poniedziałek, 5 października 2026

Nie zatrzymujcie miłości!

 

Nie zatrzymujcie miłości!

Tomasz z Celano – pierwszy biograf św. Franciszka z Asyżu,  włożył w jego usta słowa: „Wielce należy kochać miłość Tego, który nas wielce umiłował” (Mem 196,9). Dla Biedaczyny miłością czystą, doskonałą, osobową był Bóg. Gdy na Alwerni po otrzymaniu stygmatów uwielbiał Boga, jednym z określeń, jakimi Go nazwał było: „Ty jesteś miłością, kochaniem”(KLUw 4). Stygmatyzacja nastąpiła  dwa lata przed śmiercią, gdy ziemska pielgrzymka brata Franciszka dobiegała końca, a on sam pragnął już tylko zjednoczenia z Umiłowanym Chrystusem i powrotu do domu Ojca. Dojrzewanie do takiej postawy było jednak procesem długim i wymagającym. Potrzeba było sporo czasu, by przejść od koncentracji na sobie i swoich planach, do gotowości pełnienia woli Bożej, przez świadczenie miłosierdzia i pokorną służbę. Choć faktem jest, że od młodości charakteryzowała go wrażliwość na potrzebujących, co słusznie zauważył św. Bonawentura: „serce młodego Franciszka było obdarzone uprzejmą i szczodrą litością wobec ubogich(Legm I,2,1), dlatego chętnie dawał jałmużnę proszącym i nie odwracał się od cierpiących. Gdy podczas pobytu w więzieniu w Perugii wszyscy skazani odwrócili się od rycerza, który znieważył swego towarzysza,  tylko Franciszek nie wzgardził nim i innych zachęcał do tego samego (por. 3Soc 4,5). Droga oczyszczenia i odwrócenia dotychczasowej hierarchii wartości została mu zapowiedziana już na początku nawrócenia, gdy pewnego razu trwając na modlitwie usłyszał: „Franciszku, zamieniłeś już miłość cielesną i próżną na duchową; jeśli chcesz Mnie poznać, bierz to, co gorzkie za słodkie, wzgardź samym sobą; dokonaj tego odwrócenia porządku”(Mem 9,7). Bóg zapewnił go, że zapłatą za wybór miłości duchowej będzie poznanie Boga i Jego woli. Zgodnie z Bożym poleceniem pokutnik z Asyżu całe swe późniejsze życie dokonywał tego odwracania porządku - powolnego przechodzenia od koncentracji na sobie i szukaniu we wszystkim własnej korzyści i zysku - czego nauczono go w domu rodzinnym, do postawy zauważenia drugiego człowieka, otwartości na niego, wreszcie pokornej służby w zapomnieniu o sobie. Proces dojrzewania przyszłego Świętego to tajemnica współpracy z Bożą łaską, która zaowocowała stopniową przemianą, o której wspominają biografowie: upodobanie w przebywaniu z bezdomnymi, a nawet przebieraniu się w ich łachmany - jakby nie mógł się doczekać, by doświadczyć życia prawdziwie ubogiego; wielkoduszność: „za każdym razem, gdy ubogi prosił go o jałmużnę poza domem, wspierał go pieniędzmi, skoro tylko było to możliwe; gdy zaś nie miał pieniędzy, dawał mu czapkę lub pas, byle tylko nie odsyłać go z pustymi rękoma”(3Soc 8,5-6); postanowienie, że nie odmówi jałmużny nikomu, kto prosiłby go w imię miłości Bożej. Według św. Bonawentury: „Obietnicy tej z niesłabnącą gorliwością pozostał wierny aż do śmierci”(LgM I,1,5).

