alienacja oraz doświadczenie odrzucenia przez braci stały się dla niego przyczyną wewnętrznego cierpienia , które jednak pokornie przyjmował jednocząc się z Ukrzyżowanym i ciesząc się, że może towarzyszyć Mu w drodze krzyżowej. Autor Zbioru Asyskiego wyraził tą jego gotowość współcierpienia z Mistrzem słowami: „Z powodu wielkiej słodyczy i współczucia jakie codziennie czerpał z pokory i naśladowania Syna Bożego, to, co było gorzkie dla ciała, on przyjmował i uważał za słodkie”(CAss 77,4).

Jego zwykłą odpowiedzią na prześladowanie była pokorna akceptacja sytuacji dopuszczonej przez Boga, którą przyjmował jako wyraz Jego woli, co wyraźnie wskazuje w Liście do ministra: „to wszystko, co przeszkadza ci kochać Pana Boga i jakikolwiek [człowiek] czyniłby ci przeszkody albo bracia lub inni, także gdyby cię bili, to wszystko powinieneś uważać za łaskę. I tego właśnie pragnij, a nie czego innego. I to przez prawdziwe posłuszeństwo wobec Pana Boga i wobec mnie, bo wiem na pewno, że to jest prawdziwe posłuszeństwo”(LM 2-3). Przykładał tak wielką wagę do pełnienia woli Bożej, gdyż rozważając mękę Zbawiciela dostrzegł analogię między ofiarą z życia i posłuszeństwem: „Pan nasz Jezus Chrystus oddał życie swoje, aby nie uchylić się od posłuszeństwa wobec swego najświętszego Ojca”(LZ 46). Stąd naśladowanie Chrystusa w posłuszeństwie uznał za największą ofiarę i bezpośredni udział w zbawczym posłuszeństwie Syna. Trwanie we wspólnocie mimo prześladowań przyrównał do męczeństwa i nazwał posłuszeństwem doskonałym: „Kto bowiem woli znosić prześladowanie niż odłączyć się od braci, ten trwa rzeczywiście w doskonałym posłuszeństwie, bo życie swoje oddaje za braci swoich”(Np. 3,9).

Niezależnie od doznanej krzywdy Franciszek wzywa do miłości, która przejawia się w gotowości przebaczenia i świadczenia dobra. Zależność między przebaczeniem a miłością nieprzyjaciół znalazła swój wyraz w Pochwale Stworzeń: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez tych, którzy przebaczają dla Twej miłości i znoszą słabości i prześladowania. Błogosławieni ci, którzy je zniosą w pokoju (por. Mt 5,10), ponieważ przez Ciebie, Najwyższy, będą uwieńczeni”(PSł 10-11). Wykład modlitwy Ojcze nasz zawiera natomiast prośbę: „czego nie odpuszczamy w pełni, Ty, Panie, naucz nas w pełni odpuszczać, abyśmy dla Ciebie prawdziwie kochali nieprzyjaciół i modlili się za nich pobożnie do Ciebie, nikomu złem za złe nie oddając, i byśmy starali się w Tobie wszystkim służyć pomocą”(On 8).

Dojrzała, ewangeliczna postawa względem popełniającego winę polega według niego na potępieniu zła, przy jednoczesnym spojrzeniu z miłością na grzesznika, co tłumaczy w napomnieniu zatytułowanym Nikt nie powinien się gorszyć grzechem bliźniego: „Słudze Bożemu tylko jedno nie powinno się podobać: grzech. I jakikolwiek grzech jakaś osoba popełniłaby i z tego powodu sługa Boży niepokoiłby się i gniewał, ale nie z miłości, gromadzi sobie winę. Ten sługa Boży wiedzie życie prawe, wolne od przywiązań, który się nie denerwuje i nie gniewa na nikogo”(Np 11,1-3).

Miłość jest według Franciszka jedyną słuszną reakcją na ludzkie zło, bo zatrzymuje jego rozprzestrzenianie się i daje grzeszącemu przystęp do Boga, stąd w regule upomina: „I niech się strzegą wszyscy bracia, tak ministrowie i słudzy, jak i inni, aby się nie denerwowali ani gniewali z powodu czyjegoś grzechu lub złego [przykładu], bo szatan chce przez grzech jednego, przywieść wielu do upadku. Niech raczej, jak tylko mogą, duchowo wspomagają tego, który zgrzeszył, bo nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza”(1Reg 5,7-8). Bratu, który ze względu na wierność sumieniu doświadczył czyjegoś  prześladowania  we wspólnocie, radzi, by dla Boga miłował go jeszcze bardziej (por. Np 3,8). W innym napomnieniu uściśla, czym jest prawdziwa miłość nieprzyjaciół: „Ten bowiem rzeczywiście kocha swego nieprzyjaciela, kto nie boleje nad doznawaną krzywdą, lecz dla miłości Bożej smuci się grzechem jego duszy. I czynem okazuje mu miłość”(Np 9,2-4).

Dla Franciszka miłość nieprzyjaciół to wypływająca z Ewangelii powinność i warunek wstępowania w ślady Chrystusa, stąd w pierwszej regule zaprasza braci: „Miłujcie nieprzyjaciół waszych i dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą”(Mt 26,50), argumentując zarazem: „bo Pan nasz Jezus Chrystus, w którego ślady powinniśmy wstępować, nazwał przyjacielem swego zdrajcę i oddał się dobrowolnie tym, którzy Go ukrzyżowali. Naszymi więc przyjaciółmi są ci wszyscy, którzy nas niesprawiedliwie dręczą i nękają, upokarzają i krzywdzą, zadają ból i cierpienie, męczarnie i śmierć. Powinniśmy ich bardzo kochać, ponieważ dzięki temu, co nam czynią, otrzymamy życie wieczne”. Ciekawe jest to Franciszkowe odwrócenie porządku, które w prześladowcy każe dostrzec dobroczyńcę, a prawdziwe niebezpieczeństwo upatruje w naturze skażonej grzechem pierworodnym, które Biedaczyna określa terminem ciało (łac. corpora). Wzywa do czujności przeciwstawiania się złym pożądliwościom: „każdy bowiem ma w swej mocy nieprzyjaciela, mianowicie ciało, przez które grzeszy. Dlatego błogosławiony ten sługa, który mając w swej władzy takiego nieprzyjaciela, będzie zawsze trzymał go związanego i roztropnie miał się przed nim na baczności. Dopóki bowiem tak będzie postępował, żaden inny nieprzyjaciel, widzialny czy niewidzialny, nie będzie mógł mu szkodzić”(Np 10).

10 rozdział reguły zatwierdzonej nie tylko zawiera dosłowny cytat omawianego błogosławieństwa, ale też wskazuje na Ducha Pańskiego, który uświęca i uzdalnia do pokornego i cierpliwego znoszenia prześladowań, pozwala „kochać tych, którzy nas prześladują, ganią i obwiniają, bo Pan mówi: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za prześladujących i potwarzających was (por. Mt 5,44). Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, bo do nich należy królestwo niebieskie (Mt 5,10). Kto zaś wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,22).