Dogłębna i trwała przemiana wymagała jednak radykalnego wkroczenia Boga w jego życie. Można powiedzieć, że łaska Boga nagle wyrwała tego marzyciela wychowanego w dobrobycie, z dala od codziennych trudów ludzi ubogich i postawiła w świecie pełnym realnych problemów i codziennego zmagania o przetrwanie. Bóg  stawiając na jego drodze człowieka trędowatego, wyprowadził go poza dotychczasowy sposób patrzenia na człowieka i otworzył na rzeczywistość jego cierpienia i odrzucenia, dokonując w nim przemiany, która pozwoliła mu przekroczyć własny lęk i otworzyć się na postawę altruizmu. Spotkanie z trędowatym  okazało się dla syna Piotra Bernardone momentem przełomowym. W chorym wyrzuconym na margines społeczeństwa dostrzegł pełnowartościowego człowieka, którego obdarzył uwagą, szacunkiem i miłością. Zwycięstwo odniesione nad własną pychą i egoizmem otworzyło mu drogę do pochylania się nad człowiekiem w potrzebie, samotnym, odepchniętym przez wszystkich. Odkrycie Boga, który z miłości rozdał siebie do końca, skierowało go na drogę „bycia dla innych”, czyli bycia bratem wszystkich, szczególnie ubogich, cierpiących, niekochanych. Budowanie powszechnego braterstwa w oparciu o bezwarunkową miłość stało się celem, któremu postanowił poświęcić swe życie[1]. Początkowo Franciszek posługiwał trędowatym, chętnie zatrzymywał się w leprozoriach, z przyjemnością przebywał wśród tych, od których wszyscy inni stronili - chorych i ubogich: „Dusza jego miała taką litość wobec chorych i biednych, że tym, którym nie mógł pomóc pracą rąk, pomagał życzliwym współczuciem; gdy tylko zauważył u kogoś jakiś brak czy potrzebę, zaraz w jego intencji zwracał się z gorącą modlitwą do Chrystusa. Ponieważ we wszystkich ubogich widział obraz Chrystusa, dlatego nawet wówczas, gdy otrzymał dla siebie coś koniecznego do życia, często dawał to spotkanym biedakom twierdząc, jakoby była to ich własność, którą im winien zwrócić. Żadnej rzeczy wprost nie oszczędził – ani płaszcza, ani tuniki, ani książek, ani nawet paramentów ołtarza, by to wszystko skwapliwie, gdy tylko mógł, oddać potrzebującym, a nawet, pragnąc wypełnić obowiązek miłosierdzia, był gotów wydać samego siebie”(Legm III,7,1-5). Zapis w regule braci mniejszych jest jednoznaczny: „I powinni [bracia] się cieszyć, gdy przebywają wśród ludzi prostych i wzgardzonych, ubogich i słabych, chorych i trędowatych, i żebraków przy drogach”(1Reg 9,2). Pierwszy nowicjat braci mniejszych polegał na tym, że Franciszek prowadził braci do trędowatych, by tam uczyli się pokory i miłosierdzia. Według Zwierciadła doskonałości: „Kiedy bowiem przychodzili do zakonu tak szlachetnie urodzeni, jak i ludzie prości, mówiono im między innymi, że trzeba, by pokornie służyli trędowatym i pozostawali w ich domach”(SpPerf 44).

Spotkanie z trędowatym nauczyło Franciszka także miłosierdzia względem grzesznika. W średniowieczu trąd postrzegany był jako słuszna kara za grzech, a chory na trąd bywał osądzany i piętnowany, jakby sam był sobie winien nieszczęścia, które go spotkało. Franciszek patrząc na trędowatego i mając w pamięci słowa proroka Izajasza, który cierpiącego i odrzuconego Chrystusa przyrównuje do trędowatego (por. Iz 53), zrozumiał dogłębnie, że Bóg nie odrzuca grzesznika, gdyż wziął na siebie wszystkie jego słabości i odkupił je własną krwią. Pokutnik z Asyżu świadomy własnych grzechów, szczególnie czasu młodości zmarnowanego na próżnych zabawach i kreowaniu swego wizerunku w oczach innych, opłakiwał stracony czas i doświadczył Bożego przebaczenia, co wzmocniło jego gotowość do przebaczania i bycia miłosiernym wobec grzeszników. Braciom przypomina w regule: „I bądźmy mocno przekonani, że naszą własnością są tylko wady i grzechy (1Reg 17,7), ale też wskazuje, jak postąpić wobec innych grzeszników: „Niech się strzegą, aby się nie gniewali i nie denerwowali z powodu czyjegoś grzechu, bo gniew i zdenerwowanie są dla nich i dla innych przeszkodą w miłości”(2Reg 7,3). W napomnieniu zatytułowanym Nikt nie powinien się gorszyć grzechem bliźniego poucza: „Słudze Bożemu tylko jedno nie powinno się po­dobać: grzech. I jakikolwiek grzech jakaś osoba popełniłaby i z tego powodu sługa Boży niepokoiłby się i gniewał, ale nie z miłości, gromadzi sobie winę. Ten sługa Boży wiedzie życie prawe, wolne od przywiązań, który się nie denerwuje i nie gniewa na nikogo”( (Np 11,1-3). W Liście do Ministra zachęca do dyskrecji i wyrozumiałości względem błądzącego: „Wszyscy bracia, którzy wiedzą o jego grzechu, niech go nie zawstydzają i nie zniesławiają, lecz niech okazują mu wielkie miłosierdzie i zachowują grzech brata swego w całkowitej tajemnicy, bo nie zdrowi, lecz chorzy potrzebują lekarza” (LM 15).