Gdy podczas kapituły w 1221 roku bracia dzielili się misyjnym doświadczeniem, opowiedziano też o męczeńskiej śmierci pięciu braci w Maroku. Franciszek usłyszawszy o życiu, męczeństwie i legendzie sławiącej wspomnianych męczenników oraz jego samego, oburzył się i zakazał czytania jej mówiąc: Niech każdy się chlubi z własnego męczeństwa”(Giano 8,35)[2]. W ten sposób skarcił tych, którzy chlubiąc się męczeństwem innych, sami unikali ofiary. Wskazując na przykład Jezusa Dobrego Pasterza, pouczył ich:„ Bracia, spoglądajmy na dobrego Pasterza, który dla zbawienia swych owiec wycierpiał mękę krzyżową. Owce Pana poszły za nim w ucisku i prześladowaniu, w upokorzeniu i głodzie, w chorobie i doświadczeniu, i we wszystkich innych trudnościach, i w zamian za to otrzymały od Pana życie wieczne. Stąd wielki wstyd dla nas, sług Bożych, że święci dokonywali wielkich dzieł, a my chcemy otrzymać chwałę i cześć, opowiadając o nich”(Np 6). Wstępować w ślady Dobrego Pasterza to dla Franciszka iść za Chrystusem drogą krzyżową, przyjmując jak On cierpienia i przeciwności.[3] Choć pierwszych braci męczenników Franciszek z dumą nazwał prawdziwymi braćmi mniejszymi[4] i sam podjął ryzyko głosząc Ewangelię sułtanowi Egiptu, nie preferował prowokacyjnego narażania życia, lecz zaproponował zupełnie nowatorską metodę postępowania z saracenami i niewiernymi, opisaną w regule niezatwierdzonej: „Jeden sposób: nie wdawać się w kłótnie ani w spory, lecz być poddanymi wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga i przyznawać się do wiary chrześcijańskiej. Drugi sposób: gdyby widzieli, że tak się Panu podoba, niech głoszą sławo Boże, aby [ludzie] uwierzyli w Boga wszechmogącego, Ojca i Syna, i Ducha Świętego, Stworzyciela wszystkich rzeczy, w Syna Odkupiciela i Zbawiciela i aby przyjęli chrzest i zostali chrześcijanami”(1Reg 16,6-7). Franciszek świadomie unika konfliktu z niewiernymi, gdy jednak chodzi o wrogów zbawienia, gdzie stawką jest życie wieczne, stanowczo zachęca do walki: „I wszyscy bracia, gdziekolwiek są, niech pamiętają, że oddali się i ofiarowali swoje ciała Panu Jezusowi Chrystusowi. I z miłości do Niego powinni się wydawać nieprzyjaciołom tak widzialnym, jak niewidzialny”(1Reg 16,10). Rozdział wieńczy kompilacja cytatów biblijnych, świadczących o tym, jak wielką wartość miało w oczach Biedaczyny męczeństwo na wzór Chrystusa: „Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, bo do nich należy Królestwo niebieskie (Mt 5,10). Jeśli Mnie prześladują i was prześladować będą (J 15,20). I: jeśli prześladują was w jednym mieście, uciekajcie do drugiego (por. Mt 10,23). Błogosławieni jesteście (Mt 5,11), gdy ludzie będą was nienawidzić (Łk 6,22) i będą wam złorzeczyć i prześladować was (Mt 5,11) i wyłączą was, i będą was znieważać i pomijać milczeniem, wasze imię jako złe (Łk 6,22) i gdy ze względu na Mnie kłamliwie będą mówić wszelkie zło przeciw wam (Mt 5,11). Cieszcie się i radujcie w owym dniu (Łk 6,23), bo wielka jest zaplata wasza w niebie (por. Mt 5,12). I ja wam mówię, moim przyjaciołom, nie dajcie się im zastraszyć (por. Łk 12,4) i nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało (Mt 10,28) i potem nic więcej uczynić nie mogą (Łk 12,4). Uważajcie, żebyście się nie trwożyli (Mt 24,6). Bowiem dzięki cierpliwości waszej ocalicie wasze dusze (por. Łk 21,19) i kto wytrwa aż do końca, ten będzie zbawiony (Mt 10,22; 24,13).


 fot. s. Fides Rozum CMBB

 



[1] Por. Fonti Francescane. Nuova edizione Scritti e biografie di san Francescio d’Assisi. Cronache e altre testimonianze del primo secolo francescano. Scritti e biografie di santa Ciara d.aAssisi, ed. E. Caroli, Padova, 2011, LegM III, 9a (aggiunta) FF 1063, s.620.

[2] Studia Franciszkańskie 11, 2011, str. 187.

[3] W. Block OFM Cap, Wszystkim chrześcijanom. Duchowość Franciszka z Asyżu w świetle jego pism, Tom III, wyd. Serafin, Kraków 2017, str.177.

[4] Por. Passio, Sanctorum Martyrum fratrum Berardi, Petri, Adiuti, Accursii, Othonis in Marochio martyrizatorum, in Analecta Franciscana, III, Ad Claras Aquas, 1897, p. 593.

niedziela, 21 grudnia 2025

Błogosławiony wprowadzający pokój... Franciszek z Asyżu

 

Błogosławiony wprowadzający pokój… Franciszek z Asyżu

Na początku historii św. Franciszka z Asyżu, opowiedzianej przez jego biografów, dowiadujemy się, że w wieku około dwudziestu lat dobrowolnie wziął udział w konflikcie zbrojnym dwóch zwaśnionych miast: Asyżu i Perugii (1202-1203 )i po przegranej bitwie pod Collestrada dostał się do niewoli. Mimo bolesnych doświadczeń nie stracił nadziei na osiągnięcie rycerskiej sławy i jakiś czas później wyruszył do Apulii, by walczyć u boku hrabiego Gentile. Plany pokrzyżowała mu nagła choroba i usłyszane w głębi serca wezwanie do powrotu do rodzinnego miasta. Tak definitywnie zakończyły się plany militarnych podbojów, choć faktyczna walka o prawdę i dobro, miała się dopiero rozpocząć, a Franciszek nazwany przez Celańczyka rycerzem Chrystusa (VbF 9,1), stał się ucieleśnieniem ewangelicznego wezwania: „Błogosławieni, który wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi”(Mt,5,9)[1]. Eirenopoioi użyte w błogosławieństwie oznacza czyniących pokój. Nie w tym znaczeniu, że jednają się ze swymi wrogami, ale raczej pomagają nieprzyjaciołom w pojednaniu. Chodzi o ludzi kochających pokój, którzy odważnie interweniują w konfliktach, celem przywrócenia pokoju wśród podzielonych[2]. Św. Franciszek z Asyżu wielokrotnie dał się poznać jako ten, który staje po stronie pokoju, pomaga w przywróceniu zgody, usiłuje zapobiec nieszczęściu wojny. Gdy pewnego razu przywędrował wraz z bratem Sylwestrem do Arezzo, z bólem spostrzegł, że jego mieszkańcy ulegli szatańskim wpływom i powodowani nienawiścią wszczęli okrutną wojnę domową. Pełen współczucia polecił bratu Sylwestrowi, który był kapłanem, by stając u bram miasta, odprawił egzorcyzm. Modlitwa zaniesiona do Boga z wiarą przywróciła miastu pokój, „a mieszkańcy z wielkim spokojem pogodzili się”(LegM VI,9,5). Innym razem udał się do Perugii, by tam na głównym placu wygłosić kazanie do licznie zgromadzonych mieszkańców. Ostrymi słowami zgromił ich wyniosłość i niewdzięczność, wezwał do nawrócenia i zadośćuczynienia oraz zapowiedział karę Bożą, jeśli nie zmienią swego postępowania (por. CAss 75). Mimo przestrogi perugianie nie odmienili swego złego postępowania, za co niedługo potem spadła na nich kara w postaci pełnej okrucieństwa wojny domowej. Znane jest też opowiadanie o tym, jak Franciszek, choć już słaby i schorowany, na wieść o konflikcie między burmistrzem i biskupem Asyżu, z wyrzutem zwrócił się do swych braci: „Wielki to wstyd dla was sług Bożych, że biskup i burmistrz tak się nawzajem nienawidzą, a nikt nie zabiega o ich pokój i zgodę”(CAss 84,4). Po czym uzupełnił Pochwałę Stworzeń o zwrotkę o przebaczeniu: „Pochwalony bądź, Panie mój, przez tych, którzy przebaczają dla Twej miłości i znoszą słabości i prześladowania. Błogosławieni ci, którzy je zniosą w pokoju, ponieważ przez Ciebie, Najwyższy, będą uwieńczeni”(PSł 10-11). Następnie zaaranżował spotkanie biskupa z burmistrzem, podczas, którego bracia odśpiewali Pieśń Słoneczną, akcentując strofę o przebaczeniu. Skłóceni zwierzchnicy w obecności wielu innych mieszkańców wysłuchali jej z szacunkiem, po czym skruszeni przebaczyli sobie nawzajem i zawarli pokój.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, to ludzie wrażliwi na wszelką ludzką krzywdę i kierujący się miłością wobec bliźnich, szczególnie będących w potrzebie. Pewnego razu, niedaleko drogi z Asyżu do Perugii, św. Franciszek spotkał biedaka o posępnej twarzy. Pozdrowił go, życząc pokoju, na co ten zaczął ze złością przeklinać i złorzeczyć swemu panu, który niesprawiedliwie go wykorzystał. Biedaczyna widząc, że trwa w śmiertelnej nienawiści, zasmucił się stanem jego duszy i namawiał do przebaczenia. By uśmierzyć jego gniew oddał mu nawet swój płaszcz, w zamian za obietnicę przebaczenia. Ubogi człowiek udobruchał się, „natychmiast jego serce doznało słodyczy i pod wpływem wyświadczonego dobrodziejstwa przestał złorzeczyć swemu panu” (Sp Perf 32,5). Ten sposób postępowania Franciszka, polegający na przeciwstawianiu miłości uczuciom wzburzenia czy nienawiści, dobrze oddają słowa z Listu do ministra: „I choćby tysiąc razy potem zgrzeszył na twoich oczach, kochaj go bardziej niż mnie, abyś go pociągnął do Pana, i zawsze bądź miłosierny dla takich (LM 11).