Brat Franciszek bardzo wiele miejsca w swoich pismach poświęcił tematowi wspólnoty i relacji interpersonalnych, ponieważ to właśnie braterstwo było dla niego największym wyzwaniem i przestrzenią dojrzewania do pełni człowieczeństwa. Łatwiej jest okazać życzliwość obcym, a znacznie trudniej  budować autentyczne relacje z tymi, z którymi się żyje na co dzień, których nawyki, czy przewidywalność mogą przytłaczać i nużyć. Wspólnota najpełniej weryfikuje cierpliwość, umiejętność przebaczania i  wzajemną miłość, szczególnie wspólnota franciszkańska, która w zamyśle założyciela powinna charakteryzować się rodzinnymi relacjami: „I gdziekolwiek bracia przebywają lub spotkaliby się, niech odnoszą się do siebie jak członkowie rodziny” (2Reg 6,7). Okazywał wiele cierpliwości braciom słabym i przeżywającym wewnętrzne zmagania: „Szczególną łagodnością darzył i cierpliwie znosił tych chorych, o których wiedział, że są jak chwiejące się dzieci, dręczone pokusami i upadające na duchu”(Mem 177,1). Wychodził naprzeciw wszystkim, od których inni się odwracali, np. szczególnie przykrego trędowatego, który bluźnił i odpowiadał wrogością  wobec braci, którzy chcieli mu pomóc. Nie zrażając się tym Franciszek osobiście zaczął mu usługiwać, dodatkowo zatroszczył się o jego duszę, doprowadzając do głębokiej skruchy za grzechy (por. Actus 28). Słusznie zauważył św. Bonawentura: „wydawało się, iż ma macierzyńskie serce w spieszeniu z pomocą biednym ludziom w ich potrzebach”(Legm III,7,1). Usługiwał biednym i potrzebującym tak, jakby czynił to względem samego ubogiego i odrzuconego Chrystusa:„ zawsze patrzył w twarz swego Chrystusa, zawsze dotykał męża boleści, znającego niemoc (SpPerf 85). Zainspirowany Jego przykładem, zgodnie ze słowami Celano: „w pilnej medytacji rozważał Jego słowa i oddawał się mądremu rozpatrywaniu Jego czynów. Przede wszystkim tkwiła mu w pamięci pokora zawarta we wcieleniu i miłość ujawniona w męce, tak że ledwie mógł o czym innym myśleć”(VbF 84,2). Pociągnięty przykładem Jego ogołocenia postanowił iść Jego śladami. Biblijnym obrazem, który szczególnie do niego przemówił było umycie nóg apostołom podczas ostatniej wieczerzy. Franciszek zapragnął jak Chrystus klękać przed człowiekiem i służyć mu w zapomnieniu o sobie. Nie małym  wyzwaniem było nauczyć braci postawy służby, szczególnie, gdy pojawiło się coraz więcej braci wykształconych, kapłanów. W tym celu Franciszek stworzył figurę matki. W 6 rozdziale reguły zachęca: „Jeśli bowiem matka karmi i kocha syna swego

 cielesnego, o ileż troskliwiej powinien każdy kochać i karmić swego brata duchowego!”(2eg 6,8).

Wyrazem miłości jest gotowość do przebaczenia i rezygnacja z rozpamiętywania doznanych krzywd. W Liście do ministra czytamy: „ I po tym chcę poznać, czy miłujesz Pana i mnie, sługę Jego i twego: jeżeli będziesz tak postępował, aby nie było takiego brata na świecie, który, gdyby zgrzeszył, choćby zgrzeszył najciężej, a potem stanął przed tobą, żeby odszedł bez twego miłosierdzia, jeśli szukał miłosierdzia. A gdyby nie szukał miłosierdzia, to ty go zapytaj, czy nie pragnie przebaczenia. I choćby tysiąc razy potem zgrzeszył na twoich oczach, kochaj go bardziej niż mnie, abyś go pociągnął do Pana; i zawsze bądź miłosierny dla takich” (LM 9-11). Miłość, która się daje jest cierpliwa, jak w przypadku opowiadania o radości doskonałej. Gdy pewnej nocy zimą Franciszek wrócił z Perugii do Porcjunkuli, choć długo pukał do drzwi i prosił, by go przyjęto, usłyszał jedynie „wynoś się, to nie jest pora stosowna do chodzenia; nie wejdziesz”(Rad 10). Dla Franciszka jest to powód do radości doskonałej i argumentuje: „jeśli zachowam cierpliwość i nie rozgniewam się, na tym polega prawdziwa radość i prawdziwa cnota i zbawienie duszy”(Rad14). Nie zniechęcał się i nie zatwardzał swego serca, nawet wówczas, gdy doświadczał małoduszności i odrzucenia ze strony najbliższych, ale starał się łączyć swe cierpienie z ofiarą Chrystusa.

Jego miłość względem człowieka wyraża się również w głoszeniu pokuty. Franciszek czynił to z pełnym zaangażowaniem,  motywowany miłością do człowieka, „Mawiał, że niczego nie należy cenić wyżej, aniżeli zbawienia dusz”(LegM IX,4,4). Według św. Bonawentury troska o zbawienie dusz była przyczyną jego zaangażowania: „Stąd pochodziła jego nadzwyczajna gorliwość w modlitwie, pracowitość w głoszeniu kazań i wielkie poświęcenie w dawaniu dobrego przykładu”(LegM IX4,6). Po otrzymaniu stygmatów, „ponieważ nie mógł już swobodnie chodzić z powodu gwoździ wystających pod stopami, polecił, aby obwożono go na ośle po miastach i wioskach (por. Legm VII,1,2).  Pragnienie zbawienia innych było tak wielkie, że nie tyle nie zważał na własne cierpienie, co gotowy był na  śmierć męczeńską.

Franciszek żył w głębokiej relacji z Bogiem Trójjedynym: za natchnieniem Ducha Świętego rozpoczął drogę nawrócenia, następnie wiernie wstępował  w ślady Chrystusa, który z miłości do człowieka oddał swoje siły, czas, zdrowie, a wreszcie życie, umierając na krzyżu. Nie dziwi więc, że życie świętego z Asyżu  było ciągłym dawaniem siebie, jak zauważył Celano:  „gotów był samego siebie rozdać”(Mem 181,5). Wszystkich napotkanych na swojej drodze ludzi postrzegał jako Boży dar i starał się doprowadzić tam, dokąd sam zmierzał, czyli do domu Ojca. Na uprzywilejowanej pozycji byli jego bracia: „Sądził, że nie zostanie zbawiony, jeśliby razem ze sobą nie zbawił tych, co zostali mu powierzeni, których zrodził jego duch z większym trudem, aniżeli rodzą łona matczyne”(Mem 174,5). W modlitwie zatytułowanej Wykład modlitwy Ojcze nasz, zachęca: „i bliźnich naszych kochajmy jak siebie samych, wszystkich pociągając według sił do Twojej miłości, ciesząc się z dobra innych jak z własnego i współczując w nieszczęściu i nikomu nie dając żadnego zgorszenia”(On 5) oraz „i byśmy starali się w Tobie wszystkim służyć pomocą”(On 8). Wspaniałomyślność i zdolność patrzenia na rzeczywistość w szerszym kontekście, to cechy charakteryzujące Franciszka. Gdy pewnego razu matka dwóch braci poprosiła go o jałmużnę, choć w ubogiej wspólnocie nie było niczego czym można by ją wspomóc, z wyjątkiem Nowego Testamentu używanego do sprawowania liturgii, Święty polecił wikariuszowi: „Daj matce naszej Nowy Testament, żeby go sprzedała na swoją potrzebę, ponieważ tenże Nowy Testament każe nam wspomagać biednych. A wierzę, że Bogu bardziej podoba się ta darowizna, aniżeli nasze czytanie”(Mem 91,6). Choć Franciszek przywiązywał wielką wagę do liturgii i otaczał Słowo Boże szczególnym szacunkiem, nie przeszkodziło mu to okazać czynnej miłości człowiekowi w potrzebie.

 S. Chrystiana A. Koba CMBB




[1] W. Block OFM Cap, Wszystkim chrześcijanom. Duchowość Franciszka z Asyż, w: tom 1: Łaska początków, wyd. Serafin, Kraków 2013 , s. 45.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie zatrzymujcie miłości!

  Nie zatrzymujcie miłości! Tomasz z Celano – pierwszy biograf św. Franciszka z Asyżu,   włożył w jego usta słowa: „Wielce należy kochać m...