Błogosławieni niosący pokój, to nie synonim ludzi pogodnych i spokojnych, do których odnosi się trzecie błogosławieństwo: cisi…, jednak Franciszek wydaje się skłaniać właśnie ku takiemu rozumieniu, gdy błogosławieństwo czyniących pokój stosuje jako punkt wyjścia w Napomnieniu 13: „Błogosławieni pokój czyniący, bo nazwani będą synami Boga. Nie może poznać sługa Boży, ile ma cierpliwości i pokory, dopóki się wszystko dzieje po jego myśli. Gdy zaś przyjdzie czas, kiedy ci, którzy powinni postępować według jego woli, zaczną mu się sprzeciwiać, ile wtedy okaże cierpliwości i pokory, tyle jej ma, nie więcej”. To upomnienie zatytułowane Cierpliwość doskonale koresponduje z opowiadaniem Radość doskonała, jakby Franciszek chciał powiedzieć, że czyniący pokój to ci, którzy pokornie i z cierpliwością znoszą przeciwności i odrzucenie, nie tracąc przy tym pokoju serca. Opowiadając o tym jak nie został przyjęty w Porcjunkuli - miejscu, które uczynił kolebką zakonu braci mniejszych, konkluduje: „Powiadam ci: jeśli zachowam cierpliwość i nie rozgniewam się, na tym polega prawdziwa radość i prawdziwa cnota i zbawienie duszy”(Rad 15). Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, to według niego ci, którzy tak są przekonani o Bożej miłości, że tej pewności nie jest w stanie odebrać im ludzka oziębłość ani złośliwość. Podobne w swej wymowie jest napomnienie zatytułowane Pokój: „Błogosławieni pokój czyniący, bo nazwani będą synami Boga. Ci przynoszą naprawdę pokój, którzy wśród wszystkich cierpień, jakie ich spotykają na tym świecie, dla miłości Pana naszego Jezusa Chrystusa zachowują pokój duszy i ciała”(Np 15). W jego kontekście nasuwa się historia, którą Franciszek przedstawił swemu towarzyszowi, tłumacząc, na czym polega tożsamość brata mniejszego. Jako założyciel zakonu przemawiał na jednej z kapituł. Po skończonym przemówieniu usłyszał gorzkie słowa krytyki i pogardy:„ Nie podobasz się nam, bo nie masz wymowy, jesteś głupcem i prostakiem”(LegM VI, 5,2). Opowiadanie podsumowuje: „Jeżeli nie będę słuchał tych słów z tym samym wyrazem twarzy, z tą samą radością wewnętrzną i z tym samym postanowieniem zdobycia świętości, żadną miarą nie jestem bratem mniejszym”(LegM VI, 5,4).

Św. Franciszek był człowiekiem pełnym pokoju. Ludzie w jego towarzystwie czuli się dobrze i bezpiecznie, a łagodność emanująca od niego przywracała im spokój i pogodę ducha. Według Anonimu z Perugii: „Jeśli jacyś bracia zebrani na kapitułę mieli jakąś pokusę ze strony ciała czy świata, albo jakieś inne strapienie, to słuchając świętego Franciszka, który mówił żarliwie i słodko oraz widząc jego obecność, pozbywali się tych pokus” (De inceptione 39,7). Wszystkim napotkanym ludziom życzył pokoju, stosując ewangeliczne pozdrowienie, jak napisał w Testamencie: „Pan objawił mi, abyśmy używali pozdrowienia: niech Pan obdarzy cię pokojem” (T 23). Nie zawsze było to dobrze przyjęte, choć jak zaświadczył Tomasz z Celano: „ wielu tych, którzy nienawidzili pokoju jak i zbawienia, za współdziałaniem Pana przyjęli pokój całym sercem i również oni stali się synami pokoju oraz współzawodnikami wiekuistego zbawienia” (Vb 10). Według św. Bonawentury: „W każdym przemówieniu głosił pokój, a zaczynał je od pozdrowienia ludzi słowami: „Niech Pan wam udzieli pokoju” (LegM III,2,3).

 Troszczył się o pokój w braterskiej wspólnocie, dokładając starań, by słowem i przykładem nauczyć braci: - wzajemnego szacunku i troski o siebie: „Niech żaden z braci źle nie mówi ani nie czyni drugiemu, niech raczej przez miłość ducha chętnie służą jedni drugim i będą sobie posłuszni”(1Reg 5,13-14); - współodpowiedzialności: „strzeżcie więc dusz waszych i dusz waszych braci”(1Reg 5,1); -przebaczenia: „aby nie było takiego brata na świecie, który, gdyby zgrzeszył, choćby zgrzeszył najciężej, a potem stanął przed tobą, żeby odszedł bez twego miłosierdzia”(LM 9); - wyrozumiałości: „I niech się strzegą, aby się nie gniewali i nie denerwowali z powodu czyjegoś grzechu, bo gniew i zdenerwowanie są i dla nich i dla innych przeszkodą w miłości”(2Reg 7,3) - i wzajemnej usłużności: „I z zaufaniem powinien jeden drugiemu wyjawiać swoje potrzeby, aby drugi mógł je zaspokoić i usłużyć bratu”(1Reg 9,10). Braciom wędrującym po świecie zlecił misję szerzenia pokoju: „ Mówił im: „Jak ustami głosicie pokój, tak jeszcze więcej pokoju miejcie w swych sercach, abyście nikogo nie pobudzali do gniewu i do zgorszenia, ale byście przez wasz pokój i uprzejmość wszystkich przywoływali do pokoju i dobroci” (De inceptione 38,7). W regule zaleca: „Radzę zaś moim braciom w Panu Jezusie Chrystusie, upominam ich i zachęcam, aby idąc przez świat nie wszczynali kłótni ani nie spierali się słowami i nie sądzili innych. Lecz niech będą cisi, spokojni i skromni, łagodni i pokorni, rozmawiając uczciwie ze wszystkimi, jak należy (…) Do któregokolwiek domu wejdą, niech najpierw mówią: Pokój temu domowi”(1Reg 3,10-11.13). Wiele na temat pokojowego usposobienia Franciszka oraz jego głoszenia pokoju, mówią relacje o jego pobycie w Ziemi Świętej. Wyruszył tam powodowany pragnieniem śmierci męczeńskiej, ale też spotkania z sułtanem, by ogłosić mu Dobrą Nowinę o zbawieniu. Prześladowania, jakich tam doświadczył przyjął z poddaniem i bez chęci odwetu, a sułtana ujął swą stałością i żarliwością ducha (por. LegM IX,8) Jego rozumienie misji wśród niewiernych, oparte na miłości i szacunku dla człowieka, niezależnie od jego światopoglądu, oddaje rozdział reguły dotyczący misji: „nie wdawać się w kłótnie, ani w spory, lecz być poddanymi wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga i przyznawać się do wiary katolickiej”(1Reg 16,6).

Hebrajskie słowo pokój- shalom oznacza dobrobyt codziennego istnienia i szeroko pojętą harmonię: w stosunku do siebie samego, Boga i drugiego człowieka.[3]. Franciszkowa harmonia z samym sobą, stan wewnętrznej równowagi płynął z akceptacji własnej kruchości i grzeszności, przyjęcia historii życia i ufnego powierzenia się Bogu. Zdobycie umiejętności jasnego określenia celów, życie w zgodzie z wyznawanymi wartościami oraz podporządkowanie sfery cielesnej duchowi było długim i mozolnym procesem, który autor Sprculum Perfectionis wyraził słowami: „Złamał swe ciało, siłą poddał duchowi”(SpPerf 84,5), zaowocowało jednak trwałą matanoią i stanem niezwykłej jedności ciała, ducha i umysłu: „[Ciało] tak bardzo zgadzało się z duchem i odznaczało się tak chętnym posłuszeństwem, że gdy duch starał się zdobyć wszelką świętość, ono nie tylko się nie sprzeciwiało, ale starało się nawet go uprzedzać.”(LegM XIV,1,7). Harmonia ze światem stworzonym, tak ścisła, że Święty zdawał się zostać „przywrócony do pierwotnej niewinności”(Legm III,6,5)oraz harmonia z człowiekiem, szczególnie ubogim i słabym, która ma swą genezę w spotkaniu z trędowatym. Odniesione wówczas zwycięstwo nad pyszną i egoistyczną naturą wskazało mu nowy sens istnienia- odtąd życie mogło mieć sens jedynie, gdy było przeżyte w imię braterstwa i dla braterstwa[4]. Zwycięstwo odniesione nad samym sobą- prawdziwym nieprzyjacielem w postaci przeciwnej Bogu skażonej natury, stanie się odtąd tematem Franciszkowych wezwań do walki „Powinniśmy mieć w nienawiści ciała nasze z wadami i grzechami”(2LW 37) Harmonia z Bogiem natomiast wypływająca ze zjednoczenia z Nim realizowała się przez pełnienie Jego woli, co Franciszek wielokrotnie czynił przedmiotem swej modlitwy: „Wszechmogący, wiekuisty, sprawiedliwy i miłosierny Boże, daj nam nędznym czynić dla Ciebie to, o czym wiemy, że tego chcesz i chcieć zawsze tego, co się Tobie podoba”(LZ 50).


 fot. s.Fides Rozum CMBB



[1] Wszystkie cytaty biblijne według Biblia Tysiąclecia, wyd. V, wyd. Pallotinum, Poznań 2000.

[2] Za: R.Cantalamessa OFM Cap,  Osiem stopni szczęścia. Błogosławieństwa ewangeliczne, wyd. Serafin, Kraków 2009, str.131.

[3] wyd. zbiorowe pod red. X.Leon-Dufour Słownik Teologii Biblijnej, . Pallotinum Poznań 1994, str. 701.

[4] Por. W.Block OFM Cap Wszystkim chrześcijanom Duchowość Franciszka z Asyżu w świetle jego pism, t.I Łaska początków, wyd. Serafin, Kraków 2013, str.47.

Dobry czas św. Franciszka z Asyżu

  Dobry czas św. Franciszka z Asyżu W Pieśni Słonecznej św. Franciszek z Asyżu obok różnych stworzeń, które wzywa do uwielbiania Boga, ...